Link do strony Dzienniczka św. Faustyny
Miłosierdzie Boże w duszy mojej – Dzienniczek św. Siostry Faustyny Kowalskiej
„Dzienniczek” św. Siostry Faustyny Kowalskiej należy do pereł literatury mistycznej, tłumaczony jest na wiele językуw, cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśrуd wiernych i teologуw. Słowa w nim zapisane „jawią się jako szczegуlna Ewangelia miłosierdzia Bożego napisana w perspektywie XX wieku” – powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II.
Dzieło powstało w latach 1934 – 1938 na wyraźne polecenie Pana Jezusa i z nakazu spowiednikуw: ks. Michała Sopoćki i o. Jуzefa Andrasza SJ. Siostra Faustyna opisała w nim swoje niezwykle bogate życie duchowe, głębię poznania tajemnicy miłosierdzia Bożego i wielką prorocką misję przypomnienia światu prawdy o miłości miłosiernej Boga do każdego człowieka wraz nabożeństwem do Miłosierdzia Bożego w nowych formach. Należą do nich: obraz Chrystusa z charakterystycznymi promieniami czerwonym i bladym oraz podpisem: Jezu, ufam Tobie, święto Miłosierdzia w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, Koronka do Miłosierdzia Bożego i modlitwa w chwili konania Jezusa na krzyżu zwana Godziną Miłosierdzia. Do każdej z tych form kultu, a także do szerzenia czci Miłosierdzia Jezus przywiązał wielkie obietnice pod warunkiem troski o postawę ufności (pełnienie woli Bożej) i miłosierdzia względem bliźnich. W „Dzienniczku” wiele miejsca poświęciła Siostra Faustyna „nowemu zgromadzeniu”, ktуre z woli Jezusa miała założyć dla kontynuacji misji głoszenia światu orędzia Miłosierdzia (Apostolski Ruch Bożego Miłosierdzia).
„Dzienniczek” tworzy 6 zeszytуw o rуżnej objętości oraz zeszycik zatytułowany: „Moje przygotowanie do Komunii świętej”. Pierwsze krytyczne wydanie tego dzieła ukazało się w 1981 roku i to wydanie udostępniamy na stronie internetowej. Dla lepszego czytania tekstu zostały jednak rozwiązane skróуty (np. św., najśw., najś., ojciec An.) i usunięte nawiasy kwadratowe zaznaczające brakujące litery w rękopisie (np. rzek[ł], akt strzeli[sty], konfes[jonale], pacierzach pora[nnych], obecność Boża zalał[a], mies[iąc] sp[owiednik], bezpo[d]stawna obawa, przełożony[ch], Matki G[eneralnej], miłos[ierdzie] itp.). Pozostawiono kwadratowe nawiasy wszędzie tam, gdzie są dodane słowa dla lepszego zrozumienia tekstu lub tam, gdzie skrуt może być rуżnie rozwiązany np. O, Jezu naj[słodszy]. W niektуrych miejscach po skonfrontowaniu z rękopisem poprawiono rуwnież błędy gramatyczne (np. z wyjątkiem tego – w rękopisie: z wyjątkiem o tym; jesteś światłością – w rękopisie jesteś światłość; miłość Boża kwiatem, a miłosierdzie owocem – w rękopisie: miłosierdzie owoc; zastanawiałam się nad tym – w rękopisie: o tym). Czasem dokonano zmiany w interpunkcji, wstawiając np. kropki w miejsce przecinkуw umieszczonych w I wydaniu, by podzielić zbyt długie zdania i uczynić je bardziej zrozumiałymi.
Wszelkie prawa autorskie do „Dzienniczka” należą do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Korzystanie z tego dzieła w publikacjach, na wszystkich płaszczyznach eksploatacji (także w Internecie), wymaga pisemnego zezwolenia Zgromadzenia. Chodzi o tak zwane „dzieła zależne”, w których w stosunku do całego utworu cytowane są duże fragmenty „Dzienniczka”, bez ktуrych (cytatуów z „Dzienniczka”) nowe opracowanie nie mogłoby istnieć.
Link do strony Dzienniczka św. Faustyny
Miłosierdzie Boże w duszy mojej – Dzienniczek św. Siostry Faustyny Kowalskiej
„Dzienniczek” św. Siostry Faustyny Kowalskiej należy do pereł literatury mistycznej, tłumaczony jest na wiele językуw, cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśrуd wiernych i teologуw. Słowa w nim zapisane „jawią się jako szczegуlna Ewangelia miłosierdzia Bożego napisana w perspektywie XX wieku” – powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II.
Dzieło powstało w latach 1934 – 1938 na wyraźne polecenie Pana Jezusa i z nakazu spowiednikуw: ks. Michała Sopoćki i o. Jуzefa Andrasza SJ. Siostra Faustyna opisała w nim swoje niezwykle bogate życie duchowe, głębię poznania tajemnicy miłosierdzia Bożego i wielką prorocką misję przypomnienia światu prawdy o miłości miłosiernej Boga do każdego człowieka wraz nabożeństwem do Miłosierdzia Bożego w nowych formach. Należą do nich: obraz Chrystusa z charakterystycznymi promieniami czerwonym i bladym oraz podpisem: Jezu, ufam Tobie, święto Miłosierdzia w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, Koronka do Miłosierdzia Bożego i modlitwa w chwili konania Jezusa na krzyżu zwana Godziną Miłosierdzia. Do każdej z tych form kultu, a także do szerzenia czci Miłosierdzia Jezus przywiązał wielkie obietnice pod warunkiem troski o postawę ufności (pełnienie woli Bożej) i miłosierdzia względem bliźnich. W „Dzienniczku” wiele miejsca poświęciła Siostra Faustyna „nowemu zgromadzeniu”, ktуre z woli Jezusa miała założyć dla kontynuacji misji głoszenia światu orędzia Miłosierdzia (Apostolski Ruch Bożego Miłosierdzia).
„Dzienniczek” tworzy 6 zeszytуw o rуżnej objętości oraz zeszycik zatytułowany: „Moje przygotowanie do Komunii świętej”. Pierwsze krytyczne wydanie tego dzieła ukazało się w 1981 roku i to wydanie udostępniamy na stronie internetowej. Dla lepszego czytania tekstu zostały jednak rozwiązane skrуty (np. św., najśw., najś., ojciec An.) i usunięte nawiasy kwadratowe zaznaczające brakujące litery w rękopisie (np. rzek[ł], akt strzeli[sty], konfes[jonale], pacierzach pora[nnych], obecność Boża zalał[a], mies[iąc] sp[owiednik], bezpo[d]stawna obawa, przełożony[ch], Matki G[eneralnej], miłos[ierdzie] itp.). Pozostawiono kwadratowe nawiasy wszędzie tam, gdzie są dodane słowa dla lepszego zrozumienia tekstu lub tam, gdzie skrуt może być rуżnie rozwiązany np. O, Jezu naj[słodszy]. W niektуrych miejscach po skonfrontowaniu z rękopisem poprawiono rуwnież błędy gramatyczne (np. z wyjątkiem tego – w rękopisie: z wyjątkiem o tym; jesteś światłością – w rękopisie jesteś światłość; miłość Boża kwiatem, a miłosierdzie owocem – w rękopisie: miłosierdzie owoc; zastanawiałam się nad tym – w rękopisie: o tym). Czasem dokonano zmiany w interpunkcji, wstawiając np. kropki w miejsce przecinkуw umieszczonych w I wydaniu, by podzielić zbyt długie zdania i uczynić je bardziej zrozumiałymi.
Wszelkie prawa autorskie do „Dzienniczka” należą do Zgromadzenia Siуstr Matki Bożej Miłosierdzia. Korzystanie z tego dzieła w publikacjach, na wszystkich płaszczyznach eksploatacji (także w Internecie), wymaga pisemnego zezwolenia Zgromadzenia. Chodzi o tak zwane „dzieła zależne”, w ktуrych w stosunku do całego utworu cytowane są duże fragmenty „Dzienniczka”, bez ktуrych (cytatуw z „Dzienniczka”) nowe opracowanie nie mogłoby istnieć.
Zeszyt pierwszy rękopisu (1-200) ( Dzienniczek św. Faustyny Kowalskiej )
ZESZYT I (1 – 200)
ŚW. SIOSTRA FAUSTYNA KOWALSKA
*25.8.1905 Głogowiec, pow. Turek
+5.10.1938 Kraków
1.
Z OTWARTEGO SERCA PANA JEZUSA PŁYNIE POCIECHA DLA DUSZ
O Miłości Wiekuista, każesz malować obraz Swój Święty
I odsłaniasz nam zdrój miłosierdzia niepojęty,
Błogosławisz kto się zbliży do Twych promieni.
A dusza czarna w śnieg się zamieni.
O słodki Jezu, tu założyłeś tron Miłosierdzia Swego
By cieszyć i wspomagać człowieka grzesznego,
Z otwartego Serca, jak ze zdroju czystego,
Płynie pociecha dla duszy i serca skruszonego.
Nich dla obrazu tego cześć i sława
Płynąć z duszy człowieka nigdy nie ustawa,
Niech z serca każdego cześć Miłosierdziu Bożemu płynie
Teraz i na wieki wieków i w każdej godzinie. (Dz 1)
2.
NALEŻY Z UFNOŚCIĄ PATRZEĆ W PRZYSZŁOŚĆ
O Boże mój
Gdy patrzę w przyszłość ogarnia mnie trwoga,
Ale po cóż zagłębiać się w przyszłości?
Dla mnie jest tylko chwila obecna droga,
Bo przyszłość może w duszy mojej nie zagości.
Czas, który przeszedł, nie jest w mojej mocy,
By cos zmienić, poprawić lub dodać,
Bo tego nie dokazał ani mędrzec, ani prorocy,
A wiec co przeszłość w sobie zawarła, na Boga zdać.
O chwilo obecna, ty do mnie należysz cała,
Ciebie wykorzystać pragnę, co tylko jest w mej mocy,
A chociaż jestem słaba i mała
Dajesz mi łaskę swej wszechmocy.
A więc z ufnością w Miłosierdzie Twoje
Idę przez życie jak dziecko małe,
I składam Ci codziennie w ofierze serce moje
Rozpalone miłością o Twoja większa chwałę. (Dz 2)
+
J.M.J.
Bóg i dusze
Królu Miłosierdzia, kieruj duszą moją.
Siostra M. Faustyna
od Najświętszego Sakramentu (Dz 3)
Wilno, 28.7.1934 rok
3.
MODLITWA ŚW. FAUSTYNY DO PANA JEZUSA UKRYTEGO W NAJWIĘTSZYM SAKRAMENCIE
O Jezu mój, z ufności ku Tobie
Wiję wieńcy tysiące i wiem,
Że rozkwitną wszystkie,
I wiem, że rozkwitną wszystkie, kiedy je oświeci Boskie Słońce.
- O wielki, Boski Sakramencie,
Który kryjesz mego Boga,
Jezu, bądź ze mną w każdym momencie,
a serca mego nie obejmie trwoga. (Dz 4)
+
J.M.J.
Wilno, 28.7.1934 rok
+Pierwszy brulion
Bóg i dusze
4.
ŚW. FAUSTYNA UWIELBIA TRÓJCĘ PRZENAJŚWIĘTSZĄ
Bądź uwielbiona, o Przenajświętsza Trójco, teraz i czasu wszelkiego. Bądź uwielbiona
we wszystkich dziełach i tworach Swoich. Niech będzie podziwiana i wysławiana wielkość
Miłosierdzia Twego, o Boże. (Dz 5)
5.
ŚW. FAUSTYNA Z ROZKAZU PANA JEZUSA ROZPOCZYNA OPISYWANIE SWOICH DUCHOWYCH PRZEŻYĆ
Mam spisać zetknięcia się duszy mojej z Tobą O Boże, w chwilach szczególnych
nawiedzeń Twoich. Mam pisać o Tobie, o Niepojęty w Miłosierdziu ku biednej duszy mojej.
Wola Twoja święta jest życiem duszy mojej. Mam ten nakaz przez tego, który mnie Ciebie
Boże tu na ziemi zastępuje, który mi tłumaczy wolę Twoją świętą. Jezu, widzisz, jak mi jest
trudno pisać, jak nie umiem napisać co w duszy przezywam. O Boże, czyż może napisać
pióro to, w czym nieraz słów nie ma? Ale każesz pisać, o Boże, to mi wystarczy. (Dz 6)
Warszawa, dnia 1.8.1925 r.
Wstąpienie do klasztoru
6.
ŚW. FAUSTYNA CZUŁA POWOŁANIE DO ŻYCIA ZAKONNEGO JUŻ OD SIÓDMEGO ROKU ŻYCIA.
Ostatnie wezwanie Boże, łaskę powołania do życia zakonnego czułam od siedmiu lat.
W siódmym roku życia usłyszałam pierwszy raz głos Boży w duszy, czyli zaproszenie do
życia doskonalszego, ale nie zawsze byłam posłuszna głosowi łaski. Nie spotkałam się z
nikim, kto by mi te rzeczy wyjaśnił. (Dz 7)
7.
RODZICE ODMAWIAJĄ ZGODY NA WSTĄPIENIE 18-LETNIEJ CÓRKI DO KLASZTORU
Osiemnasty rok życia, usilna prośba rodziców o pozwolenie wstąpienia do klasztoru;
stanowcza odmowa rodziców. Po tej odmowie oddałam się próżności życia, nie zwracając
żadnej uwagi na glos łaski, chociaż w niczym zadowolenia nie znajdowała dusza moja.
Nieustanne wołanie łaski było dla mnie udręką wielką, jednak starałam się ją zagłuszyć
rozrywkami. Unikałam wewnętrznie Boga, a całą duszą skłaniałam się do stworzeń. Jednak
łaska Boża zwyciężyła w duszy. (Dz 8)
8.
PAN JEZUS CIERPIĄCY UKAZUJE SIĘ ŚW. FAUSTYNIE W CZASIE TAŃCA, NA BALU W ŁODZI
W pewnej chwili byłam a jedna sióstr na balu. Kiedy się wszyscy najlepiej bawili,
dusza moja doznawała wewnętrznych udręczeń. W chwili, kiedy zaczęłam tańczy, nagle
ujrzałam Jezusa obok, Jezusa umęczonego, obnażonego z szat, okrytego całego ranami, który
mi powiedział te słowa: dokąd cię będę cierpiał i dokąd mnie zwodzić będziesz? W tej
chwili umilkła wdzięczna muzyka, znikło sprzed oczu moich towarzystwo, w którym się
znajdowałam, pozostał Jezu i ja. Usiadłam obok swojej drogiej siostry, pozorując to co zaszło
w duszy mojej bólem głowy. (Dz 9)
9.
ŚW. FAUSTYNA UDAJE SIĘ DO KOSCIOŁA ŚW. STANISŁAWA KOSTKI, TAM PAN JEZUS POLECA JEJ JECHAĆ DO WARSZAWY
Po chwili opuściłam potajemnie i udałam się do katedry św. Stanisława Kostki (w
Łodzi). Godzina już zaczęła szarzeć, ludzi było mało w katedrze, nie zwracając na nic co się
wokoło mnie dzieje, padłam krzyżem przed Najświętszym Sakramentem i prosiłam Pana, aby
mi raczył dać poznać, co mam czynić dalej, wtem usłyszałam te słowa: jedź natychmiast do
Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru. Wstałam od modlitwy i przyszłam do domu i
załatwiłam rzeczy konieczne. Jak mogłam zwierzyłam się siostrze z tego, co zaszło w duszy i
kazałam pożegnać rodziców i tak w jednej sukni, bez niczego przyjechałam do Warszawy.
(Dz 10)
10.
W WARSZAWIE MATKA BOŻA KAŻE ŚW. FAUSTYNIE UDAĆ SIĘ DO PODWARSZAWSKIEJ MIEJSCOWOŚCI NA NOCLEG
Kiedy wysiadłam z pociągu i spojrzałam, ze każdy idzie w swoja stronę, lęk mnie
ogarnął co z sobą robić? Gdzie się zwrócić, nie mając nikogo znajomego? I rzekłam do Matki
Bożej: Maryjo, prowadź mnie, kieruj mną. Natychmiast usłyszałam w duszy te słowa: abym
wyjechała poza miasto, do pewnej wioski, tam znajdę nocleg bezpieczny, co też uczyniłam i
tak zastała, jak mi Matka Boża powiedziała. (Dz 11)
11.
NASTĘPNEGO DNIA ŚW. FAUSTYNA WRACA DO WARSZAWY, WSTĘPUJE DO KOŚCIOŁA (ŚW. JAKUIBA NA OCHOCIE) NA MSZĘ ŚW., TAM Z POLECENIA PANA JEZUSA PODCHODZI DO KAPŁANA
Na drugi dzień raniusieńko pojechałam do miasta i weszłam do pierwszego kościoła,
jaki spotkałam i zaczęłam się modlić o dalsza wolę Bożą. Msze św. wychodziły jedna po
drugiej. Podczas jednej Mszy św. usłyszałam te słowa: Idź do tego kapłana i powiedz mu
wszystko, a on ci powie, co masz dalej czynić. Po skończonej Mszy św. poszłam do
zakrystii i opowiedziałam wszystko, co zaszło w duszy mojej i prosiłam o wskazówkę, gdzie
wstąpić, do jakiego klasztoru. (Dz 12)
12.
KAPŁAN UWIERZYŁ ŚW. FAUSTYNIE I POSYŁA DO ZAUFANEJ PARAFIANKI
Kapłan ten zdziwił się w pierwszej chwili, ale kazał mi bardzo ufać, że Bóg zarządzi
dalej. Tymczasem ja cię poślę [powiedział] do jednej pobożnej pani, u której się zatrzymasz
dopokąd nie wstąpisz do klasztoru. Kiedy się zgłosiłam do tej pani, przyjęła mnie bardzo
życzliwie. (Dz 13)
13.
ŚW. FAUSTYNA POSZUKUJE KLASZTORU, DO KTÓREGO MOGŁABY WSTAPIĆ
W tym czasie szukałam klasztoru, jednak wszędzie gdzie zapukałam do furty,
wszędzie mi odmówiono. Ból ścisnął mi serce i rzekłam do Pana Jezusa: dopomóż mi, nie
zostawiaj mnie samą. (Dz 13)
14.
PAN JEZUS PRZYJMUJE ŚW. FAUSTYNĘ DO ZGROMADZENIA SIÓSTR MATKI BOŻEJ MIŁOSIERDZIA
Aż wreszcie zapukałam do naszej furty. (lato 1924 r Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej
Miłosierdzia w Warszawie, przy ul. Żytniej). Kiedy wyszła do mnie Matka Przełożona, obecna
matka generalna Michaela, po krótkiej rozmowie każe mi iść do Pana domu i zapytać, czy
mnie przyjmie. Zrozumiałam zaraz, że mam się zapytać Pana Jezusa. Poszłam do kaplicy z
wielka radością i zapytałam Jezusa: Panie domu tego, czy mnie przyjmujesz? – Tak mi kazała
się zapytać jedna z tych Sióstr.
I zaraz usłyszałam głos taki: przyjmuję jesteś w sercu moim. Kiedy wróciłam z
kaplicy Matka Przełożona najpierw zapytała: No, czy Pan przyjął cię? – Odpowiedziałam, że
tak. – Jeżeli Pan przyjął, to i ja przyjmuję. ( Dz 14)
15.
ŚW. FAUSTYNA PRZEZ ROK PRZEBYWAŁA W ŚWIECIE W DOMU POBOŻNEJ NIEWIASTY
Takie to było moje przyjęcie. Jednak dla wielu przyczyn musiałam jeszcze przeszło
rok pozostać na świecie u tej pobożnej osoby, ale już nie wróciłam do domu. (Dz 7-15)
16.
ŚW. FAUSTYNA SKŁADA PRYWATNY ŚLUB CZYSTOŚCI
W tym czasie musiałam walczyć z wielu trudnościami, ale Bóg łaski Swej mi nie
szczędził, coraz większa zaczęła ogarniać mnie tęsknota za Bogiem. Osoba ta chociaż była
bardzo pobożna, jednak nie rozumiała szczęścia życia zakonnego i w swej poczciwości
zaczęła układać mi inne plany życia, a jednak uczulam, że mam serce tak wielkie, że nic go
napełnić nie zdoła. Wtem zwróciłam się cała stęsknioną duszą do Boga. Było to w czasie
oktawie Bożego Ciała. Bóg napełnił duszę moją światłem wewnętrznym głębszego poznania
Go, jako najwyższego dobra i piękna. Poznałam jak bardzo mnie Bóg miłuje. Przedwieczna
jest miłość Jego ku mnie. Było to w czasie nieszporów – w prostych słowach, które płynęły z
serca, złożyłam Bogu ślub wieczystej czystości. Od tej chwili czułam większą zażyłość z
Bogiem, Oblubieńcem swoim. Od tej chwili uczyniłam celkę w sercu moim, gdzie zawsze
przestawałam z Jezusem. (Dz 16)
17.
ŚW. FAUSTYNA 1.VIII. 1925 WSTĘPUJE DO KLASZTORU
Wreszcie przyszła chwila, w której się otworzyła dla mnie furta klasztorna – było to
pierwszego sierpnia (1925 r.), wieczorem, w wigilię Matki Bożej Anielskiej. Czułam się
niezmiernie szczęśliwa, zdawało się mi, że wstąpiłam w życie rajskie. Jedna się wyrywała z
serca mojego modlitwa dziękczynna. (Dz 17)
18.
ŚW. FAUSTYNA CHCE OPUŚCIĆ ZAKON, PONIEWAŻ BYŁO TAM ZA MAŁO CZASU NA MODLITWĘ
Jednak po trzech tygodniach spostrzegłam, że tutaj jest tak mało czasu na modlitwę i
wiele innych rzeczy, które mi przemawiały do duszy, żeby wstąpić do zakonu więcej
ściślejszego. Myśl ta bardzo się utrwaliła w duszy, ale jednak nie było w tym woli Bożej.
Jednak myśl, czyli pokusa, wzmagała się coraz więcej, ze postanowiłam sobie w pewnym
dniu opowiedzieć się Matce Przełożonej i stanowczo wystąpić. Ale Bóg tak kierował
okolicznościami, że nie mogłam się dostać do Matki przełożonej. Wstąpiłam do małej
kapliczki przez pójściem na spoczynek i prosiłam Jezusa o światło w tej sprawie, ale nic nie
otrzymałam w duszy, tylko jakiś dziwny niepokój mnie ogarniał, którego nie rozumiałam.
Jednak pomimo wszystkiego, postanowiła sobie, że rano po Mszy św. zaraz się zwrócę do
Matki Przełożonej i powiem o wziętym postanowieniu. (Dz 18)
19.
PAN JEZUS CIERPIĄCY OSOBIŚCIE PROSI ŚW. FAUSTYNĘ, BY POZOSTAŁA W TYM ZAKONIE, BY UDZIELIĆ WIELU ŁASK, KTÓRE PRZYGOTOWAŁ
Przyszłam do celi. Siostry już się położyły – światło zgaszone. Ja weszłam do celi
pełna udręki i niezadowolenia. Nie wiem co z sobą robić. Rzuciłam się na ziemię i zaczęłam
się gorąco modlić o poznanie woli Bożej. Cisza wszędzie jak w tabernakulum. Wszystkie
Siostry, jak te hostie białe odpoczywają zamknięte w kielichu Jezusowym, a tylko z mojej celi
Bóg słyszy jęk duszy. Nie wiedziałam o tym, że bez pozwolenia nie wolno się w celi po
dziewiątej modlić. Po chwili jasno się zrobiło w mojej celi i ujrzałam na firance Oblicze Pana
Jezusa bolesne bardzo. Żywe rany na całym Obliczu i duże łzy spadały na kapę mojego łóżka.
Nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć, zapytałam Jezusa: Jezu, kto Ci wyrządził taka
boleść? – A Jezus odpowiedział, że ty mi wyrządzisz taką boleść, jeżeli wystąpisz z tego
zakonu. Tu cię wezwałem, a nie gdzie indziej i przygotowałem wiele łask dla ciebie.
Przeprosiłam Pana Jezusa i zmieniłam natychmiast powzięte postanowienie.
Na drugi dzień była nasza spowiedź. Opowiedziałam wszystko, co zaszło w duszy
mojej, a spowiednik mi odpowiedział, że jest w tym wyraźna wola Boża, że mam zostać w
tym zgromadzeniu i nie wolno mi ani nawet myśleć o innym zakonie. Od tej chwili czuję się
zawsze szczęśliwa i zadowolona. (Dz 19).
20.
ŚW. FAUSTYNA Z POWODU CHOROBY WYJEŻDŻA DO SKOLIMOWA
W krótkim czasie po tym, zapadłam na zdrowiu. Drga Matka Przełożona wysłała mnie
razem z dwoma innymi siostrami na wakacje do Skolimowa, kawałek poza Warszawę. W tym
czasie zapytałam się Pana Jezusa za kogo jeszcze mam się modlić? Odpowiedział mi Jezus, że
na przyszłą noc da mi poznać za kogo mam się modlić. (Dz 20)
20 b.
CZYŚCIEC WIDZIANY PRZEZ ŚW. FAUSTYNĘ
Ujrzałam Anioła Bożego, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się
w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze
modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą.
Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest
największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednoznacznie, że największym dla nich
cierpieniem, to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w
czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam
więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi
tego więzienia cierpiącego. Usłyszałam głos wewnętrzny, który powiedział: Miłosierdzie
Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściśle obcuję z duszami
cierpiącymi. (Dz 20)
21.
ZMARŁA SIOSTRA PROSI ŚW. FAUSTYNĘ O MODLITWĘ
Kiedyśmy przyjechały do nowicjatu (23.1.1926), Siostra (Henryka Łosińska, była
szewcem) była umierająca. Za parę dni Siostra przychodzi do mnie i każe mi iść do Matki
Mistrzyni (S. Małgorzata Anna Gimbutt) i powiedzieć, żeby Matka prosiła jej spowiednika,
księdza Rosponda, żeby za nią odprawił jedną Mszę św. i trzy akty strzeliste. W pierwszej
chwili powiedziałam, że pójdę do Matki Mistrzyni, ponieważ niewiele rozumiem czy to sen,
czy jawa. I nie poszłam. Na przyszłą noc powtórzyło się to samo wyraźniej, w czym nie
miałam żadnej wątpliwości. Jednak rano postanowiłam sobie, że nie powiem o tym
Mistrzyni. Dopiero powiem, jak ją zobaczę wśród dnia. Zaraz się z nią (S.Henrykę) spotkałam
na korytarzu, robiła mi wyrzuty, że nie poszłam zaraz i napełnił dusze moją wielki niepokój,
więc natychmiast poszłam do Matki Mistrzyni i opowiedziałam wszystko co zaszło. Matka
odpowiedziała, że te sprawę załatwi. Natychmiast spokój zapanował w duszy a na trzeci dzień
owa siostra przyszła i powiedziała mi: „Bóg zapłać”. (Dz 21)
22.
PAN JEZUS POZWOLIŁ ŚW. FAUSTYNIE POZNAĆ JEJ PRZYSZŁE CIERPIENIE
W chwili obłóczyny (30.4.1926 r.) Bóg dał mi poznać, jak wiele cierpieć będę.
Widziałam jasno, do czego się zobowiązuję. Była to jedna minuta tego cierpienia. Bóg znowu
duszę moja zalał pociechami wielkimi. (Dz 22)
23.
POD KONIEC NOWICJATU DUSZA ŚW. FAUSTYNY POGRĄŻONA ZOSTAŁA W CIEMNOŚCIACH DUCHOWYCH, POJAWIA SIĘ BOLESNA MYŚL O ODRZUCENIU PRZEZ BOGA
Pod koniec pierwszego roku nowicjatu zaczęło się ściemniać w duszy mojej. Nie czuję
żadnej pociechy w modlitwie, rozmyślanie przychodzi mi z wielkim wysiłkiem, lęk zaczyna
mnie ogarniać. Wchodzę głębiej w siebie i nic nie widzę oprócz wielkiej nędzy. Widzę także
jasno wielka świętość Boga, nie śmiem wznieść oczu do Niego, ale rzucam się w proch pod
stopy Jego i żebrzę o miłosierdzie. Upłynęło tak blisko pół roku, a stan duszy nic się nie
zmienia. Nasza kochana Matka Mistrzyni dodaje mi odwagi w tych chwilach trudnych.
Jednak cierpienie to coraz więcej się wzmaga. Zbliża się drugi rok nowicjatu. Na
wspomnienie, że mam złożyć śluby, dreszcz przenika moją duszę. Cokolwiek czytam nie
rozumiem, rozmyślać nie mogę. Zdaje mi się, że moja modlitwa jest Bogu niemiła. Kiedy
przystępuję do sakramentów św. zdaje mi się, że tym jeszcze więcej obrażam Boga. Jednak
spowiednik nie pozwolił mi opuścić ani jednej Komunii św. – Dziwnie Bóg działa w duszy
mojej. Nie rozumiem absolutnie nic z tego co do mnie mówił spowiednik. Proste prawdy
wiary stawały się niepojęte, dręczyła się dusza moja nie znajdując nigdzie zadowolenia. W
pewnej chwili przyszła mi taka silna myśl, ze jestem od Boga odrzucona. Ta straszna myśl
przebiła duszę moja na wskroś. W tym cierpieniu zaczęła konać dusza moja. Chciałam
umrzeć, a nie mogłam. Przyszła mi myśl – po cóż się starać o cnoty? Po co się umartwiać,
kiedy to wszystko jest niemile Bogu. Kiedy o tym powiedziałam Matce Mistrzyni,
otrzymałam taka odpowiedź: Niech siostra wie, ze Bóg siostrę chce mieć w niebie bardzo
blisko siebie. Niech Siostra ufa bardzo Panu Jezusowi.
Ta straszna myśl odrzucenia od Boga jest to męka, którą prawdziwie cierpią
potępieńcy. Uciekałam się do Ran Jezusowych, powtarzałam słowa ufności, jednak słowa te
stawały mi się jeszcze większą mękę. Poszłam przed Najświętszy Sakrament i zaczęłam
mówić do Jezusa: Jezus, Tyś powie ział, że pierwej zapomni matka niemowlęcia, aniżeli Bóg
stworzenia Swego, a chociażby ona zapomniała, Ja Bóg, nie zapomnę stworzenia Swego.
Jezu, czy słyszysz jak jęczy dusza moja? Chciej usłyszeć kwileń bolesnych dziecka Swego.
Ufam Tobie, o Boże, bo niebo i ziemia przeminą, ale Słowo Twoje trwa na wieki. Jednak ani
na chwile nie znajdowałam ulgi. (Dz 23)
24.
ŚW. FAUSTYNĘ OGARNIA DUCHOWA ROZPACZ
W jednym dniu zaraz po przebudzeniu, kiedy staję w obecności Bożej, a tu zaczyna
mnie ogarniać rozpacz. Ostateczna ciemność duszy. Walczyłam, jak mogłam do południa. W
godzinach popołudniowych zaczęły mnie ogarniać lęki prawdziwie śmiertelne, siły fizyczne
zaczęły mnie opuszczać. Śpiesznie weszłam do celi i rzuciłam się na kolana przed
Krucyfiksem i zaczęłam wołać o miłosierdzie.. Jednak Jezus nie słyszy wołań moich. Czuję
zupełne opuszczenie sił fizycznych. Padam na ziemie, rozpacz zawładnęła całą duszą moją,
prawdziwie przeżywam męki piekielne, które niczym się nie różnią od mąk piekielnych. W
takim stanie trwałam trzy kwadranse. Chciałam pójść do Mistrzyni – sił nie miałam.
Chciałam wołać – glos mi zamarł, jednak na szczęście weszła jedna z sióstr do celi. Kiedy
zauważyła mnie w tkam stanie zaraz dala znać o tym Mistrzyni. Matka przyszła zaraz. Jak
weszła do celi, przemówiła tymi słowami: w imię świętego posłuszeństwa proszę wstać z
ziemi. Natychmiast jakaś siła podniosła mnie z ziemi i stanęłam obok drogiej Mistrzyni. W
serdecznej rozmowie pouczała mnie, że to jest doświadczenie Boże. Niech siostra ma wielka
ufność, Bóg jesz zawsze Ojcem, chociaż doświadcza. Wróciłam do swoich obowiązków,
jakby z grobu powstała. Zmysły przesiąknięte tym, czego doświadczała dusza moja. W czasie
wieczornego nabożeństwa zaczęła dusza moja konać w strasznym mroku, czuję, że jestem
pod mocą Sprawiedliwego Boga i jestem przedmiotem Jego zapalczywości. W tych
strasznych chwilach rzekłam do Boga: Jezu, Który się przyrównywałeś w Ewangelii św. do
matki najczulszej, ufam Słowom Twoim, boś Ty jest prawda i żywot. Jezu, ufam Tobie,
wbrew wszelkiej nadziei, wbrew wszelkiemu uczuciu, które mam wewnątrz,
sprzeciwiającemu się nadziei. Czyń ze mną co chcesz, nie odstąpię od Ciebie, bo Ty jesteś
źródłem mojego życia. A jak straszne jest to udręczenie duszy, ten może zrozumieć, kto sam
przeżywał podobne chwile. (Dz 24)
25.
MATKA BOŻA Z DZIECIĄTKIEM JEZUS OBJAWIA SIĘ ŚW. FAUSTYNIE I JĄ POCIESZA
W nocy odwiedziła mnie Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus na ręku. Radość napełniła
duszę moją i rzekłam: Maryjo, Matko moja, czy Ty wiesz jak strasznie cierpię? I
odpowiedziała mi Matka Boża: wiem ile cierpisz, ale nie lękaj się, Ja współczuję z tobą i
zawsze współczuć będę. Uśmiechnęła się serdecznie i znikła. Natychmiast powstała w duszy
mojej siła i wielka odwaga. Jednak trwało tylko jeden dzień. Piekło jakoby się sprzysięgło
przeciwko mnie. Nienawiść straszna zaczęła się wdzierać do duszy mojej, nienawiść do
wszystkiego co święte i Boże. Zdawało mi się, że te udręki mają być stałym udziałem mojego
istnienia. Zwróciłam się do Najświętszego Sakramentu i mowie do Jezusa: Jezu, Oblubieńcze
mojej duszy, czy Ty nie widzisz, ze kona dusza moja za Tobą? – Jak możesz się tak ukrywać
przed sercem tak szczerze Cię kochającym? – Przepraszam Cię Jezu, niech się stanie we mnie
wola Twoja święta. Będę cierpieć cichutko, jak gołębica, nie skarżąc się. Nie pozwolę sercu
swemu, ani na jeden jęk bolesnej skargi. (Dz 25)
26.
W WIELKI PIĄTEK PAN JEZUS PORYWA SERCE ŚW. FAUSTYNY W SAM ŻAR JEGO MIŁOŚCI
Koniec nowicjatu. Cierpienie nic się nie zmniejsza. Osłabienie fizyczne, zwolnienie ze
wszystkich ćwiczeń duchowych, czyli zamiana na modlitwę strzelistą. Wielki Piątek – Jezus
porywa serce moje w sam żar miłości. Było to w czasie wieczornej adoracji. Nagle ogarnęła
mnie obecność Boża. Zapomniałam o wszystkim. Jezus daje mi poznać, jak wiele cierpiał dla
mnie. Trwało to bardzo krótko. Tęsknota straszna. – Pragnienie kochania Boga. (Dz 26)
27.
PRZEZ KOLEJNE PÓŁ ROKU W DUSZY ŚW. FAUSTYNY PANUJE CIEMNOŚĆ, OŚWIETLONA ŁASKĄ SŁÓW PANA JEZUSA
Śluby pierwsze. Gorące pragnienie wyniszczenia się dla Boga przez miłość czynną, a
jednak niedostrzegalna nawet dla najbliższych sióstr.
Jednak i po ślubach ciemność panowała w duszy blisko pół roku. Podczas modlitwy
Jezus przeniknął całą duszę moją. Ustąpiła ciemność. Usłyszałam w duszy te słowa: Tyś
radością moją, tyś rozkoszą Serca Mojego. Od tej chwili uczułam w sercu – czyli we
wnętrzu – Trójcę Przenajświętszą. W sposób odczuwalny czułam się zalana światłem Bożym.
Od tej chwili dusza moja obcuje z Bogiem, jako dziecko ze swym ukochanym Ojcem. (Dz 27)
28.
PAN JEZUS ZAŻĄDAŁ OD ŚW. FAUSTYNY, BY PROSIŁA PRZEŁOŻONĄ O ZGODĘ NA UMARTWIENIE WŁOSIENICY
W pewnej chwili powiedział mi Jezus: Idź do Matki Przełożonej i poproś, żeby ci
pozwoliła przez siedem dni nosić włosiennicę i raz w nocy wstaniesz i przyjedziesz do
kaplicy. Odpowiedziałam, że dobrze, jednak miałam pewna trudność pójść do Przełożonej.
Wieczorem Jezus mi się zapytał: dokąd odkładać będziesz? Postanowiłam przy pierwszym
spotkaniu powiedzieć o tym Matce Przełożonej. Na drugi dzień przed południem
zauważyłam, że Matka Przełożona idzie do refektarza, a że kuchnia, refektarz i pokoik Siostry
Alojzy jest prawie razem, wiec poprosiłam Matkę Przełożoną do pokoiku Siostry Alojzy i
powiedziałam żądanie pana Jezusa. Na to odpowiedziała mi Matka, że nie pozwalam siostrze
na żadne noszenie włosiennicy. Nic absolutnie. – Jeżeli pan Jezus do siostrze siły kolosa, to ja
pozwolę na te umartwienia. Przeprosiłam Matkę, że zabieram czas i wyszłam z pokoiku.
Wtem ujrzałam Pana Jezusa, który stał w drzwiach z pokoiku i powiedziałam Panu: każesz mi
iść prosić o te umartwienia, a Makata Przełożona nie chce mi pozwolić. Wtem Jezus rzekł do
mnie: byłem tutaj podczas tej rozmowy z przełożoną i wiem wszystko i nie zadam twoich
umartwień, ale posłuszeństwa. Prze to oddajesz mi wielka chwałę, a sobie skarcisz
zasługę. (Dz 28)
29.
JEDNA Z SIÓSTR UŚWIADAMIA ŚW. FAUSTYNIE, ŻE JEJ BLISKIE KONTAKTY Z PANEM JEZUSEM SĄ ZŁUDZENIEM
Kiedy się dowiedziałam jedna z Matek, o moim stosunku tak bliskim z Panem
Jezusem odpowiedziałam mi, że jestem w złudzeniu. Mówi mi, że Pan Jezus w ten sposób
obcuje tylko ze świętymi, ale nie z takimi duszami, jak siostra, grzesznymi. Od tej chwili
jakobym niedowierzała Jezusowi. W rannej rozmowie powiedziałam Jezusowi: Jezu, czy Ty
nie jesteś złudzeniem? – Jezus mi odpowiedział: Miłość Moja nikogo nie zwodzi. (Dz 29)
30.
ŚW. FAUSTYNA UJRZAŁA JASNOŚĆ TRÓJCY PRZENAJŚWIETSZEJ
W pewnej chwili zastanawiałam się o Trójcy Świętej, o Istocie Boga. Koniecznie
chciałam zgłębić i poznać, kto jest Ten Bóg. W jednej chwili duch mój został porwany jakoby
w zaświaty, ujrzałam Jasność nieprzystępną, a w niej jakoby trzy źródła jasności, której pojąć
nie mogłam. A z tej Jasności wychodziły słowa w postaci gromu i okrążyły niebo i ziemie.
Nic nie rozumiejąc z tego zasmuciłam się bardzo. Wtem z morza jasności wyszedł nasz
ukochany Zbawiciel w piękności niepojętej, z Ranami jaśniejącymi. A z onej jasności było
słychać głos taki: Jakim jest Bóg w Istocie swojej, nikt nie zgłębi, ani umysł anielski, ani
ludzki. Jezus mi powiedział: Poznawaj Boga przez rozważanie przymiotów Jego. Po
chwili Jezus zakreślił ręka znak krzyża i znikł. (Dz 30)
31.
ŚW. FAUSTYNA OTRZYMUJE ŁASKĘ WIZJI SWEJ PRZYSZŁEJ CHWAŁY
W pewnej chwili ujrzałam całe tłumy ludzi w naszej kaplicy i przed kaplicą i na ulicy, bo się pomieścić nie mogli. Kaplica była uroczyście przybrana. Przy ołtarzu było mnóstwo duchownych, później nasze siostry i wiele innych zgromadzeń. Wszyscy oczekiwali osoby, która miała zająć miejsce w ołtarzu. Naraz usłyszałam głos: że ja ma zająć to miejsce w ołtarzu, ale jak tylko wyszłam z mieszkania, czyli z korytarza, ażeby przejść przez dziedziniec wszyscy pójść za głosem, który mnie wzywał, a tu wszyscy ludzie zaczynają we mnie rzucać czym kto może: błotem, kamieniami, piaskiem, miotłami – tak, że w pierwszej chwili zachwiałam się, czy iść dalej, a jednak ten głos wzywał mnie jeszcze silniej i pomimo wszystkiego zaczęłam iść odważnie. Kiedy weszłam w próg kaplicy zaczęli uderzać we mnie i przełożeni i siostry i wychowanki, a nawet rodzice, czym kto mógł, tak że czy chciałam czy nie, prędziutko musiałam wstępować w miejsce przeznaczone w ołtarzu. Jak tylko zajęłam miejsce przeznaczone, zaraz ten sam lud i wychowanki i siostry i przełożeni i rodzice, zaczęli wyciągać swe ręce i prosić o łaski, a ja nie miałam im tego za złe, że we mnie tak rzucali tymi rozmaitościami i właśnie dziwnie czułam szczególniejszą miłość, właśnie do osób, które mnie przymusiły do szybszego wstąpienia w miejsce przeznaczone. W tej chwili usłyszałam takie słowa: Czyń co chcesz, rozdawaj łaski jak chcesz, komu chcesz i kiedy chcesz. Natychmiast widzenie znikło. (Dz 31)
32.
PAN JEZUS ODSYŁA ŚW. FAUSTYNĘ DO PRZEŁOŻONEJ Z PROŚBĄ O ZGODĘ NA ODPRAWIENIE NOWENNY
W pewnej chwili usłyszałam te słowa: Idź do Przełożonej i proś żeby ci pozwoliła
odprawić codziennie godzinę adoracji przez 9 dni; w tej adoracji staraj się modlitwę
swoja połączyć z Matką Moją. Módl się z serca w złączeniu z Matka Moją. Módl się z
serca w złączeniu z Maryją, także sraj się w tym czasie odprawić Drogę Krzyżową.
Otrzymałam pozwolenie, ale nie na całą godzinę, tylko na ile mi czas pozwoli poza
obowiązkami. (Dz 32)
33.
ŚW. FAUSTYNA WIDZI MATKĘ BOŻĄ BŁOGOSŁAWIĄCĄ POLSCE
Nowennę te miałam odprawić w intencji Ojczyzny. W siódmym dniu nowenny
ujrzałam Matkę Bożą pomiędzy niebem, a ziemią, w szacie jasnej, modliła się z rękami
złożonymi na piersiach, wpatrzona w niebo, a z Serca Jej wychodziły ogniste promienie i
jedne szły do nieba, a drugie okrywały naszą ziemię. (Dz 33)
34.
BRAK STAŁEGO SPOWIEDNIKA UTRUDNIAŁ ŚW. FAUSTYNIE ROZPOZNAWANIE PRAWDZIWOŚCI ŁASK
Kiedy o tych niektórych rzeczach powiedziałam spowiednikowi, odpowiedział mi, że
może to być prawdziwie od Boga, ale może być także i złudzeniem. A ponieważ miałam
częste zmiany, więc nie miałam stałego spowiednika, co więcej, to miałam niepojęta trudność
w wypowiedzeniu tych rzeczy. Modliłam się gorąco, aby mi Bóg dał tę łaskę – to jest
kierownika duszy. Jednak tę łaskę otrzymałam dopiero po ślubach wieczystych, kiedy
przyjechałam do Wilna. To jest ksiądz Sopoćko. Dal mi Big Go poznać wpierw wewnętrznie,
nim pojechałam do Wilna. (Dz 34)
35.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE BRAK STAŁEGO SPOWIENIKA BYŁ PRZYCZYNĄ ZMARNOWANIA WIELU ŁASK
O, gdybym miała od początku kierownika duszy, to nie zmarnowałabym tyle łask
Bożych. Spowiednik wiele może duszy dopomóc, ale i wiele może zepsuć. O, jak bardzo
spowiednicy powinni uważać na działanie łaski Bożej w duszach swych penitentów, to rzecz
wielkiej wagi. Po łaskach w duszy można poznać jej ścisły stosunek z Bogiem. (Dz 35)
36.
ŚW. FAUSTYNA ZOSTAŁA WEZWANA NA SĄD BOŻY. PAN JEZUS POZWOLIŁ ŚW. FAUSTYNIE POŁOŻYĆ GŁOWĘ NA JEGO PIERSIACH.
W pewnej chwili *zostałam wezwana na Sąd Boży*. Stanęłam przed Panem sam na sam. Jezus był takim, jakim jest w Męce. Po chwili znikły te Rany, a pozostało tylko pięć, w rękach, nogach i boku. *Natychmiast ujrzałam cały stan duszy swojej*, tak jak Bóg na nią patrzy. Jasno *ujrzałam wszystko, co się Bogu nie podoba*. *Nie wiedziałam, że nawet z takich cieni drobnych trzeba zdawać rachunek* przed Panem. *Co to za moment*. Kto go opisze? – *Stanąć naprzeciw Trzykroć Świętemu*. – Zapytał mnie Jezus: *Kto ty jesteś?* Odpowiedziałam: *ja jestem sługą Twoją*, Panie. – *Jesteś winna jednego dnia czyśćcowego*. Natychmiast chciałam się rzucić w płomienie ognia czyśćcowego, ale *Jezus powstrzymywał mnie* i rzekł: *co chcesz, czy teraz cierpieć jeden dzień, czy przez krótki czas na ziemi?* – Odpowiedziałam: – *Jezu, chcę cierpieć w czyśćcu i chcę cierpieć na ziemi chociażby do końca świata największe męki*. Jezus rzekł: *wystarczy jedno*. Zejdziesz na ziemię i *cierpieć będziesz wiele, ale niedługo i spełnisz wolę Moja i życzenia Moje*, a dopomoże ci ją spełnić jeden wierny sługa Mój. *Teraz połóż głowę na piersiach Moich, na Sercu Moim i zaczerpnij z niego siły i mocy na wszystkie cierpienia*, bo gdzie indziej nie znajdziesz ulgi, pomocy, ani pociechy. Wiedz o tym, że *wiele, wiele cierpieć będziesz, ale niech cię to nie przeraża*. (Dz 36)
37.
KOLEJNY RAZ ŚW. FAUSTYNA ZCHOROWAŁA
W krótkim czasie po tym, zapadłam na zdrowiu. Niedomagania fizyczne były szkolą
cierpliwości dla mnie. Jezus tylko wie, ile wysiłków woli musiałam zrobić, żeby spełnić
obowiązek. (Dz 37)
38.
PAN JEZUS OCZYSZCZA DUSZE RÓŻNYMI SPOSOBAMI
Jezus, chcąc oczyścić duszę, używa, jakich zechce narzędzi. Dusza moja doznaje
zupełnego opuszczenia od stworzeń. Nieraz najczystsza intencja na złą tłumaczona przez
siostry. Cierpienie to jest bardzo bolesne, ale Bóg je dopuszcza i trzeba je przyjąć, bo przez to
lepiej upodabniamy się do Jezusa. Jednego nie mogłam zrozumieć przez długi czas – to jest,
że Jezus kazał mi o wszystkim mówić przełożonym, a przełożeni nie dowierzali słowom
moim, ale okazywali mi litość, jakobym była w złudzeniu, albo pod wpływem wyobraźni.
Z tego powodu, że jestem w złudzeniu, postanowiłam unikać wewnętrznie Boga –
lękając się złudzeń. Jednak laska Boża ścigała mnie na każdym kroku. A wtenczas kiedy się
najmniej spodziewałam, Bóg przemawiał do mnie. (Dz 38)
39.
ŚW. FAUSTYNA MODLI SIĘ ZA POLSKIE MIASTO, NA KTÓRE PAN JEZUS MIAŁ ZESŁAĆ SŁUSZNĄ KARĘ
- Pewnego dnia powiedział mi Jezus, że spuści karę na jedno miasto, które jest
najpiękniejsze w Ojczyźnie naszej (przypuszcza się, że miała to być Warszawa). Kara ta miała
być – jaka Bóg ukarał Sodomę i Gomorę. Widziałam wielkie zagniewanie Boże i dreszcz
napełnił, przeszył mi serce. Milczeniem modliłam się. Po chwili powiedział mi Jezus: Dziecię
Moje, łącz się ściśle w czasie Ofiary ze Mną i ofiaruj Ojcu Niebieskiemu Krew i rany
Moje na przebłaganie za grzechy miasta tego. Powtarzaj to bez przestanku przez całą
Mszę św. czyń to przez siedem dni. – Siódmego dnia ujrzałam Jezusa w obłoku jasnym i
zaczęłam prosić, ażeby Jezus spojrzał na miasto i na kraj nasz cały. Jezus spojrzał się
łaskawie. Kiedy spostrzegłam życzliwość Jezusa, zaczęłam Go błagać o błogosławieństw.
Wtem rzekł Jezus: Dla ciebie błogosławię krajowi całemu – i uczynił duży znak krzyża ręką
nad Ojczyzna naszą. Radość wielka napełniła duszę moją widząc dobroć Boga. (Dz 39)
40.
PAN JEZUS UDZIELA ŚW. FAUSTYNIE CAŁKOWITEJ WOLNOŚCI OD POKUS NIECZYSTYCH
1929 rok. W pewnej chwili, w czasie Mszy św. czułam Miłość Boga w szczególniejszy sposób, pomimo bronienia się i odwracania od Boga. Dlatego uciekałam nieraz od Boga, bo nie chciałam być ofiarą złego ducha, jako mi nieraz mówiono, że nią jestem. A ta niepewność trwała czas dłuższy. W czasie Mszy św. przed Komunia świętą było to odnowienie ślubów. Kiedy wyszłyśmy z klęczników i zaczęłyśmy mówić formułę ślubów, nagle stanął Jezus obok mnie w szacie białej, przepasany pasem złotym i rzekł do mnie: – udzielam ci wieczystej miłości, aby czystość twoja była nieskalana i na dowód, że nie będziesz nigdy doznawać pokus nieczystych – zdjął Jezus pas zloty z Siebie i przepasał nim biodra moje. Od tej chwili nie doznaję żadnych poruszeń przeciwnych cnocie ani w sercu, ani w umyśle. Zrozumiałam później, że to jedna z największych łask, którą mi wyprosiła Najświętsza Maryja Panna, bo o tę łaskę prosiłam Ją przez wiele lat. Od tej pory większe mam nabożeństwo do Matki Bożej. Ona mnie nauczyła wewnętrznie kochać Boga i jak we wszystkim pełnić Jego świętą wole. Radością jesteś Maryjo, bo przez Ciebie Bóg zszedł na ziemie i do serca mego. (Dz 40)
41.
ŚW. FAUSTYNA MODLI SIĘ ZA KAPŁANA BĘDĄCEGO W NIEBEZPIECZEŃSTWIE GRZECHU.
W pewnej chwili ujrzałam pewnego sługę Bożego w niebezpieczeństwie grzechu
ciężkiego, który za chwile miał się dokonać. Zaczęłam prosić Boga, żeby dopuścił za mnie
wszystkie udręki piekła, wszystkie cierpienia jakie zechce, a przez to proszę o uwolnienie i
wyrwanie z okazji popełnienia grzechu przez tego kapłana. Jezus wysłuchał prośby mojej i w
jednej chwili odczulam na głowie koronę cierniową. Kolce tej korony wdzierały mi się aż do
mózgu. Trwało to trzy godziny i uwolniony jest sługa Boży od onego grzechu i umocnił Bóg
jego duszę łaska szczególną. (Dz 41)
42.
ŚW. FAUSTYNA WYJEŻDŻA WBREW WOLI PANA JEZUSA NA „JÓZEFINEK”; PAN JEZUS ZABIERA ŚW. FAUSTYNIE JEJ SERCE.
- W pewnej chwili, w dzień Bożego Narodzenia, czuję, że mnie ogarnia wszechmoc –
obecność Boża. I znów unikam wewnętrznie spotkania się z Panem. Prosiłam Matkę
Przełożoną o pozwolenie pojechać na „Józefinek” (dom sióstr w Warszawie na Grochowie),
aby odwiedzić siostry. Matka Przełożona udzieliła nam pozwolenia i zaraz po obiedzie
zaczęłyśmy się szykować. Siostry już na mnie czekały przy furcie. Ja pobiegłam do celi po
pelerynę, kiedy wracałam z celi i przechodząc koło małej kapliczki, ujrzałam w progu Pana
Jezusa, który i rzekł te słowa: idź, ale Ja ci zabieram serce twoje. I nagle uczułam, ze nie
mam serca w piersi swojej. Jednak siostry zwróciły mi uwagę, czemu prędzej nie idę,
ponieważ już godzina późna, więc natychmiast poszłam z nimi. Jednak niezadowolenie
wielkie zaczęło mnie męczyć. Tęsknota jakaś ogarnęła moją duszę, jednak nikt nie wiedział o
tym, jeden tylko Bóg, co zaszło w duszy mojej.
Kiedy chwilę posiedziałyśmy na „Józefinku”, rzekłam do sióstr: wracajmy do domu.
Siostry prosiły żeby chociaż chwilkę odpocząć, jednak duch mój nie mógł się uspokoić.
Tłumaczyłam się, że musimy wrócić wpierw nim się ściemni, a przecież jest spory kawałek
drogi i zaraz wróciłyśmy do domu. Kiedy nas spotkała Matka Przełożona na korytarzu,
zapytała mnie: czy siostry jeszcze nie pojechały, czy już wróciły? Odpowiedziałam, że
jużeśmy wróciły, że nie chciałam wracać wieczorem. Rozebrałam się i zaraz poszłam do
małej kapliczki. Zaledwie weszłam, rzekł do mnie Jezus: idź do Matki Przełożonej i
powiedz, że nie dlatego żeś wróciła, żeby być przed wieczorem w domu, ale dlatego żem
ci zabrał serce. Chociaż mnie to wiele kosztowało, jednak poszłam do przełożonej i
powiedziałam szczerze powód dla którego tak wcześnie wróciłam i przeprosiłam Pana za
wszystko, co Jemu się nie podoba. I w tej chwili Jezus zalał duszę moją wielka radością.
Zrozumiałam, że poza Bogiem nie ma nigdzie zadowolenia. (Dz 42)
43.
ŚW. FAUSTYNA UJRZAŁA DWIE ZAKONNICE WSTĘPUJĄCE DO PIEKŁA
W pewnej chwili ujrzałam dwie siostry wstępujące do piekła. Ból niewymowny
ścisnął mi duszę, prosiłam Boga za nimi i rzekł do mnie Jezus: idź do Matki Przełożonej i
powiedz o tym, że te dwie siostry są w okazji popełnienia grzechu ciężkiego. Na drugi
dzień powiedziałam o tym Przełożonej. Jedna z nich już jest w gorliwości, a druga w walce
wielkiej (Dz 43)
44.
PAN JEZUS NA PROŚBĘ ŚW. FAUSTYNY POZOSTAJE W KLASZTORZE, KTÓRY ZAMIERZAŁ OPUŚCIĆ
W pewnej chwili powiedział mi Jezus: opuszczę ten dom . . . ponieważ są w nim
rzeczy, które mi się nie podobają. I wyszła Hostia z Tabernakulum i spoczęła na rękach
moich, a ja z radością włożyłam ją do Tabernakulum. Powtórzyło się to drugi raz, a ja
uczyniłam z nią to samo, jednak powtórzyło się to trzeci raz, ale Hostia przemieniła się w
żywego Pana Jezusa i rzekł do mnie Jezus: Ja dłużej tu nie zostanę, a w duszy mojej nagle
obudziła się moc miłości ku Jezusowi i powiedziałam – a ja nie puszczę Cię, Jezu, z domu
tego. I znowu znikł Jezus, a Hostia spoczęła na rękach moich. Znów włożyłam ją do kielicha i
zamknęłam w Tabernakulum. I pozostał z nami Jezus. Starałam się trzy dni odprawić adoracje
wynagradzającą. (Dz 44)
45.
PAN JEZUSA POLECA ŚW. FAUSTYNIE POWIADOMIĆ PRZEŁOŻONĄ O ZŁYCH WYDARZENIACH DZIEJĄCYCH SIĘ W DOMU
W pewnej chwili rzekł do mnie Jezus: Powiedz Matce Generalnej, że w tym domu
… popełnia się rzecz taka…, która Mi się nie podoba i która Mnie bardzo obraża. Nie
powiedziałam o tym zaraz Matce, ale niepokój jaki dopuścił Pan na mnie, nie pozwolił mi ani
chwili czekać i natychmiast napisałam do Matki generalnej, a pokój wstąpił w duszę moją. (Dz 45)
46.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE CZĘSTO ODCZUWA MEKĘ PANA JEZUSA
Często odczuwałam Mękę Pana Jezusa w ciele moim, chociaż to było
niedostrzegalnym, cieszę się z tego, bo Jezus tak chce. Jednak trwało to krótki okres.
Cierpienia te zapalały duszę moją ogniem miłości ku Bogu i duszom nieśmiertelnym. Miłość
zniesie wszystko, miłość przetrwa śmierć, miłość nie lęka się niczego… (Dz 46)
47.
PAN JEZUS POLECA ŚW. FAUSTYNIE NAMALOWAĆ OBRAZ MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
- 1931 rok 22 lutego
Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej.
Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z
uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi
blady. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i
radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: wymaluj obraz według rysunku, który
widzisz, a podpisem: Jezu ufam Tobie. Pragnę, aby obraz ten czczono najpierw w
kaplicy waszej i na całym świecie. (Dz 47)
48.
PAN JEZUS PRZEDSTAWIA OBIETNICĘ UDZIELANIA ŁASK CZCICELOM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu
na ziemi zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja Sam
bronić ją będę jako Swej chwały. (Dz 48)
49.
PO SPOWIEDZI PAN JEZUS ŻĄDA USTANOWIENIA ŚWIĘTA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
Kiedy o tym powiedziałam spowiednikowi, otrzymałam taką odpowiedź: że to się
tyczy duszy twojej. Mówi mi tak: maluj obraz Boży w duszy swojej. Kiedy odeszłam od
konfesjonału usłyszałam znowu takie słowa: Mój obraz w duszy twojej jest. Ja pragnę, aby
było Miłosierdzia święto. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był
uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być Świętem
miłosierdzia. (Dz 49)
50.
PAN JEZUS ŻĄDA, BY KAPŁANI GŁOSILI PRAWDĘ O MIŁOSIERDZIU BOŻYM
- Pragnę, ażeby kapłani głosili to Wielkie Miłosierdzie Moje względem dusz
grzesznych. Niech się nie lęka zbliżyć do Mnie grzesznik. Pala Mnie płomienie
Miłosierdzia, chcę je wylać na dusze ludzkie. (Dz 50)
50a.
NIEUFNOŚĆ DUSZ RANI SERCA PANA JEZUSA
Skarżył się Jezus do mnie tymi słowami: Nieufność dusz rozdziera wnętrzności
Moje. Jeszcze więcej Mnie boli nieufność duszy wybranej, pomimo nie wyczerpanej
miłości Mojej – niedowierzają Mi, nawet śmierć Moja nie wystarcza im. Biada duszy,
która ich nadużyje. (Dz 50)
51.
MATKA PRZEŁOŻONA PROSI O ZNAK POTWIERDZAJĄCY PRAWDZIWOŚĆ OBJAWIEŃ ŚW. FAUSTYNY
Kiedy o tym powiedziałam Matce Przełożonej, że Bóg tego żąda ode mnie,
odpowiedziała mi Matka Przełożona, żeby Jezus dał wyraźniej poznać przez jakiś znak.
51a.
ŁASKI, KTÓRE SPŁYNĄ NA CZCICIELI OBRAZU MIŁOSIERDZIA BOŻEGO, BĘDĄ TYM ZNAKIEM
Kiedy prosiłam Pana Jezusa o jakiś znak na świadectwo, iż prawdziwie Ty jesteś Bóg
i Pan mój i od ciebie pochodzą te żądania, na to usłyszałam taki glos wewnętrzny: dam
poznać Przełożonym przez łaski, których udzielę przez ten obraz. (Dz 51)
52.
ŚW. FAUSTYNA CHCE ODSUNĄĆ TE WEWNĘTRZNE NATCHNIENIA
Kiedy chciałam się usunąć od tych wewnętrznych natchnień, Bóg mi powiedział, że
będzie żądał w dzień Sądu ode mnie wilki ej liczby dusz. (Dz 52)
53.
SPOWIEDNIK OJCIEC ANDRASZ ODMAWIA ŚW. FAUSTYNY ZWOLENIENIA OD WEWNĘTRZNYCH NATCHNIEŃ DOTYCZĄYCH MIŁOSIERDZIA BOŻEGO.
Kiedy raz umęczona tymi rożnymi trudnościami, jakie miałam z tego powodu, że
Jezus przemawia do mnie i żąda tego malowania obrazu, postanowiłam sobie mocno, przed
ślubami wieczystymi, prosić Ojca Adrasza, żeby mnie zwolnił z tych wewnętrznych
natchnień i obowiązku malowania tego obrazu. Po wysłuchaniu spowiedzi, Ojciec Andrasz
dał mi taką odpowiedź: nie zwalniam siostry z niczego i nie wolno się siostrze uchylać od
tych wewnętrznych natchnień, ale o wszystkim musi siostra mówić spowiednikowi,
koniecznie, absolutnie koniecznie, bo inaczej zejdzie siostra na manowce pomimo tych
wielkich łask Bożych. Chwilowo się siostra u mnie spowiada, ale niech siostra wie, że musi
mieć stałego spowiednika, czyli kierownika duszy.
Zmartwiłam się tym niezmiernie. Myślałam, że się uwolnię od wszystkiego, a tu stało
się przeciwnie – wyraźny nakaz, żeby iść za żądaniem Jezusa i znowuż udręka, bonie ma
stałego spowiednika. A jeżeli przez jakiś czas spowiadam się u którego to nie mogę co do
łask odsłonić mu mej duszy, cierpię nad tym niewymownie. Proszę Jezusa, ażeby komu
innemu udzielił tych łask, bo ja z nich korzystać nie umiem i marnuje się tylko. Jezu, miej
miłosierdzie nade mną, nie polecaj mi rzeczy tak wielkich, widzisz, żem proszek nieudolny.
53a .
PAN JEZUS OBIECUJE ŚW. FAUSTYNIE POMOC W OSOBIE STAŁEGO SPOWIEDNIKA
Jednak dobroć Jezusa jest nieskończona, obiecał mi pomoc widzialną na ziemi i
otrzymałam ją w krótkim czasie w Wilnie. Poznałam w ks. Sopoćko tę pomoc Bożą. Nim
przyjechałam do Wilna, znalazłam go przez wewnętrzne widzenie. W pewnym dniu
widziałam go w kaplicy naszej pomiędzy ołtarzem a konfesjonałem. Wtem usłyszałam głos w
duszy: oto jest pomoc widzialna dla ciebie na ziemi. On ci dopomoże spełnić wole Moją
na ziemi. (Dz 53)
54.
PAN JEZUS BŁOGOSŁAWI WĄTPIĄCEJ ŚW. FAUSTYNIE
- Kiedy raz zmęczona tymi niepewnościami zapytałam się Jezusa, czy Ty jesteś Bóg
mój, czy widmo jakie? – Bo mówią mi przełożeni, że bywają złudzenia i widma różne. Jeżeli
jesteś Pan mój, to proszę pobłogosław mi. Wtem uczynił Jezus duży znak krzyża nade mną, a
ja przeżegnałam. Kiedy przeprosiłam Jezusa za to pytanie, Jezus mi odpowiedział że tym
pytaniem nie sprawiłam Mu żadnej przykrości i powiedział mi Pan, że bardzo Mu się podoba
ufność moja. (Dz 54)
55.
RADY UDZIELONE PRZEZ JEZUITĘ OJCA ANDRASZA
1933 + Rada duchowa udzielona mi przez Ojca Andrasza T.J.
Pierwsze: Nie wolno siostrze usuwać się od tych wewnętrznych natchnień, ale o
wszystkim zawsze mówić spowiednikowi. Jeżeli siostra pozna, że te wewnętrzne natchnienia
tyczą się, czyli są z pozytnkiem duszy siostry czy też innych dusz, za tym iść proszę i nie
wolno ich zaniedbywać, jednak zawsze z porozumieniem się we wszystkim ze swoim
spowiednikiem.
Drugie: Jeżeli te natchnienia nie zgadzają się z wiarą i z duchem Kościoła, to trzeba
natychmiast odrzucać, bo to jest od złego ducha.
Trzecie: Jeżeli te natchnienia nie odnoszą się do dusz ogólnie, ani szczególnie do ich
dobra, to niech się siostra nimi niewiele przejmuje i na nie wcale nie zwraca uwagi.
Jednak niech się siostra nie kieruje w tym sama. Czy tak, czy inaczej, bo może zejść
na manowce pomimo tych wielkich łask Bożych. Pokora, pokora i zawsze pokora, bo sami z
siebie nic nie możemy. To wszystko jest tylko łaską Bożą.
Mówisz mi, że Bóg żąda wielkiej ufności od dusz, a więc okaż tę ufność ty właśnie
pierwsza.
Jeszcze jedno słowo – przyjmij to wszystko ze spokojem.
Słowa jednego ze spowiedników: siostro, Bóg przygotowuje siostrze wiele łask
szczególnych, ale niech się siostra stara, ażeby życie siostry było czyste jak łza przed Panem,
nie zważając co kto o siostrze sądził będzie. Niech ci wystarczy Bóg, On Sam jeden.
Pod koniec nowicjatu spowiednik powiedział mi te słowa: idź prze życie czyniąc
dobrze, abym mógł na kartach twego życia napisać: przeszła przez życie czyniąc dobrze,
niech Bóg w siostrze to sprawi.
Innym razem powiedział mi spowiednik: postępuj wobec Boga, jak wdowa
ewangeliczna, która chociaż drobny pieniądz włożyła do skarbony – zaważył więcej u Boga,
niż innych wielkie ofiary.
Innym razem otrzymałam taką naukę: staraj się o to, ażeby ktokolwiek się zetknie z
tobą odchodził uszczęśliwiony. Rozsiewaj wokoło siebie woń szczęścia, boś od Boga wzięła
wiele, a więc i dawaj innym wiele. Niech odchodzą wszyscy szczęśliwi od ciebie, chociażby
się tylko dotknęli skraju szaty twojej. Zapamiętaj te słowa dobrze, które w tej chwili mówię
do ciebie.
Innym razem powiedział mi te słowa: pozwól, niech Bóg odsunie łódź twego życia na
głębię, na toń niezgłębioną życia wewnętrznego.
Parę słów z konfesjonału z Matką Mistrzynią pod koniec nowicjatu. Szczególną cechą
siostry duszy niech będzie prostota i pokora. Niech siostra idzie przez życie jak dziecko,
zawsze ufna, zawsze pełna prostoty i pokory, ze wszystkiego zadowolona, ze wszystkiego
szczęśliwa, tam gdzie inne dusze się trwożą, niech siostra przechodzi spokojnie, dzięki
prostocie i pokorze. Niech siostra sobie na całe życie to zapamięta, że jak wody spływają z
gór w doliny, tak też i łaski Boże spływają tylko na dusze pokorne. (Dz 55)
56.
PAN JEZUS ŻĄDA OD ŚW. FAUSTYNY POSTAWY DZIECIĘCTWA DUCHOWEGO
O Boże mój, rozumiem to dobrze, że żądasz ode mnie tego dziecięctwa duchowego,
bo wciąż przez zastępców Swoich żądasz tego ode mnie.(Dz 56)
56a.
PAN JEZUS ŻĄDA, BY KAPŁANI GŁOSILI PRAWDĘ O MIŁOSIERDZIU BOŻYM
- Pragnę, ażeby kapłani głosili to Wielkie Miłosierdzie Moje względem dusz
grzesznych. Niech się nie lęka zbliżyć do Mnie grzesznik. Pala Mnie płomienie
Miłosierdzia, chcę je wylać na dusze ludzkie. (Dz 50)
57.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE PRAGNIE JEDYNIE CHWAŁY PANA JEZUSA, CIERPIENIA ZAPALAJĄ W NIEJ MIŁOŚĆ KU BOGU
O Jezu mój, Tyś życiem życia mojego. Ty wiesz dobrze, że nie pragnę niczego prócz
chwały Imienia Twego, i aby dusze poznały dobroć Twoją. Czemu stronią dusze od Ciebie
Jezu – nie rozumiem tego. O, gdybym mogła serce moje posiekać na najdrobniejsze części i
w ten sposób ofiarować Ci Jezu, każdą cząstkę jakoby serce całe, aby ci choć w cząstce
wynagrodzić za serca które Cię nie kochają. Kocham Cię Jezu każdą kroplą krwi mojej i
przelałabym chętnie za ciebie, aby Ci dać dowód szczerej swej miłości. O Boże, im więcej
Cię poznaje, tym więcej cię pojąć nie mogę, ale to niepojęcie daje mi poznać, jak wielkim
jesteś Boże. A to niepodjęcie Ciebie zapala nowym płomieniem serce moje ku Tobie, Panie.
Od chwili, w której pozwoliłeś Jezu zatopić wzrok mej duszy w Tobie, odpoczywam i nie
pragnę niczego. Znalazłam przeznaczenie swoje w chwili, w której utonęła dusza moja w
Tobie, w jedynym przedmiocie miłości mojej. Niczym jest wszystko w porównaniu z Tobą.
Cierpienia, przeciwności, upokorzenia, niepowodzenia, posądzania jakie mnie spotykają, są
drzazgami, które rozpalają miłość moja ku Tobie Jezu. (Dz 57)
57a.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE PANU JEZUSOWI SWOJE PRAGNIENIA
Szalone i nie dościgłe są pragnienia moje. Pragnę zataić przed Tobą, że cierpię. Pragnę
za swoje wysiłki i dobre uczynki nigdy nie być wynagradzana. O Jezu, Ty sam mi jesteś
nagrodą. Ty mi wystarczasz, Skarbie serca mego. Pragnę współczuć z cierpieniami bliźnich,
swoje cierpienia taić w sercu, nie tylko przed bliźnimi, ale i przed Tobą, Jezu. (Dz 57)
57b.
CIERPIENIE JEST ŁASKĄ
Cierpienie jest wielką łaską. Przez cierpienie dusza upadania się do Zbawiciela, w
cierpieniu krystalizuje się miłość. Im większe cierpienie, tym miłość staje się czystsza. (Dz 57)
58.
ZMARŁA SIOSTRA Z CHÓRU PIERWSZEGO PROSI ŚW. FAUSTYNĘ O MODLITWĘ
- W pewnej chwili w nocy przyszła jedna z naszych sióstr do mnie, która umarła
przed dwoma miesiącami. Była to siostra pierwszego chóru. Ujrzałam ja w strasznym stanie.
Cala w płomieniach, twarz boleśnie wykrzywiona. Trwało to krótką chwile i znikła. Dreszcze
przeszył moją duszę, bo nie wiedząc gdzieżby cierpiała, czy w czyśćcu czy w piekle, jednak
podwoiłam modlitwy moje za nią. Na drugą noc przyszła znowu, ale ujrzałam ja w
straszniejszym stanie, w straszniejszych płomieniach, na twarzy malowała się rozpacz.
Zdziwiło mnie to bardzo, ze po modlitwach, które za nią ofiarowałam, ujrzałam ją w
straszniejszym stanie i zapytałam: czy ci nic nie pomogły modlitwy moje? – i odpowiedziała
mi, że nic jej nie pomogła modlitwa moja i nic nie pomoże. Zapytałam ją – a czy modlitwy,
które cale Zgromadzenie ofiarowało za ciebie, czy też ni nic nie przyniosły pomocy? –
Odpowiedziała, że nic. Modlitwy te poszły na korzyść dusz innych. I odpowiedziałam jej,
jeżeli modlitwy moje nic siostrze nie pomagają, to proszę do mnie nie przychodzić. I znikła
natychmiast. Jednak w modlitwach nie ustawałam. Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie
w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przed tym, a twarz jej była
rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość
bliźniego, że wiele dusz innych skorzystało z modli moich i zachęcała mnie, żebym nie
ustawała w modlitwach za duszami w czyśćcu cierpiącymi i powiedziała mi, że ona już
niedługo będzie w czyśćcu pozostawać. Jednak dziwne są wyroki Boże. (Dz 58)
59.
PAN JEZUS WZYWA ŚW. FAUSTYNĘ – ZA ZGODĄ SPOWIEDNIKA – DO ODPRAWIENIA NOWENNY ZA POLSKĘ
- W pewnej chwili usłyszałam taki głos w duszy: odpraw nowennę za Ojczyznę.
Nowenna ta będzie się składać z litanii do Wszystkich Świętych. Proś o pozwolenie
spowiednika. (Dz 59)
60.
BÓG OJCIEC BŁOGOSŁAWI ZIEMI PRZEZ RANY SWEGO SYNA
Na przyszłej spowiedzi otrzymałam pozwolenie i zaraz wieczorem zaczęłam tę
nowennę. Pod koniec litanii ujrzałam jasność wielką i w niej Boga Ojca. Przed jasnością tą a
ziemią ujrzałam Jezus przybitego do krzyża i tak, że Bóg chcąc spojrzeć na ziemie, musiał
patrzeć przez Rany Jezusa. I zrozumiałam ze dla Jezusa Bóg błogosławi ziemi. (Dz 60)
61.
ŚW. FAUSTYNA DZIĘKUJE ZA SWEGO SPOWIEDNIKA
Jezu, dziękuję Ci za tę łaskę wielką, to jest za spowiednika, któregoś mi Sam raczył
wybrać i dałeś mi go wpierw poznać przez widzenie, nim go znałam. Kiedy poszłam do
spowiedzi do Ojca Andrasza, to myślałam, ze będę zwolniona z tych wewnętrznych
natchnień. Odpowiedział mi Ojciec, że mnie nie może zwolnić z tego, ale niech się siostra
modli o kierownika.
Po krótkiej a gorącej modlitwie ujrzałam powtórnie księdza Spoćko w naszej kaplicy
pomiędzy konfesjonałem a ołtarzem. Wówczas byłam w Krakowie. To te dwa widzenia
umocniły mnie w duchu tym bardziej, że zastałam tak, jako go widziałam w widzeniu, jako w
Warszawie na trzeciej probacji, tak samo i w Krakowie. Jezu, dziękuje ci za tę wielką łaskę.
Lęk mnie teraz przejmuje, kiedy nieraz da się słyszeć, jak która dusza owi, że nie ma
spowiednika czyli kierownika. Ponieważ wiem, jak wielkie szkody sama ponosiłam kiedy nie
miałam tej pomocy. Bez kierownika łatwo można zejść na manowce. (Dz 61)
62.
ŻYCIE SZARE I MONOTONNE JEST PEŁNE SKARBÓW
O życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów. Żadna godzina nie jest podobna do
siebie, a więc szarzyzna i monotonia znikają, kiedy patrzę na wszystko okiem wiary. Łaska,
która jest dla mnie w tej godzinie, nie powtórzy się w godzinie drugiej. Będzie mi dana w
godzinie drugiej, ale już nie ta sama. Czas przechodzi, a nigdy nie wraca. Co w sobie zawiera,
nie zmieni się nigdy, pieczętuje pieczęcią na wieki. (Dz 62)
63.
KS. SOPOĆKO SŁUGĄ UMIŁOWANYM PRZEZ PANA JEZUSA
Ksiądz Sopocko musi być przez Boga bardzo umiłowany. Mówię to dlatego, bo
doświadczyłam, jak bardzo się Bóg za nim upomina w pewnych momentach, widząc to,
cieszę się niezmiernie, ze Bóg ma takich wybrańców. (Dz 63)
64.
PAN JEZUS WSTRZYMUJE WYCIECZKĘ ŚW. FAUSTYNY NA KAWLARIĘ
1928 rok. Wycieczka na Kalwarię
Kiedy przyjechałam do Wilna na dwa miesiące, na zastępstwo jednej siostry, która
pojechała na trzecią probację, jednak zatrzymałam się trochę dłużej niż dwa miesiące. W
pewnym dniu Matka Przełożona chciała mi zrobić przyjemność i dała pozwolenie, żebym w
towarzystwie pewnej siostry pojechała do Kalwarii, na tak zwane obchodzenie dróżek.
Ucieszyłam się tym bardzo. Miałyśmy podróżować statkiem, chociaż to tak blisko, ale takie
było życzenie Matki Przełożonej. Wieczorem powiedział mi Jezus: Ja życzę sobie, żebyś
pozostała w domu. Odpowiedziałam: Jezu, przecież już wszystko przygotowane, że mamy
rano jechać, co ja teraz zrobię? I odpowiedział mi Pan: Wycieczka ta będzie ze szkodą
twojej duszy. Odpowiedziałam Jezusowi: przecież Ty możesz temu zaradzić, pokieruj tak
okolicznościami, aby się stała wola Twoja. W tej chwili był dzwonek na spoczynek. Jednym
spojrzeniem pożegnałam Jezusa i poszłam do celi.
Rano dzień piękny, moja towarzyszka cieszy się, że będziemy miały wielką
przyjemność, że będziemy mogły zwiedzić wszystko, ale ja byłam pewna, że nie pojedziemy,
chociaż żadnej przeszkody dotychczas nie było, żeby nie pojechać.
Wcześniej miałyśmy przyjąć Komunię św. i zaraz po dziękczynieniu pojechać. Wtem
w czasie Komunii św. z pięknej pogody stał się dzień zupełnie inny. Nie wiadomo skąd
chmury okryły całe niebo i zaczął padać deszcze ulewny. Wszyscy się dziwili, że z takiej
pogody kto by się spodziewał deszczu i to w tak krótkim czasie, żeby tak się zmieniło.
Matka Przełożona mówi do mnie: jak bardzo mi żal, że siostry nie mogą pojechać.
Odpowiedziałam: Mateczko, to nic żeśmy nie pojechały, wolą Bożą jest abyśmy pozostały w
domu. Jednak nikt nie wiedział o tym, że to było wyraźne życzenie Jezusa, abym pozostała w
domu. Dzień cały spędziłam w skupieniu i rozmyślaniu; dziękowałam Panu za to, że mnie
zatrzymał w domu. W tym dniu Bóg mi udzielił wiele pociech niebieskich. (Dz 64)
65.
PAN JEZUS DOPOMAGA ŚW. FAUSTYNIE W PRZENOSZENIU CIĘŻKICH GARNKÓW KUCHENNYCH – WIZJA RÓŻ
W pewnej chwili w nowicjacie, kiedy mnie Matka Mistrzyni przeznaczyła do kuchni
dziecinnej, ogromnie się tym zmartwiłam, bo nie mogłam poradzić garnków, bo były
ogromnie duże. Najtrudniej mi było odlewać kartofle, czasami mi się polowe wysypało.
Kiedy powiedziałam o tym Matce Mistrzyni, odpowiedziała, że się pomału przyzwyczaję i
nabiorę wprawy. Jednak trudność ta nie ustępowała, ponieważ siły moje zmniejszały się z
dniem każdym i wskutek braku sił odsuwałam się kiedy przychodziło odlewanie kartofli.
Jednak Siostry to zauważyły, że stronię od tej pracy i ogromnie się dziwiły, nie wiedziały o
tym, że nie mogłam pomóc mimo wytężenia całej gorliwości i nieliczenia się z sobą. W
południe przy rachunku sumienia, skarżyłam się Bogu na brak sił. Wtem usłyszałam w duszy
te słowa: od dziś będzie ci to przychodziło z wielką łatwością. Wzmocnię twoje siły.
Wieczorem, kiedy przychodzi czas odlewania kartofli – spieszę pierwsza ufna w słowa Pana.
Z całą swobodą biorę garnek i całkiem dobrze odlałam. Ale kiedy zdjęłam pokrywę, żeby
kartofle odparowały, ujrzałam w garnku zamiast kartofli całe pęki czerwonych róż, tak
pięknych, że trudno o nich zapisać. Nigdy jeszcze takich nie widziałam. Zdziwiło mnie to
bardzo, nie rozumiejąc ich znaczenia, ale w tej chwili usłyszałam głos w duszy: taką ciężką
twoją pracę zamieniam na bukiety najpiękniejszych kwiatów, a woń ich wznosi się do
tronu Mojego. Od tej chwili nie tylko starałam się w swoim tygodniu, które miałam
wyznaczony, gotowania, odlewać te kartofle, ale starałam się w tygodniu innych sióstr
wyręczać je w tej pracy. Ale nie tylko tej pracy, ale w każdej ciężkiej pracy, starałam się
pierwsza przyjść z pomocą, ponieważ doświadczyłam, jak to się bardzo Bogu podoba. (Dz 65)
66.
CZYSTA INTENCJA SKARBEM NIEWYCZERPALNYM
O skarbie niewyczerpany czystości intencji, która wszystkie czynności nasze czynisz
doskonałymi i tak bardzo miłymi Bogu. (Dz 66)
66a.
ŚW. FAUSTYNA UZNAJE PRZED PANEM JEZUSEM SWOJĄ NĘDZĘ
O Jezu, Ty wiesz jak słabą jestem, przeto bądź ze mną zawsze, kieruj ,moimi czynami,
moja cała istotą. Ty Mistrzu mój najlepszy! Naprawdę Jezu, lęk mnie ogarnia widząc nędzę
swoją, ale zarazem uspakajam się widząc niezgłębione miłosierdzie Twoje, które o całą
wieczność większe jest od nędzy mojej. I to usposobienie przyobleka mnie w moc Twoją, a
radość jaka płynie z poznania siebie, o Prawdo Niezmienna, trwałość Twa wieczna.(Dz 66)
67.
W CZASIE CHOROBY ŚW. FAUSTYNA PODEJRZEWANA JEST O UDAWANIE.
Kiedy po pierwszych ślubach wkrótce zapadłam na zdrowiu, a pomimo serdecznej i
troskliwej opieki Przełożonych i zabiegów lekarskich czułam się ani lepiej, ani gorzej,
wtenczas zaczęły mnie dochodzić zdania, że udaję. I tu zaczęło się moje cierpienie, stało się
podwójne. Trwało to dosyć długi czas. W pewnym dniu skarżyłam się Jezusowi, że jestem
ciężarem dla sióstr. Odpowiedział mi Jezus – nie żyjesz dla siebie, ale dla dusz. Z cierpień
twoich będą korzystać inne dusze. Przeciągłe cierpienie twoje da im światło i siłę do
zgadzania się z wolą Moja. (Dz 67)
68.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE SWOJE PRZEŻYCIA W OKRESIE NOCY DUCHOWEJ
Najcięższym cierpieniem dla mnie było to, że zdawało mi się, ze modlitwy moje nie są
miłe Bogu, ani dobre uczynki. Nie śmiałam spojrzeć w niebo. To mi sprawiało tak wielkie
cierpienie, że kiedy byłam w kaplicy na wspólnych ćwiczeniach duchowych, Matka
Przełożona po skończonych ćwiczeniach wołała mnie do siebie i mówiła mi: niech Siostra
prosi Boga o łaskę i pociechę, bo naprawdę widzę to sama i Siostry mi o tym mówią, że sam
widok Siostry budzi litość. Naprawdę nie wiem co z Siostra zrobić. Nakazuję, niech Siostra
się niczym nie martwi. Jednak nic mi te wszystkie konferencje z Matka Przełożona nie
przynosiły ulgi, ani żadnego wyjaśnienia rzeczy. Ciemność jeszcze większa zasłaniała mi
Boga. Szukałam pomocy w konfesjonale, ale i tu jej nie znajdowałam. Świątobliwy kapłan
chciał mi dopomóc, ale ja byłam tak biedna, ze nawet nie umiałam określić swych cierpień i
to mnie jeszcze więcej męczyło. Smutek śmiertelny przejmował moją duszę w tak wielkim
stopniu, ze nie umiałam go ukryć, ale widać to było na zewnątrz. Strąciłam nadzieje. Noc
coraz czarniejsza. Kalam ten, u którego się spowiadałam mówi mi: ja widzę w Siostrze laski
szczególne i jestem zupełnie o siostrę spokojny i czemuż Siostra się tak męczy? – Jednak ja
tego wtenczas nie rozumiałem, to tez dziwiłam się niezmiernie kiedy za pokutę nakazano mi
mówić Te Deum albo Magnificat, a czasami musiałam wieczorem prędko biegać po ogrodzie,
albo dziesięć razy dziennie śmiać się głośno. Dziwiły mnie to pokuty bardzo, ale jednak ten
kapłan niewiele mi dopomógł. Widocznie Bóg chciał bym Go wielbiła cierpieniem. Kapłan
ten pocieszał mnie, że jestem w tym stanie milsza Bogu niżeli bym obfitowała w największe
pociechy. – Co to za wielka laska Boża, że Siostra w tym stanie obecnych udręczeń duszy nie
obraża Boga, ale starała się ćwiczyć w cnotach. Ja patrzę w duszę siostry, widzę w niej
wielkie zamiary Boże i łaski szczególne, a widząc to w sio trze, składam dzięki Panu. Jednak
pomimo wszystkiego dusza moja była w mękach i udręczeniach nie do wypowiedzenia.
Naśladowałam ślepego, która ufa przewodnikowi i trzyma się silnie jego ręki i nie
odstępowałam ani na chwile od posłuszeństwa, które było mi deską ratunku w próbie
ognistej. (Dz 68)
69.
ŚW. FAUSTYNA PROSI PANA JEZUSA O WZMOCNIENIE SIŁ DUCHOWYCH
- Jezu, Prawdo Wiekuista, wzmocnij me siły słabe. Ty, Panie wszystko możesz.
Wiem, że niczym są wysiłki moje bez Ciebie. O Jezu, nie kryj się przede mną, bo ja żyć nie
mogę bez Ciebie. Usłysz wołanie duszy mojej, nie wyczerpało się, Panie, miłosierdzie Twoje,
a wiec ulituj się nad nędzą moją. Miłosierdzie Twoje przechodzi umyśl Aniołów i ludzi razem
i chociaż mi się zdaje, ze mnie nie słyszysz, jednak ufność moją położyłam w morzu
Miłosierdzia Twego i wiem, że nie będzie zawiedziona nadzieja moja. (Dz 69)
70.
WENĘTRZNE UDRĘKI UTRUDNIAJĄ WYPEŁNIANIE OBOWIĄZKÓW
Jezus tylko wie jak ciężko i trudno spełniać obowiązki, kiedy dusza jest w takim stanie
udręk wewnętrznych, siły fizyczne są mniejsze, a umysł przyćmiony. W cichości serca
powtarzałam sobie: O Chryste, dla Ciebie rozkosze i cześć i chwała, a dla mnie cierpienie. –
Nie opóźnię ani jednego kroku w pochodzie za Tobą, chociaż ciernie ranią stopy moje. (Dz
70)
71.
KOMU NIESIESZ TE KWIATY? – PAN JEZUS JEST „ZAZDROSNY” O SWOJĄ OBLUBIENICĘ
Kiedy byłam wysłana na kurację do domu płockiego, miałam szczęście ubierać
kaplicę kwiatami. Było to na Białej. Siostra Tekla nie zawsze miała czas, a więc często sama
ubierałam kapliczkę. W pewnym dniu nazrywałam najpiękniejszych róż, aby ubrać pokój
pewnej osoby. Kiedy się zbliżałam do ganku, ujrzałam Pana Jezusa stojącego w tym ganku,
który mnie zapytał łaskawie: córko Moja, komu niesiesz te kwiaty? Milczenie moje było
odpowiedzią dla Pana, ponieważ w tej chwili poznałam, że miałam bardzo subtelne
przywiązanie do tej osoby, której przedtem nie dostrzegłam. Natychmiast Jezus znikł. W tej
chwili rzuciłam kwiaty na ziemię i poszłam przed Najświętszy Sakrament z sercem
przepełnionym wdzięcznością za tę łaskę poznania siebie.
O Boskie Słonce, przy Twoich promieniach dusza widzi najmniejsze pyłki, które
Tobie się nie podobają. (Dz 71)
72.
ŚW. FAUSTYNA MODLI SIĘ ZA GRZESZNIKÓW
Jezu, Prawdo Wiekuista, Żywocie nasz, błagam i żebrzę miłosierdzia Twego dla
biednych grzeszników. Najsłodsze Serce Pana mojego, pełne litości i miłosierdzia
niezgłębionego, błagam cię za biednymi grzesznikami. O serce Najświętsze, Źródło
Miłosierdzia, z którego tryskają promienie łask niepojętych na cały rodzaj ludzki, błagam Cię
o światło dla biednych grzeszników. O Jezu, pomnij na gorzką Mękę Swoją i nie dozwól, aby
ginęły dusze odkupione tak drogocenną Krwią Twoja Najświętszą. O Jezu, kiedy rozważam
wielka cenę Krwi Twojej, cieszę się z jej wielkości. Bo jedna kropla wystarczyłaby za
wszystkich grzeszników. Chociaż grzech jest przepaścią złości i niewdzięczności, jednak cena
jest położona za nas nigdy nieporównana – dlatego niech ufa dusza wszelka w Męce Pana,
niech ma w Miłosierdziu nadzieję. Bóg nikomu Miłosierdzia Swego nie odmów. Niebo i
ziemia może się odmienić, ale nie wyczerpie się Miłosierdzie Boże. O, co za radość się pali w
sercu moim, kiedy widzę tę niepojętą dobroć Twoją, o Jezu mój. pragnę przyprowadzać
wszystkich grzeszników do stóp Twoich, aby wysławiali przez nieskończone wieki
Miłosierdzie Twoje. (Dz 72)
73.
W CIEMNOŚCIACH DUSZY ŚW. FAUSTYNA UFA SŁOŃCU ŁASKI PANA JEZUSA
Jezu mój, choć noc ciemna wokoło i ciemność chmury zasłaniają mi horyzont, jednak
wiem, że nie gaśnie słońce. O Panie, Chociaż Cię pojąć nie mogę i nie rozumiem działania
Twego – jednak ufam Miłosierdziu Twemu. Jeżeli jest taka Wola Twoja Panie, bym zawsze
żyła w takiej ciemności – bądź błogosławiony. O jedno Cię proszę, Jezu mój, nie dozwól mi,
abym Cię miała czymkolwiek obrazić. O Jezu mój, Ty jeden znasz tęsknoty i bóle serca
mojego. Cieszę się, ze mogę choć trochę cierpieć dla ciebie. Kiedy czuję, ze cierpienie
przechodzi sil moje, wtenczas uciekam się do Pana w Najświętszym Sakramencie, a głębokie
milczenie jest mową moja do Pana. (Dz 73)
74.
PAN JEZUS POTWIERDZA ŚW. FAUSTYNIE PRAWDZIWOŚĆ SWYCH OBJAWIEŃ, DOPROWADZAJĄC NA JEJ PROŚBĘ PEWNĄ WYCHOWANKĘ DO NAGŁEGO NAWRÓCENIA
Spowiedź jednej z naszych wychowanek. W pewnej chwili, kiedy mnie jakąś moc
zaczęła naglić, abym się starała o to święto i żeby był namalowały ten obraz, nie mogę zaznać
spokoju. Coś mnie na wskroś przenika, jednak jakiś lęk mnie ogarnia czy nie jestem w
złudzeniu. Chociaż te niepewności zawsze pochodziły od zewnątrz, bo w głębi duszy czułam,
że Pan jest, Który przenika dusze moja. Spowiednik przed którym się wtenczas spowiadałam
mówił mi, że bywają złudzenia i czułam, że kapłan ten jakby się bal mnie spowiadać. To było
dla mnie męczarnią. Kiedy spostrzegłam, że niewiele sam pomocy od ludzi, tym więcej
uciekałam się do Pana Jezusa, do Tego Mistrza najlepszego. W pewnej chwili, kiedy mnie
ogarnęła taka niepewność, czy głos, który przemawia do mnie od Pana jest – i w tej chwili
rzekłam do Pana słowem wewnętrznym bez mówienia. W jednej chwili jakąś moc
przeniknęła duszę moją – powiedziałam: jeżeli Tyś jest prawdziwie Bogiem moim, Który
obcujesz ze mną i przemawiasz do mnie, to proszę Cię Panie, niech ta wychowanka dziś
jeszcze pójdzie do spowiedzi, a znak ten umocni mnie. W tej samej chwili dziewczyna ta
prosiła o spowiedź.
Matka Klasy zdziwiona jej nagłą zmianą, ale zaraz postarała się o kapłana i ta osoba z
wielka skrucha odbyła spowiedź. Wtem usłyszałam głos w duszy taki: czy teraz wierzysz
Mi? – I znowu dziwna moc przeniknęła dusze moją i upewniła mnie i umocniła tak, że się
sama dziwiłam, że mogłam się choć na chwilę poddać wątpliwości. Jednak wątpliwości te
zawsze pochodzą z zewnątrz i to mnie usposabiało do głębszego zamknięcia się w sobie. (Dz 74)
75.
ŚW. FAUSTYNA WYJAWIA TRUDNOŚCI W SPOWIEDZI U KAPŁANÓW POZBAWIONYCH WEWNĘTRZNEJ PEWNOŚCI I WIELKI POŻYTEK KAPŁANÓW POGŁĘBIONYCH DUCHOWO
Dusza moja, kiedy wyczuje niepewność kapłana w spowiedzi Św. wtenczas nie nie
odsłaniam duszy swojej głębiej, ale się tylko oskarżam z grzechów. Nie da duszy spokoju taki
kapłan, jeżeli sam go nie posiada.
O kapłani, wy świece jasne, które oświecacie dusze, niech jasność wasza nigdy nie
będzie przyćmiona. Zrozumiałam, że wtenczas nie było woli Bożej, żebym swą dusze
odsłoniła do głębi. Dal mi Bóg tę laskę później. (Dz 75)
76.
ŚW. FAUSTYNA ODDAJE SIĘ SERCU PANA JEZUSA
Jezu mój, kieruj umysłem moim, weź w zupełne posiadanie moja cała istotę, zamknij
mnie w głębi Serca Swego i chroń od naści wroga. W Tobie jedyna moja nadzieja. Mów
przez usta moje, kiedy będę z możnymi i uczonymi, ja nędza największa, aby poznali, iż
sprawa ta Twoją jest i od ciebie pochodzi. (Dz 76)
77-78
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY OPUSZCZONEJ PRZEZ BOGA W OKRESIE NOCY CIEMNEJ
Ciemności i pokusy
Umysł mój dziwnie był przyćmiony, żadna prawda nie wydawała mi się jasną. Kiedy
mi mówiono o Bogu, serce moje było jak skała? Nie mogłam wydobyć z serca ani jednego
uczucia milo sieci ku Niemu. Kiedy się starałam aktem woli trwać przy Bogu, doznawałam
takich udręk i zdawało mi się, że przez to pobudzam Boga do większego gniewu. Rozmyślać
zupełnie nie mogłam tak jak rozmyślałam dawniej. Odczuwałam wielką próżnię w duszy i
niczym jej napełnić nie mogłam. Zaczęłam cierpieć głód i tęsknotę za Bogiem, jednak
widziałam całą bezsilność swoja. Próbowałam czytać powoli, zdanie za zdaniem i w ten
sposób rozmyślać, ale i to daremne. Nic nie rozumiałam com przeczytała. Była ustawicznie
przed oczyma duszy mojej cała przepaść nędzy mojej. Kiedy weszłam na jakieś wcieczenia
do kaplicy, zawsze doznawałam większych udręk i pokus. Nieraz całą Mszę św. walczyłam z
myślami bluźnierczymi, które się cisnęły na usta moje. Odczuwałam niechęć do
Sakramentów św. zdawało mi się, że nie odnośże żadnych pożytków, jakie dają Sakramenta
święte. Przystępowałam tylko z posłuszeństwa spowiednikowi i to ślepe posłuszeństwo było
dla mnie jedyną drogą po której iść miałam i deską ratunku. Kiedy mi kapłan tłumaczył, że to
są doświadczenia Boże i że – w tym stanie, w jakim jesteś, nie tylko nie obrażasz Boga, ale
jesteś Mu bardzo miła, to jest znak, że cię Bóg niezmiernie miłuje i że ci bardzo ufa, że cię
takimi doświadczeniami nawiedza. – Jednak nic mnie te słowa nie pocieszały, zdawało mi się,
że one dale się do mnie nie stosują. Jedna rzecz mnie dziwiła, że się nieraz zdarzało, kiedy
strasznie cierpiałam, to z chwilą kiedy się zbliżałam do spowiedzi św. naraz ustępowały mi te
straszne udręki, jednak jak się oddaliłam od kratki, wszystkie te udręki uderzały na mnie
jeszcze z większą zaciekłością. Wtenczas padałam twarzą na ziemię przed Najświętszym
Sakramentem i powtarzałam te słowa: chociaż byś mnie zabił, ja Ci ufać będę. Jedna
najstraszniejsza dla mnie myśl była, to ta, że jestem od Boga odrzucona. A później
następowały inne myśli. –Po cóż się starać o cnoty i dobre uczynki? –Po cóż się umartwiać i
wyniszczać? – Po cóż składać śluby? – Po cóż się modlić? –Po cóż się poświęcać i
wyniszczać? – Po cóż czynić ofiarę z siebie na kaczym kroku? – Po cóż – jeżeli jestem przez
Boga odrzucona? – Po cóż te wysiłki? – I tu jeden Bóg wie, co się działo w sercu moim.
Kiedy tak strasznie byłam ścieniona tymi cierpieniami, weszłam do kaplicy i powiedziałam z
głębi duszy te słowa: czyń ze mną, o Jezu, co ci się podoba. Ja ciebie wszędzie uwielbiać
będę. I niech się stanie wszystka wola Twoja we mnie, o Panie i Boże mój, a ja wysławiać
będę nieskończone Miłosierdzie Twoje. Przez ten akt poddania ustąpiły te straszne udręki.
Wtem ujrzałam Jezusa, który mi rzekł: Ja zawsze jestem w sercu twoim. Niepojęta radość
przeniknęła duszę moją i napełniła wielką miłością Bożą, którą zapaliło się biedne serce moje.
Wiedzę, ze Bóg nigdy nie dopuści ponad to, co możemy znieść. O, nie lękam się niczego,
jeżeli zsyła na duszę udręczenia wielkie, to deszcze większą wspiera łaska, chociaż jej wcale
nie spostrzegamy. Jeden akt ufności w takich chwilach, oddaje Bogu więcej chwały, niż wiele
godzin przepędzonych na pociechach w modlitwie. Widzę teraz, że jak Bóg chce duszę
trzymać w ciemności, to nie oświeci jej ani żadna książka, ani spowiednik. (Dz 77-78)
79.
SW. FAUSTYNA ODDAJE SIĘ W OPIEKĘ MATCE BOŻEJ
Maryjo, Matko moja i Pani moja, oddaje ci duszę i ciało moje, życie i śmierć moją i to
co po niej nastąpi. Wszystko składam w Twoje ręce o Matko moja, okryj Swym płaszczem
dziewiczym moją dusze i udziel mi łaski czystości serca, duszy i ciała i broń mnie Swą potęgą
przed nieprzyjaciółmi wszelkimi, a szczególnie przed tymi, którzy złośliwość swoją
pokrywają maska cnoty. O śliczna Lilio, Tyś dla mnie zwierciadłem, o Matko moja. (Dz 79)
80.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN SWEJ DUSZY, GDY ROZWAŻA MIŁOŚĆ PANA JEZUSA
Jezu, Boski więźniu miłości, kiedy rozważam Twoją miłość i wyniszczenie się dla
mnie, to zmysły mi ustają. Kryjesz Swój majestat niepojęty i zniżasz się do mnie nędznej, o
Królu chwały, choć taisz Swą piękność, jednak wzrok mej duszy rozdziera zasłonę. Widzę
anielskie chóry, które nieustannie oddają Ci cześć i wszystkie Moce niebieskie, które Cię
nieustannie wielbią i nieustannie mówią: Święty, Święty, Święty. (Dz 80)
81.
ŚW. FAUSTYNA PRAGNIE NIEUSTANNIE UWIELBIAĆ MIŁOSIERDZIE BOŻE JAKO OFIARA ŻYWA
O, kto pojmie Twoja miłość i Twoje niezgłębione miłosierdzie ku nam. – O Więźniu
miłości, zamykam swoje biedne serce w tym tabernakulum, aby Ci nieustannie, dzień i noc
adorowało. Nie znam przeszkody w tej adoracji i chociaż będę fizycznie oddalona, serce moje
zawsze jest z Tobą. Nic tamy miłości mojej ku Tobie położyć nie może. Nie istnieją dla mnie
przeszkody. O Jezu mój, będę Cię pocieszać za wszystkie niewdzięczności, bluźnierstwa,
oziębłość, nienawiść bezbożnych, świętokradztwa. O Jezu, pragnę płonąć jako ofiara czysta i
wyniszczona przed tronem Twojego utajenia. Nieustannie Cię błagam za konającymi
grzesznikami. O Trójco Święta, bądź błogosławiona – Nierozdzielna, jedyny Boże, za ten
wielki dar i testament miłosierdzia. Jezu mój, aby ci wynagrodzić za bluźnierców, będę
milczeć, kiedy będę niewinnie strofowana, aby Ci w ten pos. choć w cząstce wynagrodzić.
Śpiewam Ci w swej duszy nieustanny hymn i nikt się tego nie domyśli, ani zrozumie. Śpiew
mojej duszy jest znany tylko Tobie, o Stwórco mój i Panie. (Dz 81)
82.
ŚW. FAUSTYNA POSTANAWIA CHWILE WOLNE OD PRACY POŚWIĘCIĆ ADORACJI NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU
Nie pozwolę się tak pochłonąć wirom pracy, aby zapomnieć o Bogu. Wszystkie wolne
chwile spędzę u stóp Mistrza utajonego w Najświętszym sakramencie. On mnie uczy od
najmłodszych lat. (Dz 82)
- PAN JEZUS JEST KRÓLEM MIŁOSIERDZIA
Napisz to: nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król
miłosierdzia. Nim nadejdzie dzien. sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie
taki.
Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi.
Wtenczas ukaże się znak Krzyża na niebie, a z otworów gdzie były ręce i nogi przebite
Zbawiciela, będą wychodziły wielkie światła, które jakiś czas będą oświecać ziemię.
Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym. (Dz 83)
84.
ŚW. FAUSTYNA UWIELBIA KREW I WODĘ PANA JEZUSA
O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Serca Jezusowego, jako zdrój miłosierdzia dla
nas, ufam Tobie. (Dz 84)
85.
ŚW. FAUSTYNA ZOSTAJE PRZENIESIONA W DUCHU PRZED TRON BOŻY
Wilno, 2.VIII.1934 r.
W piątek po Komunii św. zostałam przeniesiona w duchu przed tron Boży. Przed
tronem Bożym widziałam Moce niebieskie, które bez przestanku wielbią Boga. Poza stolicą
widziałam jasność nieprzystępną dla stworzeń, wchodzi tam tylko Słowo Wcielone, jako
Pośrednik. Kiedy Jezus wszedł do onej jasności, usłyszałam te słowa: napisz zaraz co
usłyszysz: Jestem Panem w istności Swojej i nie znam nakazów ani potrzeb. Jeżeli
powołuję stworzenia do bytu – jest to przepaść miłosierdzia Mego. W tej chwili ujrzałam
się w naszej kaplicy, jako przedtem, w swoim klęczniku, Msz św. się skończyła. Słowa te już
miałam napisane. (Dz 85)
86.
ŚW. FAUSTYNA WIDZI CIERPIENIA SPOWIEDNIKA
- Kiedy ujrzałam swego spowiednika, jak wiele ma cierpieć z powodu tego dzieła,
które Bóg przez niego przeprowadza, zatrwożyłam się na chwile i rzekłam do Pana: Jezu,
przecież ta sprawa Twoją jest i dlaczego tak z nim postępujesz, co się wydaje, jakobyś mu
utrudniał, a przecież żądasz, aby czynił.
Napisz: że dniem i nocą wzrok Mój spoczywa nad nim, a że dopuszczam te
przeciwności to dlatego, aby pomnożyć jego zasługi. Nie za pomyślny wynik nagradzam,
ale za cierpliwość i trud dla Mnie podjęty. (Dz 86)
87.
ŚW. FAUSTYNA WIDZI ŻYWEGO PANA JEZUSA, A Z JEGO SERCA WYCHODZIŁY DWA PROMIENIE
Wilno, 26.X.1934.
W piątek, kiedy szłam z wychowankami z ogrodu na kolację, było to dziesięć minut
przed szóstą godziną, ujrzałam Pana Jezusa nad naszą kaplicą, w takiej postaci, jako Go
widziałam pierwszy raz. Takim, jak jest namalowany na tym obrazie. Te dwa promienie,
które wychodziły z Serca Jezusowego, okrywały nasza kaplicę i infirmerię, a potem cale
miasto i rozeszły się na świat cały. Trwało to może do czterech minut i znikło. Jedna z dzieci,
która szła razem ze mną trochę za innymi, widziała także te promienie, ale nie widziała Jezusa
i nie widziała skąd te promienie wychodzą. Przejęła się bardzo i opowiedziała innym
dziewczynkom. Dziewczynki zaczęły się z nie śmiać, że jej się cos przywidziało, a może było
światło z aeroplanu, ale ona usilnie obstawała przy swoim zdaniu i mówiła, że jeszcze nigdy
takich promieni w życiu swoim nie widziała. Kiedy jej jeszcze zarzucały dziewczynki, że to
może reflektor, ona jednak odpowiedziała, że zna światło reflektora. Takich promieni nigdy
nie widziała. Dziewczynka ta po kolacji zwróciła się do mnie i powiedziała mi, że tak ja te
promienie przejęły, ze nie może sobie miejsca znaleźć. Wciąż bym o tym mówiła, a jednak
Pana Jezusa ni widziała. I wciąż mi przypominała o tych promieniach, przez co wprowadziła
moją osobę w pewna trudność, ponieważ nie mogłam jej powiedzieć, że widziałam Pana
Jezusa. Modliłam się za tę duszyczkę, aby jej Pan udzielił łask, których tak bardzo
potrzebowała. Rozradowało mi się serce, że Jezus Sam daje się poznać w dziele Swoim.
Chociaż miałam z tego powodu wielkie przykrości, jednak wszystko dla Jezusa znieść można.
(Dz 87)
88.
PAN JEZUS ODPOWIADA PRZEZ ŚW. FAUSTYNĘ NA PYTANIE SPOWIEDNIKA
- Kiedy poszłam na adorację, uczułam bliskość Boga. Po chwili ujrzałam Jezusa i
Maryję. Widzenie to napełniło duszę moją radością i zapytałam się Pana: – jaka jest wola
Twoja w tej sprawie, w której mi się spowiednik każe spytać? – Jezus mi odpowiedział: jest
wolą Moją, aby tu był i niech się nie zwalania. I zapytałam się Jezusa, czy może być ten
napis: „Chrystus, Król Miłosierdzia”. Jezus mi odpowiedział: – Jestem Królem Miłosierdzia,
a nie mówił –„Chrystus”. W pierwsza niedzielę po Wielkanocy, pragnę, żeby był
publicznie ten obraz wystawiony. Niedziela ta jest świętem Miłosierdzia. Przez Słowo
Wcielone daje poznać przepaść Miłosierdzia Mojego. (Dz 88)
89.
OBRAZ MIŁOSIERDZIA BOŻEGO ODBIERA CZEŚĆ PO RAZ PIERWSZY
- Dziwnie się złożyło, jako Pan żądał, tak się stało, że pierwszą cześć, jaka obraz ten
odebrał od tłumów – było to w pierwszą Niedzielę po Wielkanocy. (26-28. IV.1935 r) Przez
trzy dni był ten obraz wystawiony na widok publiczny i odbierał cześć publicznie, ponieważ
był umieszczony w Ostrej Bramie, w szczycie okna, dlatego było go widać z bardzo daleka.
W Ostrej Bramie obchodzono uroczyście te trzy dni zakończenia jubileuszu Odkupienia
świata – 1900 od Męki Zbawiciela. Teraz widzę, że złączone jest Dzieło Odkupienia z
dziełem Miłosierdzia, które żąda Pan. (Dz 89)
90.
ŚW. FAUSTYNA WIDZI PRZYSZŁE CIERPIENIA SPOWIEDNIKA
W pewnym dniu ujrzałam swego spowiednika wewnętrznie, jak wiele cierpieć będzie.
– Przyjaciele opuszczą cię, a wszyscy sprzeciwiać ci się będę i siły fizyczne zmniejszą się.
Widziałam cię, jako grono winne, wybrane przez Pana i rzucone w prasę cierpień. Dusza
twoja, ojcze, będzie napełniona wątpliwościami w pewnym momencie co się tyczy tego
dzieła i mnie.
I widziałam, jakoby ci się sam Bóg sprzeciwił i zapytałam się Pana, czemu tak z nim
postępuje, że nie jakoby mu utrudniał, to co nakazuje. I powiedział Pan: tak postępuję z nim,
na świadectwo, że dzieło to Moim jest. Powiedz mu, niech się nie lęka niczego, wzrok
Mój jest zwrócony dzień i noc na niego. Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz się
zbawi przez dzieło to. Nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienie wynagradzam. (Dz 90)
91.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE Z EUCHARYSTII CZERPIE MOC DO POKONYWANIA PRZECIWNOŚCI
Jezu mój, Ty Sam wiesz, ile cierpię prześladowań, a tylko dlatego, że jestem ci wierna
i ze silnie stoję przy żądaniach Twoich. Tyś siłą moją – wspieraj mnie, abym zawsze wiernie
spełniała wszystko, co żądasz ode mnie. Ja sama z siebie, nic nie mogę, ale jeżeli Ty mnie
wspierasz, niczym mi są wszystkie trudności. O Panie, widzę dobrze, że życie moje od
pierwszej chwili, kiedy dusza moja otrzymała zdolność poznania ciebie jest ustawiczna walka
i to coraz zaciętszą. Każdego poranku w czasie rozmyślania gotuję się do walki na cały dzień,
a Komunia św. jest mi zapewnieniem, że zwyciężę i tak bywa. Lękam się dnia, w którym nie
ma Komunii św. Ten Chleb Mocnych daje mi wszelką siłę do prowadzenia tego dzieła i mam
odwagę do pełnienia wszystkiego, czego zada Pan. Odwaga i moc, która jest we mnie, nie jest
moja, ale Tego, który mieszka we mnie – jest Eucharystia.
Jezu mój, jak wielkie są niezrozumienia, nieraz gdyby nie Eucharystia, nie miałabym
odwagi iść dalej po tej drodze, którąś mi wskazał. (Dz 91)
92.
W CHWILACH UPOKORZEŃ ŚW. FAUSTYNA MILCZY, BO NIEDOWIERZA SWEMU JĘZYKOWI, KTÓRY JEST ŹRÓDŁEM WIELU BŁĘDÓW
Upokorzenia to pokarm codzienny. Rozumiem, że oblubienica przybiera wszystko, co
się tyczy jej oblubieńca, a więc szata zelżywości Jego musi okryć i mnie. W chwilach, kiedy
bardzo cierpię, staram się milczeć, ponieważ nie dowierzam językowi, który w takich
chwilach jest skłonny do mówienia o sobie, a przecież on ma mi służyć do chwalenia Boga za
tyle dobrodziejstw i darów użyczonych. Kiedy przyjmuję Jezusa w Komunii św. proszę Go
gorąco, aby raczył uleczyć język mój, bym nim nie obrażała ani Boga, ani bliźnich. Pragnę,
aby język mój nieustannie wysławiał Boga. Wielkie są błędy języka. Dusza nie dojdzie do
świętości, jeżeli nie będzie uważać na język swój. (Dz 92)
93.
ŚW. FAUSTYNA PRZEDSTAWIA TEOLOGIĘ ŚLUBÓW ZAKONNYCH
- Skrót katechizmu o ślubach zakonnych
P. Co to jest ślub?
O. Ślub jest to dobrowolne przyrzeczenie Bogu uczynione wykonywania czynu
doskonalszego.
P. Czy ślub w rzeczy nakazanej przykazaniem obowiązuje?
O. Tak jest. Wykonywanie czynu w rzeczach nakazanych przykazaniem podwójnej
jest wartości i zasługi, zaś zaniedbanie go podwójnym przestępstwem i złością, bo jeżeli ślub
się łamie, dodaje się wówczas do grzechu przeciw przykazaniu grzech ponadto
świętokradztwa.
P. Dlaczego śluby zakonne są tak wysokiej wartości?
O. Dlatego, że stanowią podstawę życia zakonnego, przez Kościół zatwierdzonego, w
którym członkowie w towarzystwo zakonne złączeni zobowiązują się dążyć nieustannie do
doskonałości przez trzy śluby zakonne – ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, według reguł
zakonnych.
P. Co znaczy dążyć do doskonałości?
O. Dążyć do doskonałości, to znaczy, że stan zakonny sam przez się nie wymaga
doskonałości już nabytej, lecz obowiązuje pod grzechem do codziennej pracy nad jej
zdobyciem. A zatem zakonnik niechcący się doskonalić, zaniedbuje główny obowiązek
swego stanu.
P. Co to są śluby zakonne/solenne/?
O. Śluby zakonne /solenne/ są tak bezwzględne, że tylko w razach nadzwyczajnych
sam Ojciec św. może z nich dyspensować.
P. Co to są śluby proste?
O. Są to śluby mniej bezwzględne – z wieczystych i rocznych dyspensuje Stolica św.
P. Jaka jest różnica miedzy ślubem a cnotą?
O. Ślub obejmuje to tylko, co jest pod grzechem nakazane, cnota zaś wznosi się wyżej
i ułatwia wykonanie ślubu, a przeciwnie – łamiąc ślub, uchybia się i rani cnotę.
P. Do czego obowiązują śluby zakonne?
O. Śluby zakonne obowiązują do starania się o cnoty i do całkowitego poddania się
Przełożonym i Regułom, mocą czego zakonnik oddaje swoja osobę na rzecz zakonu zrzekając
się wszelkich praw do niej i swych czynności, które poświęca służbie Bożej.
O ślubie ubóstwa
Ślub ubóstwa jest dobrowolnym wyrzeczeniem się prawa własności lub jej użytku, w
celu przypodobania się Bogu.
P. Jakie przymioty tyczą się ślubu ubóstwa?
O. Wszelkie dobra i przedmioty należące do Zgromadzenia. To co się oddało, rzeczy
lub pieniądze, skoro zostały przyjęte, już się do nich nie ma prawa. – Wszelkie datki lub dary,
które by się kiedy otrzymało tytułem wdzięczności lub innym z prawa należą do
Zgromadzenia. Wszelki dochód za pracę, lub nawet renty używać nie można bez pogwałcenia
ślubu.
P. Kiedy się łamie lub gwałci ślub jako siódme przykazanie?
O. Łamie się, gdy bez powodu, rzecz należącą do domu bierze się dla siebie lub kog. –
Gdy bez pozwolenia zatrzymuje się rzecz jakąś w celu przywłaszczenia. Gdy bez
upoważnienia sprzedaje się lub zamienia rzecz jakąś należącą do Zgromadzenia. – Gdy daną
rzecz do użytku na inny cel się obraca aniżeli Przełożony rozporządził. – Gdy się daje komu
lub przyjmuje w ogóle coś bez pozwolenia. – Gdy poprzez niedbalstwo cos się niszczy lub
psuje. – Gdy przenosząc się z jednego domu do drugiego, zabiera się coś bez pozwolenia. W
wypadkach łamania ślubu ubóstwa zakonnik zarówno jest zobowiązany do restytucji
względem Zgromadzenia.
O cnocie ubóstwa
Jest to cnota ewangeliczna, zniewalająca serce do oderwania się od przywiązania do
rzeczy doczesnych, do czego zakonnik na mocy profesji jest ściśle obowiązany.
P. Kiedy się grzeszy przeciw cnocie ubóstwa?
O. Gdy się pragnie rzeczy tej cnocie przeciwnych. Gdy się przywiązuje do jakiejś
rzeczy, gdy się używa rzeczy zbytecznych.
P. Ile i jakie są stopnie ubóstwa?
O. Cztery są stopnie ubóstwa w profesji w praktyce. Niczym nie rozporządzać, bez
zależności od przełożonych (ścisła materia ślubu). Unikać zbytku, przestawać na rzeczach
koniecznych (stanowi cnotę). – Chętnie skłaniać się do rzeczy najlichszych i to z
wewnętrznym zadowoleniem, – jak cela, odzienie, pożywienie itd. Cieszyć się z niedostatku/
O ślubie czystości
P. Do czego obowiązuje ten ślub?
O. Do wyrzeczenia się małżeństwa i do unikania wszystkiego, co jest zakazane
szóstym lub dziewiątym przykazaniem.
P. Czy uchybienie przeciw cnocie jest pogwałceniem ślubu?
O. Wszelkie uchybienia przeciw cnocie jest zarazem pogwałceniem ślubu, bo tu nie
ma takiej, jak w ubóstwie lub posłuszeństwie różnicy między ślubem a cnotą.
P. Czy każda myśl zła jest grzeszna?
O. nie każda myśl jest grzeszną, lecz dopiero się staje, gdy z rozwagą umysłu łączy się
upodobanie woli i zezwolenie.
P. Czy oprócz grzechów przeciwnych czystości jest coś, co przynosi uszczerbek
cnocie?
O. Uszczerbek cnocie przynosi wolność zmysłów, wolność wyobraźni i wolność
uczuć, poufałość i tkliwe przyjaźnie.
P. Jakie są sposoby zachowania cnoty?
O. Pokusy wewnętrzne zwyciężać obecnością Bożą i ponadto walka bez trwogi.
Pokusy znów zewnętrzne – unikaniem okazji. W ogóle głównych sposobów jest siedem.
Pierwszy straż zmysłów, – unikanie okazji, – unikanie próżnowania, – spieszne oddalanie
pokus, – uchylanie się od wszelkich, mianowicie partykularnych przyjaźnie, – duch
umartwienia, – wyjawianie pokus przed spowiednikiem.
A ponadto jest pięć środków dla zabezpieczenia cnoty: pokora, – duch modlitwy, –
przestrzeganie skromności, – wierność regule, szczere nabożeństwo do Najświętszej Maryi
Panny.
O ślubie posłuszeństwa
Ślub posłuszeństwa jest wyższy ponad dwa pierwsze, bo on właściwie stanowi ofiarę
całopalną, a jest najpotrzebniejszy, bo tworzy i ożywania całe ciało zakonne.
P. Do czego obowiązuje ślub posłuszeństwa?
O. Zakonnicy przez ślub posłuszeństwa przyrzeka Bogu, że prawowitym przełożonym
będzie we wszystkim, co mu na mocy reguł rozkażą posłuszny. Ślub posłuszeństwa czyni
zakonnika zależnym od przełożonego mocą reguł w całym jego życiu i we wszystkich jego
sprawach. – Zakonnik popełnia przeciw ślubowi grzech ciężki każdym razem, gdy rozkazowi
danemu na mocy posłuszeństwa lub reguł jest nieposłuszny.
O cnocie posłuszeństwa
Cnota posłuszeństwa sięga wyżej niż ślub, obejmuje reguły, ustawy, nawet rady
przełożonych.
P. Czy cnota posłuszeństwa jest konieczną zakonnikowi?
O. Cnota posłuszeństwa jest tak konieczną zakonnikowi, że chociażby czynił dobrze
przeciw posłuszeństwu, [czyny jego] stają się złymi, albo bez zasługi.
P. Czy można zgrzeszyć ciężko przeciw cnocie posłuszeństwa?
O. grzeszy się ciężko, gdy się pogardza władzą lub rozkazami przełożonego. – Gdy z
nieposłuszeństwa wynika szkoda duchowa lub doczesna dla Zgromadzenia.
P. Jakie uchybienia narażają ślub?
O. Uprzedzenia i antypatie do przełożonego, – szemranie i krytyki, opieszałość i
niedbalstwo.
Stopnie posłuszeństwa
Wykonanie prędkie i zupełne. – Posłuszeństwo woli, gdy wola skłania rozum do
poddania się zdaniu przełożonego. Św. Ignacy podaje nadto trzy środki ułatwiające. Aby w
przełożonym jakimkolwiek on by był upatrywać zawsze Boga. Aby rozkaz lub zadanie
przełożonego usprawiedliwiać. Aby każdy rozkaz przyjmować jako Boży, bez roztrząsania
lub zastanawiania się. Ogólny zaś środek – pokora.
Nic trudnego dla pokornego. (Dz 93)
94.
ŚW. FAUSTYNA PROSI PANA JEZUSA O ROZPALENIE MIŁOŚCIU KU NIEMU
O Panie mój, rozpal miłość ku sobie, aby wśród burz, cierpień i doświadczeń ni ustał
duch mój. Widzisz jak słabą jestem. Miłość wszystko może. (Dz 94)
95.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY POZNAJĄCEJ BOGA I WŁASNĄ GRZESZNOŚĆ
- Głębsze poznanie Boga i przerażenie duszy.
W początku Bóg daje się poznać, jako świętość, sprawiedliwość, dobroć – czyli
miłosierdzie. Dusza nie raz to wszystko poznaje, ale szczególnie w błyskach, czyli
zbliżeniach się do Boga. I nie trwa to długo, bo nie zniosłaby by tego światła. W czasie
modlitwy dusza doznaje tego światła, który uniemożliwia duszy dotychczasową modlitwę.
Może się silić jak chce i zmuszać do dawniejszej modlitwy, będzie to wszystko daremne, staje
się absolutnie niemożliwością w dalszym ciągu tak się modlić, jak przed tym otrzymaniem
tego światła. Światło to, które dotknęło duszy jest w niej żywe i nic ani go zagłuszyć, ani
przyćmić nie może. Ten błysk poznania Boga pociąga jej duszę i rozpala miłością ku Niemu.
Ale ten sam błysk równocześnie daje duszy poznać czym ona jest i cale swe wnętrze widzi w
wyższym świetle i powstaje przerażona i zatrwożona. Jednak nie pozostaje w tym
zatrwożeniu, ale zaczyna się oczyszczać i upokarzać przed Panem, a światła te są silniejsze i
częstsze, im dusza więcej się krystalizuje, tym światła te są przenikliwsze. Jednak jeżeli dusza
wiernie i mężnie odpowiedziała tym pierwszym łaskom, Bóg dusze napełnia swymi
pociechami, udziela jej się w sposób odczuwalny. Dusza wchodzi chwilami jakby w zażyłość
z Bogiem i cieszy się niezmiernie; myśli, że już osiągnęła przeznaczony stopień doskonałości,
bo błędy i wady są w niej uśpione, a ona myśli, że już ich nie ma. Nic jej się trudnym nie
wydaje, na wszystko jest gotowa. Zaczyna się pogrążać w Bogu i kosztować rozkoszy
Bożych. Jest niesiona przez laskę, a nie zdaje sobie z tego wcale sprawy, z tego, że może
przyjść czas próby i doświadczenia. I rzeczywiście stan ten nie trwa długo. Przyjdą chwile
inne, ale musze wspomnieć, że dusza wierniej odpowiada łasce Bożej, jeżeli ma światłego
spowiednika i przed którym zwierza mu się ze wszystkiego. (Dz 95)
96.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE SZATAŃSKIE POKUSY ATAKUJĄCE DUSZĘ PRZEZ BOGA UMIŁOWANĄ
- Doświadczenie Boże w duszy umiłowanej szczególnie przez Boga. Pokusy i
ciemności, szatan.
Miłość duszy nie jest jeszcze taka, jak Bóg tego żąda. Dusza nagle traci obecność
Bożą. Powstają w niej rożne błędy i wady, z którymi musi toczyć zaciekły bój. Wszystkie
błędy podnoszą głowę, jednak czujność jej jest wielka. Na miejsce dawnej obecności Bożej
wstąpiła oschłość i posucha duchowa, nie czuje smaku w ćwiczeniach duchownych, nie może
się modlić, ani tak jak dawniej, ani jak teraz modliła. Rzuca się we wszystkie strony i nie
znajduje zadowolenia. Bóg się przed nią ukrył, a ona w stworzeniu pociechy nie znajduje i
żadne stworzenie nie umie jej pocieszyć. Dusza pragnie namiętnie Boga, ale widzi swą nędzę,
zaczyna odczuwać sprawiedliwość Bożą. Widzi jakoby utraciła wszystkie dary Boże, umysł
jej jest jakby przyćmiony, ciemność zapada w całej jej duszy, zaczyna się udręka co do nie
pojęcia. Dusza starała się przedstawić stan swej duszy spowiednikowi, lecz nie została
zrozumiana. Zapada jeszcze w wiesze niepokoje. Szatan zaczyna swe dzieło. (Dz 96)
97.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE POKUSĘ SZATAŃSKĄ WMAWIAJĄCĄ DUSZY, ŻE NIKT JEJ NIE ROZUMIE, DUSZA ZAŚ TRWA PRZY BOGU TYLKO AKTEM WOLI.
Wiara zostaje w ogniu, walka tu jest wielka, dusza robi wysiłki, trwa aktem woli przy
Bogu. Szatan posuwa się z dopuszczenia Bożego jeszcze dalej, nadzieja i miłość jest w
doświadczeniu. Straszne są te pokusy, Bóg duszę wspiera niejako potajemnie. I wie Bóg, co
może dopuścić na duszę. Dusza kuszona niewiarą, co do prawd objawionych, do
nieszczerości wobec spowiednika. Szatan jej mówi – patrz, nikt cię nie zrozumie, po co
mówić o tym wszystkim? Brzmią w jej uszach słowa, których ona się przeraża i zdaje się jej,
że je wymawia przeciw Bogu. Widzi to, czego by widzieć nie chciała. Słyszy to, czego
słyszeć nie chce, a jest to straszne w takich chwilach nie mieć doświadczonego spowiednika.
Sama dźwiga całe brzemię , jednak o ile jest to w jej mocy, powinna się starać o światłego
spowiednika, bo może złamać się pod ciężarem i to często jest nad przepaścią. Te wszystkie
doświadczenia są ciężkie i trudne. Bóg nie dopuszcza ich na duszę, która wpierw nie była
dopuszczona i nie skosztowawszy słodyczy Bożych, a także Bóg ma w tym swoje zamiary dla
nas niezbadane. Często Bóg w podobny sposób przygotowuje duszę do przyszłych zamiarów
i dziel wielkich. I chce je doświadczyć, jako czyste złoto, ale to
98.
ŚW. FAUSTYNA WYJAŚNIA ISTOTĘ OSTATECZNEJ PRÓBY, KTÓRĄ PRZEJŚĆ MUSI DUSZA WYBRANA
- Próba nad próbami,
Absolutne opuszczenie – Rozpacz
Kiedy dusza zwycięsko wychodzi z poprzednich prób i chociaż się może potknąć, ale
mężnie walczy i z głęboką pokorą wola do Pana: – ratuj, bo ginę. I jeszcze jest zdolna do
walki.
Teraz ogarnia dusze straszna ciemność. Dusza widzi w sobie tylko grzechy. Jej
uczucie jest straszne. Widzi się zupełnie przez Boga opuszczoną, czuje, jakoby była
przedmiotem Jego nienawiści i jest jeden krok od rozpaczy. Broni się jak może, próbuje
obudzić ufność, lecz modlitwa jest dla niej jeszcze większą męką, jej się zdaje, że pobudza
Boga do większego gniewu, jest postawiona na niebosiężnym szczycie, który jest nad
przepaścią.
Dusza rwie się do Boga, a czuje się odepchnięta. Wszystkie męki i katusze świata są
niczym w porównaniu z tym uczuciem, w którym ona jest cala pogrążona – to jest
odepchniecie od Boga. Nikt jej ulgi przynieść nie może. Widzi, że jest sama jednak, nikogo
nie ma na swa obronę. Wznosi oczy do nieba, ale wie, że to nie dla niej – wszystko dla
stracone. Z ciemności wpada w większą ciemność, zdaje jej się, że na zawsze strąciła Boga,
tego Boga, którego tak kochała. Ta myśl wprowadza ją w mękę nie do opisania. Jednak ona
nie godzi się na to, próbuje spojrzeć w niebo, lecz daremnie – to sprawia jej jeszcze większą
mękę.
Nikt takiej duszy nie oświeci, jeżeli Bóg chce ją utrzymywać w ciemności. To
odrzucenie od Boga czuje tak żywo w sposób przeraźliwy. Wyrywają się z jej serca jęki
bolesne, tak bolesne, ze nie pojmie żaden duchowny, chyba, że sam to przeszedł. W tym
dusza doznaje jeszcze cierpień od złego ducha. Szatan drwi z niej – widzisz, czy dalej
będziesz wierna? Oto masz zapłatę, jesteś w naszej mocy. – Chociaż szatan tyle ma wpływu
na tę duszę, ile Bóg pozwoli, Bóg wie, ile wytrzymać możemy. – i cóż z tego, żeś się
umartwiała? I cóż z tego, żeś wierna regule? – po cóż te wszystkie wysiłki? – Jesteś
odrzucona od Boga. – To słowo „odrzucona” staje się ogniem, który przenika każdy nerw aż
do szpiku kości. Przeszywa na wskroś cała jej istotę. Nadchodzi największy moment
doświadczenia. Dusza już nie szuka nigdzie pomocy, pogrąża się sama w sobie i traci
wszystko sprzed oczu i niejako, jakby się zgodziła na tę mękę odrzucenia. Jest to moment,
któremu nie umiem nadać wyrazu. (Dz 98)
99.
AGONIA DUSZY WYBRANEJ
Jest to agonia duszy. Kiedy ten moment zaczął się pierwszy raz zbliżać do mnie,
jednak zostałam z niego wyrwana mocą świętego posłuszeństwa. Mistrzyni, która przeraziła
się moim widokiem i posłała mnie do spowiedzi, jednak spowiednik mnie nie rozumie, nie
doznaję ani cienia ulgi. O Jezu, daj nam kapłanów doświadczonych.
Kiedy powiedziałam, że przeżywam męki piekielne w duszy, odpowiedział mi, że jest
o moja duszę spokojny, bo widzi w duszy mojej wielką łaskę Bożą. Jednak ja nic z tego nie
zrozumiałam i ani jeden promyczek światła nie przedarł się do duszy. (Dz 99)
100.
PRZEŻYCIA WEWNĘTRZNE ODBIERAJĄ SIŁY FIZYCZNE I OBJAWIAJĄ SIĘ NA ZEWNĄTRZ
- Teraz już zaczynam odczuwać brak sił fizycznych i już nie mogę podołać
obowiązkowi. Cierpień już nie mogę ukryć chociaż nie mówię ani słowa o tym, co cierpię, to
jednak ból, jaki się odbija na mej twarzy zdradza mnie i Przełożona powiedziała, że Siostry
przychodzą do niej i mówią, że jak się spojrzą w kaplicy na Siostrę, to litość ich bierze dla
mnie, tak straszny mam wygląd. Jednak pomimo wysiłku nie jest dusza w stanie ukryć tego
cierpienia. (Dz 100)
101-103.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN SWOICH PRZEŻYĆ W ETAPIE AGONII JEJ DUSZY
Jezu, Ty jeden wiesz, jak dusza jęczy w tych mękach, spowita ciemnością, a jednak
pragnie i łaknie Boga, jak spalone usta wody. Umiera i usycha, umiera śmiercią bez śmierci,
to jest, że umrzeć nie może. Wysiłki jej są niczym, ona jest pod ręka mocarną. Teraz jej dusza
wchodzi w moc Sprawiedliwego. Ustają wszelkie pokusy zewnętrzne, milknie wszystko, co ja
otacza, tak jak konający traci wszystko, co jest zewnętrzne – cała jej dusza jest skupiona pod
mocą Sprawiedliwego i Trzykroć Świętego Boga. – Na wieki odrzucona. – To największy
moment i tylko Bóg może duszę w ten sposób doświadczyć, bo On jeden wie, że dusza może
to wytrzymać. Kiedy dusza została jakoby przesiąknięta na wskroś tym ogniem piekielnym,
wpada jakby w rozpacz. Dusza moja doświadczyła tego momentu kiedy byłam w celi sama
jedna. Kiedy dusz zaczęła się pogrążać w rozpaczy, czułam, że zaczynam konać, jednak
chwyciłam krzyżyk i zacisnęłam kurczowo w ręku, teraz czuję, ze się odłączy ciało od duszy i
chociaż pragnęłam pójść do Przełożonych już sił fizycznych nie było, wyrzekłam ostatnie
słowa – ufam miłosierdziu Twemu, i zdawało mi się jakobym pobudziła Boga do większego
gniewu i zapadłam sama w rozpacz i już tylko od czasu do czasu wyrywa się z duszy jęk
bolesny, jęk nieutulony. Dusza w agonii – i zdawało mi się, że już pozostanę w tym stanie, bo
o własnej mocy nie wyszłabym z niego. Każde wspomnienie Boga jest morzem nieopisanym
cierpień, a jednak jest cos w duszy, co się rwie do Boga, lecz jej się zdaje, ze na to tylko, aby
więcej cierpiała. Wspomnienie dawnej miłości, jaką Bóg otaczał jest dla niej nowym
rodzajem męki. Jego wzrok przenika ja na wskroś i wszystko zostało spalone w duszy od
spojrzenia Jego. (Dz 101). Była to dłuższa chwila, kiedy weszła jedna z Sióstr do celi i zastała
mnie prawie umarłą. Zlękłam się i poszła do Mistrzyni, która mocą świętego Posłuszeństwa
rozkazała mi podnieść się z ziemi i natychmiast odczułam siły fizyczne i podniosłam się
ziemi, drżąca cala. Mistrzyni poznała zaraz mój cały stan duszy, mówiła mi o niepojętym
miłosierdziu Bożym i powiedziała, niech się Siostra nie martwi niczym, nakazuje Siostrze
mocą posłuszeństwa – i mówiła mi: teraz widzę, że Bóg powołuje Siostrę do wysokiej
świętości, blisko chce Pan mieć Siostrę przy Sobie, kiedy takie rzeczy dopuszcza i to tak
wcześnie. Niech Siostra będzie wierna Bogu, bo to jest znak, że wysoko chce mieć Siostrę w
niebie. Jednak nie rozumiałam nic ze słów tych. Kiedy weszłam do kaplicy, czuję, jakoby
wszystko odpadło od duszy mojej, jakobym dopiero wyszła z ręki Bożej, czuję nietykalność
swoje duszy, czuję, że jestem dziecię maleńkie. (Dz 102) Wtem ujrzałam wewnętrznie Pana,
Który mi rzekł: nie lękaj się, córko Moja, Ja jestem z tobą. – W tym jednym momencie
pierzchły wszystkie ciemności i udręczenia, zmysły zalane radością niepojętą, władze duszy
napełnione światłem. (Dz 101-103)
104.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN SWEGO CIAŁA PO PRZEŻYCIU NOCY CIEMNEJ
Jeszcze chcę wspomnieć, że choć dusza moja już była pod promieniami Jego miłości,
to jednak na ciele moim jeszcze przez dwa dni pozostały ślady przeszłej męki. Twarz
śmiertelnie blada i oczy zaszłe krwią. Jezus tylko wie com cierpiała. Wobec rzeczywistości
bladym to jest, com napisała. Nie umiem tego wypowiedzieć, zdaje mi się, ze wróciłam z
zaświatów. Czuję niechęć do wszystkiego, co jest stworzone. Tulę się do Serca Boga, jak
niemowlę do piersi matki. Patrzę na wszystko innym wzrokiem. Świadoma jestem tego, co
Pan dokonał jednym słowem w mej duszy, tym żyję. Na wspomnienie przeszłej męki dreszcz
mnie przenika. Nie wierzyłam, że można tak cierpieć, gdybym sama nie przeszła tego. – Jest
cierpienie na wskroś duchowe. (Dz 104)
105-107.
ŚW. FAUSTYNA W CZASIE TYCH DOŚWIADCZEŃ NIE OPUSZCZAŁA KOMUNII ŚW.
Jednak w tych wszystkich cierpieniach i walkach nie opuszczam Komunii św. Kiedy
zdawało mi się, że nie powinnam komunikować, wtedy szlam przed Komunia św. do
Mistrzyni i powiedziałam jej, że nie mogę iść do Komunii św., zdaje mi się, że nie powinnam
przystępować. Ona mi jednak nie pozwalała opuszczać Komunii św. i poszłam i poznałam, że
uratowało mnie tylko posłuszeństwo.
Sama Mistrzyni później powiedziała mi, że te doświadczenia przeszły u mnie prędko,
tylko dlatego, że Siostra była posłuszna. Moc posłuszeństwa tylko, że Siostra tak mężnie
przebrnęła. Prawda, że Pan sam mnie wyprowadził z tej męki, ale wierność posłuszeństwu
podobała Mu się. Chociaż są to rzeczy przerażające, jednak nie powinna się nimi żadna dusza
przerażać zbytecznie, bo nie da Bóg ponad to, co możemy. (Dz 106)A z drugiej strony, może
nigdy nie dopuści na nas podobnych mąk, a piszę dlatego, że jeżeli się Panu podoba jakąś
duszę prowadzić przez podobne męki, niech się nie lęka, ale będzie we wszystkim, o ile od
niej zależy, wierna Bogu. Bóg duszy krzywdy nie zrobi, gdyż jest sama miłością i w tej
niepojętej miłości powołał ja do bytu. Chociaż kiedy byłam w tych utrapieniach nie
rozumiałam tego. (Dz 106) O Boże mój, poznałam, że nie jestem z tej ziemi, wlał to Pan w
moją duszę w wysokim stopniu. Obcowanie moje jest więcej w niebie, aniżeli na ziemi,
chociaż w niczym nie zaniedbuję obowiązków swoich. (Dz 105-7)
108.
ŚW. FAUSTYNA POTWIERDZA, ŻE PRZEZ TE DOŚWIADCZENIA PAN JEZUS SAM JĄ PRZEPROWADZIŁ
W tych chwilach nie miałam kierownika duszy i nie znałam żadnego kierownictwa.
Prosiłam Pana i nie dawał mi kierownika. Sam Jezus jest Mistrzem moim od dzieciństwa, aż
dotąd. Przeprowadził mnie przez wszystkie puszcze i niebezpieczeństwa, widzę jasno, że
tylko Bóg mógł mnie przeprowadzić przez tak wielkie niebezpieczeństwa bez żadnej szkody i
bez szwanku, gdzie dusza moja została nietknięta i zawsze zwyciężałam wszelki trudności,
które były do nie pojęcia. Wychodziła […]. jednak dał mi Pan kierownika, ale później. (Dz
108)
109.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY, KTÓRA PRZEŻYŁA NOC CIEMNĄ
Po tych cierpieniach dusza jest wielkiej czystości ducha i wielkiej bliskości Boga,
chociaż musze jeszcze wspomnieć, ze w tych udręczeniach duchowych ona jest blisko Boga,
ale jest ślepa. Jej wzrok duszy spowity w ciemności, a Bóg jest bliżej takiej duszy cierpiącej,
tylko cały sekret właśnie w tym, że ona o tym nie wie. Ona twierdzi, że nie tylko ja Bóg
opuścił, ale jest przedmiotem Jego nienawiści. Co za ciężka choroba wzroku duszy, która
rażona światłem Bożym, twierdzi, ze Go nie ma, a tymczasem jest tak silne, że ją oślepią.
Jednak poznałam później, ze Bóg jest bliżej niej w tych chwilach niż kiedy indziej, bo
zwykłej pomocy łaski nie przetrwałaby prób. Wszechmoc Boga tu działa i łaska
nadzwyczajna, bo inaczej załamałaby się pod pierwszym uderzeniem. (Dz 109)
110.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE TO CO ZASZŁO W JEJ DUSZY JEST DZIEŁEM ŁASKI BOŻEJ
O Boski Mistrzu, to tylko dzieło Twoje w duszy mojej. Ty, o Panie, nie boisz się
duszy postawić nad brzegiem strasznej przepaści, gdzie ona się trwoży i lęka i znowu
przywołuje ją do siebie. Oto są Twoje niepojęte tajemnice. (Dz 110)
111.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE W CZASIE TYCH DOŚWIADCZEŃ NIE NATRAFIŁA W SPOWIEDZI NA KAPŁANA, KTÓRY BY TE SPRAWY ROZUMIAŁ
Kiedy w tych udręczeniach duszy starałam się oskarżać w spowiedzi św. z jak
najdrobniejszych drobiazgów, kapłan ten dziwił się, że nie popełniam większych uchybień i
powiedział mi te słowa: jeżeli w tych udrękach Siostra jest tak wierna Bogu, to już to samo
daje świadectwo, że Bóg Siostrę wspiera szczególną łaską Swoją, a że Siostra tego nie
rozumie, to i dobrze. Jednak dziwna rzecz, że mnie w tych rzeczach spowiednicy nie mogli
ani zrozumieć, ani uspokoić, aż do spotkania z O. Andraszem a później z ks. Sopoćko. (Dz 111)
112.
ŚW. FAUSTYNA ZWRACA UWAGĘ NA PRZYMIOTY, KTÓRYMI ODZNACZAĆ SIĘ POWINIEN SPOWIEDNIK SŁUCHAJĄCY DUSZ DOŚWIADCZANYCH NOCĄ CIEMNĄ
Parę słów o spowiedzi i spowiednikach. Tylko to wspomnę, com doświadczyła i
przeżyła w własnej duszy. Trzy rzeczy są gdzie dusza nie odnosi pożytku w spowiedzi w tych
wyjątkowych chwilach.
Pierwsze. – Że spowiednik mało zna drogi nadzwyczajne i okazuje zdziwienie, jeżeli
dusza odsłoni mu te wielkie tajemnice, jakich Bóg dokonywał w duszy. To zdziwienie jego
już duszę subtelna zatrważa i ona spostrzega, ze spowiednik się waha wypowiedzieć swego
zdania, a dusza jeżeli to spostrzeże, nie uspokoi jej, ale jeszcze więcej ma wątpliwości po
spowiedzi, aniżeli przed spowiedzią, bo ona wyczuje, że spowiednik uspakaja ją, a sam nie
ma pewności. Albo – co mi się zdarzyło, ze spowiednik nie mogąc przeniknąć niektórych
tajemnic duszy – odmawia jej spowiedzi, okazuje jakąś bojaźń przed zbliżeniem się takiej
duszy do kratki. Jakże może dusza w takim stanie czerpać uspokojenie w konfesjonale, gdyż
ona jest subtelniejsza na każde słowo kapłana. Moim zdaniem w takich chwilach
szczególnych nawiedzin Bożych w duszy, jeżeli jej nie rozumie, powinien duszy wskazać
jakiegoś doświadczonego i światłego spowiednika, albo samemu zaczerpnąć światła, aby
duszy dąć to, co ona potrzebuje, a nie wprost odmówić jej spowiedzi, o w ten sposób naraża
ją na wielkie niebezpieczeństwa i może niejedna dusza opuścić drogę, na której ja Bóg
szczególniej chciał mieć. Jest to rzecz wielkiej wagi, bo sama tego doświadczyłam, ze już
zaczęłam się chwiać, pomimo tych szczególnych darów Bożych, chociaż mnie Bóg Sam
uspokajał, jednak zawsze pragnęłam mieć pieczęć Kościoła.
Druga rzecz. To, że spowiednik nie pozwoli się szczerze wypowiedzieć, okazuje
zniecierpliwienie. Dusza wtenczas milknie i nie mówi wszystkiego, a tym samym nie odnosi
pożytku, a tym mniej odnosi pożytku, a nie znając jej, dlatego zamiast pomóc duszy, to
szkodzi jej. A to dlatego, ze ona wie, że spowiednik nie zna jej, bo nie pozwoli całkowicie
odsłonić się jej, jak co do łask, tak i co do nędzy. A wiec próba nie jest stosowna. Miałam
niektóre próby, z których się śmiałam. Lepiej te rzecz wyrażę tymi słowami, że spowiednik to
lekarz duszy, wiec, jak lekarz nie znając choroby może dać stosowne lekarstwo? – Nigdy. –
Bo albo nie będzie wywierać żadnego skutku pożądanego, albo da za silne, gdzie powiększy
chorobę, a czasami – co nie daj boże – może nastąpić śmierć, ponieważ za silne. Mówię to z
doświadczenia, że w pewnych wypadkach wprost Sam Pan mnie powstrzymywał.
Trzecia rzecz. To, że się zdarza, że spowiednik nieraz lekceważy drobne rzeczy. Nic
nie ma w życiu duchowym drobnego. Czasami rzecz drobna na pozór odkryje rzecz wielkiej
wagi, a dla spowiednika jest snopem światła w poznaniu duszy. Wiele odcieni duchownych
kryje się w rzeczach drobnych.
Nigdy nie stanie gmach wspaniały, jeśli odrzucimy drobne cegiełki. Bóg od niektórej
duszy żąda wielkiej czystości, wiec zsyła jej głębsze poznanie nędzy. Oświecona światłem z
wysoka, lepiej poznaje, co się Bogu podoba, a co – nie. Grzech jest według poznania i światła
duszy, to samo i niedoskonałości, chociaż ona wie, że co do sakramentu ściśle należy, to jest
dążeniu do świętości i nie może spowiednik tego lekceważyć. Cierpliwość i łagodność
spowiednika otwiera dusze do najgłębszych tajni duszy. Dusza niejako bezwiednie odlania
swą przepastną głębię i czuje się silniejsza i odporniejsza, tutaj mężnie walczy, więcej się
stara, ponieważ wie, że musi z tego zdać sprawę.
Jeszcze jedno wspomnę co do spowiedników. On musi nieraz doświadczyć, musi
próbować, musi ćwiczyć, musi poznać, czy ma do czynienia ze słomą, czy z żelazem, czy z
czystym zlotem. Każda z tych trzech dusz potrzebuje odrębnego ćwiczenia. Musi – i to
koniecznie spowiednik wyrobić sobie o każdej sąd jasny, aby wiedział, co ona może
udźwignąć w pewnych chwilach, okolicznościach i wypadkach. Co do mnie, to później, po
wielu doświadczeniach, kiedy poznałem, że nie jestem zrozumiana, to nie odsłaniałam swej
duszy i nie mąciłam sobie spokoju. Ale to miało miejsce dopiero wtenczas – kiedy – czyli od
czasu, kiedy już te wszystkie laski były ponad sądem mądrego i wykształconego i
doświadczonego spowiednika. Teraz wiem, jak w niektórych wypadkach się kierować. (Dz 112)
113.
ŚW. FAUSTYNA PRZEDSTAWIA RADY DUSZOM WYBRANYM DO PRZEŻYCIA NOCY CIEMNEJ
I znowuż pragnę powiedzieć trzy słowa o duszy, która pragnie stanowczo dążyć do
świętości i odnosić owoc, czyli pożytek ze spowiedzi.
Pierwsze, całkowita szczerość i otwartość. Najświętszy i najmądrzejszy spowiednik,
nie może gwałtem wlać w duszę tego, co pragnie, jeżeli dusza nie będzie szczera i otwarta.
Dusza nieszczera, skryta, naraża się na wielkie niebezpieczeństwa w życiu duchowym i sam
Pan Jezus nie udziela się takiej duszy w sposób wyższy, bo wie, że ona nie odniosłaby
korzyści z tych łask szczególnych.
Drugie słowo – Pokora. Dusza nie korzysta należycie z sakramentu spowiedzi, jeżeli
nie jest pokorna. Pycha duszę utrzymuje w ciemności. Ona nie wie i nie chce dokładnie
wniknąć w głąb swej nędzy, maskuje się i unika wszystkiego, co by ja uleczyć miało.
Trzecie słowo – to posłuszeństwo. Dusza nieposłuszna, nie odniesie żadnego
zwycięstwa, chociaż by ja Sam Pan Jezus bezpośrednio spowiadał. Spowiednik
niedoświadczony nic takiej duszy nie pomoże. Na wielkie nieszczęście naraża się dusza
nieposłuszna i nic nie postąpi w doskonałości i nie da rady w życiu duchowym. Bóg
najhojniej obsypuje duszę łaskami, ale duszę posłuszną. (Dz 113)
114.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY CIERPIĄCEJ
O, jak miłe są hymny, płynące z duszy cierpiącej. Całe niebo zachwyca się taką duszą
– szczególnie, kiedy jest dotknięta przez Boga. Wywodzi za nim swe tęskne treny. Jej
piękność jest wielka, bo płynie z Boga. Idzie przez puszczę życia zraniona miłością Bożą.
Ona jedną stopą dotyka ziemi. (Dz 114)
115.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY, KTÓRĄ ŁASKA BOŻA PRZEPROWADZIŁA PRZEZ NOC CIEMNĄ
- Dusza, która wyszła z tych cierpień jest głęboko pokorna. Jej czystość duszy jest
wielka. Ona bez namysłu niejako lepiej wie, co w danej chwili należy czynić, a co zaniechać.
Wyczuwa najlżejsze dotknięcie łaski i jest bardzo wierna Bogu. Ona z daleka poznaje Boga i
cieszy się nieustannie Bogiem. Ona Boga nader szybko odkrywa w duszach innych, w ogóle
w otoczeniu. Dusza jest oczyszczona przez Samego Boga. Bóg, jako czysty Duch wprowadza
dusze w życie czysto duchowe. Sam Bóg wpierw tę dusze przygotował i oczyścił, czyli
uczynił ją zdolną do ścisłego obcowania z Sobą. W sposób duchowy obcuje ona z Panem w
miłosnym odpocznieniu. Mówi do Pana bez wyrażenia zmysłów. Bóg napełnia dusze swym
światłem. Jej rozum oświecony, widzi jasno i rozróżnia stopnie w życiu duchowym. Widzi,
kiedy się łączyła w sposób niedoskonały z Bogiem, gdzie zmysły brały udział i duchowość
była złączona ze zmysłami, choć już w sposób wyższy i szczególny – jednak niedoskonały.
Jest łączenie się z Panem wyższe i doskonalsze – to jest umysłowe. Dusza tu jest
bezpieczniejsza od złudzeń, duchowość jej jest głębsza i czystsza. W życiu, gdzie są zmysły,
tam więcej jest narażenia na złudzenia. Jak jej samej, tak i spowiedników ostrożność powinna
być większa. Są chwile, w których i Bóg wprowadza duszę w stan czysto duchowy. Zmysły
gasną i są jakoby umarłe, dusza jest jak najściślej zjednoczona z Bogiem, jest zanurzona w
Bóstwie, poznanie jej jest całkowite i doskonale, nie poszczególne – jak dawniej, ale ogólne i
całkowite. Cieszy się tym, ale jeszcze chcę mówić o tych chwilach próby. W tych chwilach
trzeba, aby spowiednicy mieli cierpliwość z taka duszą. Ale największą cierpliwość powinna
mieć dusza sama z sobą. (Dz 115)
116.
ŚW. FAUSTYNA DZIĘKUJE PANU JEZUSOWU ZA PRZEŻYCIE NOCY CIEMNEJ
Mój Jezu, Ty wiesz, co doznaje dusza moja na wspomnienie tych cierpień. Nieraz
dziwiłam się, że Aniołowie i Świeci siedzą cicho na takie cierpienia duszy. Jednak oni nas
szczególnie w tych chwilach kochają. Dusza moja nieraz krzyczała za Bogiem, jak małe
dziecię, kiedy matka zasłoni swoje oblicze, a ono jej poznać nie może, krzyczy, ile sił ma. O
Jezu mój, za te doświadczenia miłosne niech Ci będzie cześć i chwała. Wielkie i niepojęte jest
miłosierdzie Twoje. Wszystko o Panie, coś zamierzył względem mej duszy, jest przeniknięte
miłosierdziem Twoim. (Dz 116)
117.
ŚW. FAUSTYNA ZWRACA UWAGĘ NA TO, JAK WIELKĄ POMOCĄ W PRZEŻYWANIU TYCH DOŚWIADCZEŃ JEST ŻYCZLIWOŚĆ OTOCZENIA
Wspomnę tu, że otoczenie nie powinno dodawać cierpień zewnętrznych, bo naprawdę,
dusza, kiedy ma kielich po brzegi, to czasami właśnie ta kropelka, którą my dorzucamy do jej
kielicha będzie akurat za wiele i przeleje się kielich goryczy. I kto za taką dusze odpowie?
Strzeżmy się dorzucać cierpień innym, bo to się nie podoba Panu. Gdyby Siostry czy
Przełożeniu wiedzieli, lub się domyślali, że dana dusza jest w takich doświadczeniach, a
mimo to, jaszcze ze swej strony dodawaliby jej cierpienia, grzeszyłyby śmiertelnie i sam Bóg
upomniałby się za taka duszą. Nie mowie tu o wypadkach, które z natury stanowią grzech, ale
mówię o rzeczy, która w innym razie nie byłaby grzechem. Strzeżmy się mieć takie dusze na
sumieniu. Jest to wielka wada w życiu zakonnym i powszechna, że jak się widzi dusze
cierpiącą, to zawsze chce jej się dodać jeszcze więcej. Nie mowie o wszystkich, ale są.
Pozwalamy sobie na wydawanie sądów rozmaitych i mówimy tam, gdzie nie powinniśmy
tego nieraz powtarzać. ( Dz 117)
118-119.
ŚW. FAUSTYNA ZACHĘCA DO ZACHOWAWYWANIA MILCZENIA WEWNĘTRZNEGO I ZEWNĘTRZNEGO
Mały członek jest język, ale wielkie rzeczy czyni. Zakonnica niemilcząca, nie dojdzie
nigdy do świętości, czyli nie zostanie świętą. Niech się nie ludzi – chyba, że mówi przez nią
Duch Boży, wtenczas nie wolno milczeć. Ale na to, żeby słyszeć głos Boży, trzeba mieć ciszę
w duszy i być milczącą, nie milczeniem ponurym, ale ciszą w duszy, to jest skupieniem w
Bogu. Można wiele mówić, a nie przerwać milczenia, a zarazem można niewiele mówić, a
zawsze łamać milczenie. O, jak niepowetowana szkodę przynosi niezachowanie milczenia.
Wiele się krzywdy wyrządza bliźnim, ale najwięcej – to własnej duszy.
Według mojego pojęcia i doświadczenia, to reguła o milczeniu powinna być na
pierwszym miejscu. Bóg nie udziela się duszy gadatliwej, która jak truteń w ulu wiele
brzęczy, ale za to nie wyrabia miodu. Dusza gaduła, jest pusta we własnym wnętrzu. Nie ma
w niej ani cnót gruntownych, ani poufałości z Bogiem. Nie ma mowy o życiu głębszym, o
słodkim pokoju i ciszy, w której mieszka Bóg. Dusza nie zaznawszy słodyczy ciszy
wewnętrznej, jest duchem niespokojnym i mąci innym te ciszę. Widziałam wiele dusz w
przepaściach piekielnych, za niezachowanie milczenia. Same mi to powiedziały, kiedy ich
zapytałam, co było przyczyna ich zguby. Były to dusze zakonne. Mój Boże, co za ból, ze
przecież mogłyby być nie tylko w niebie, ale i nawet święte. O Jezu, ml osierdzia, drżę kiedy
pomyślę, że mam zdawać sprawę z języka, w języku jest życie, ale i śmierć, a nieraz językiem
zabijamy, popełniamy prawdziwe zabójstwo i to mamy jeszcze uważać za rzecz małą?
Naprawdę, nie rozumiem takich sumień. Poznałam pewna osobę, która dowiedziawszy się od
innej pewnej rzeczy, ktorą o niej mówiono… rozchorowała się ciężko, a więc ubyło tam wiele
krwi i wiele wylała łez i potem nastąpiło smutne następstwo, a więc nie miecz, ale język
dokonał tego. O mój Jezu milczący, miej miłosierdzie nad nami. (Dz 118-119)
120.
DUSZA OCZYSZCZONA W NOCY CIEMNEJ ZOSTAJE UMOCNIONA W WALCE O ZACHOWANIE ŁASK BOŻYCH
Zeszłam na temat milczenia, przecież nie o tym chcę mówić, ale o życiu duszy z
Bogiem i o jej odpowiedzeniu łasce kiedy dusza została oczyszczona i Pan poufale z nią
przestaje, teraz zaczyna się cała siła duszy w dążeniu do Boga. Jednak ona z siebie nic nie
może. Tutaj tylko Bóg urządza wszystko, dusza o tym wie i jest świadoma tego. Ona jeszcze
żyje na wygnaniu i rozumie dobrze, ze jeszcze mogą być i chmurne dni i dżdżyste, ale ona ma
się już inaczej na to wszystko patrzeć niż dotychczas. Nie ubezpiecza się w fałszywym
spokoju, ale pręży się do walki. Ona wie, że jest z pokolenia rycerskiego. Teraz lepiej sobie
zdaje sprawę ze wszystkiego. Ona wie, że jest rodzajem królestwa, wszystko się je tyczy co
wielkie i święte. (Dz 120)
121.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE PRZEŻYCIA DUSZY OCZYSZCZONEJ W NOCY CIEMNEJ
- Szereg łask, które Bóg zlewa na dusze po tych ognistych próbach. Cieszy się
ścisłym jednoczeniem z Bogiem. Wiele ma widzeń zmysłowych i umysłowych, wiele słyszy
słów nadprzyrodzonych i nieraz wyraźnych rozkazów, jednak pomimo tych łask, nie
wystarcza sama sobie. Tym właśnie mniej, że ja Bóg nawiedza tymi łaskami, bo jest w okazji
różnych niebezpieczeństw i łatwo może popaść w złudzenie. – Powinna prosić Boga o
przewodnika duchowego, ale nie tylko się modlić o przewodnika, ale trzeba się starać i
szukać takiego wodza, który zna się na rzeczy, jak wódz, który musi znać drogi, którymi ma
prowadzić do walki. Duszę, która jest zjednoczona z Bogiem, trzeba ją przygotować do
wielkich i zaciętych walk.
- Po tych oczyszczeniach i próbach, Bóg obcuje w duszy w sposób szczególny jednak
dusza nie zawsze współpracuje z tymi łaskami. Nie, żeby ona sama z siebie nie chciała
pracować, ale natrafiła na tak wielkie trudności zewnętrzne i wewnętrzne, że naprawdę trzeba
cudu , aby się taka dusza utrzymała na tych wyżynach. Tu potrzebuje koniecznie kierownika.
Duszę moją często napełniali wątpliwościami, a nieraz i sama się trwożyła, bo myślałam
sobie, że przecież jestem nieukiem, nie znam się na wielu rzeczach, a tym więcej na rzeczach
duchownych. Jednak, jeżeli wątpliwości się zwiększały, szukałam światła u spowiednika,
albo u Przełożonych. Jednak nie otrzymywałam tego, czego pragnęłam. (Dz 121)
122.
ANI PRZEŁOŻONA ANI SPOWIEDNIK NIE DALI WIARY WYZNANIOM ŚW. FAUSTYNY
Kiedy odsłoniłam się Przełożonym, jedna z Przełożonych poznała moją duszę i drogę,
jaką Bóg mnie chce prowadzić. Kiedy się stosowałam do jej wskazówek, zaczęłam szybko
postępować na drodze doskonałości. Jednak nie trwało to długo. Kiedy odsłoniłam głębiej
swą duszę, nie otrzymałam tego, czego pragnęłam, a Przełożonej zdały się te łaski
niepodobne, więc już nic zaczerpnąć od niej nie mogłam. Mówiła mi, że nie podobna, aby
Bóg tak obcował ze stworzeniem. Ja się o Siostrę boję, czy to nie jest jakie złudzenie. Niech
Siostra się poradzi jakiego kapłana. Jednak spowiednik mnie nie rozumiał i powiedział: –
lepiej, żeby Siostra pomówiła o tych rzeczach z Przełożonymi. I tak chodziłam od
Przełożonych do spowiednika, od spowiednika do Przełożonych, a uspokojenia nie
znajdowałam. Te łaski Boże zaczęły się dla mnie wielkim cierpieniem. Mówiłam nieraz
wprost do Pana: Jezu, ja się Ciebie boję, czy Ty nie jesteś jaki widmem. Jezus mnie zawsze
uspokajał, ale ja zawsze nie dowierzałam. Dziwna rzecz, nim ja więcej nie dowierzałam, to
Jezus więcej dawał dowodów, iż On jest sprawcą tych rzeczy. (Dz 122)
123.
Z POWODU BRAKU ZROZUMIENIA U PRZEŁOŻONYCH, ŚW. FAUSTYNA PRZESTAŁA MÓWIĆ O SWYCH WEWNĘTRZNYCH PRZEŻYCIACH
- Kiedy poznałam, że nic nie otrzymuję uspokojenia od Przełożonych, postanowiłam
nic nie mówić o tych rzeczach czysto wewnętrznych. Na zewnątrz starałam się, tak, jako
dobra zakonnica, o wszystkim mówić z Przełożonymi, ale o potrzebie duszy, już będę mówić
w konfesjonale. Dla wielu i to bardzo słusznych przyczyn, poznałam, że niewiasta nie jest
powołana do rozróżniania takich tajemnic. Naraziłam się na wiele cierpień niepotrzebnych.
Przez dłuższy czas byłam uważana jakoby opętana przez złego ducha i patrzono na mnie z
politowaniem, a Przełożona poczyniła pewne ostrożności co do mnie. Dolatywało do uszu
moich, iż Siostry patrzą na mnie, jako na taką. I zaciemnił się horyzont wokoło. Zaczęłam
unikać łask tych Bożych, ale cóż, przecież to nie było w mej mocy. Nagle ogarniało mnie tak
wielkie skupienie, że w brew woli pogrążałam się w Bogu i Pan utrzymywał mnie przy Sobie.
(Dz 123)
124.
POCZĄTKOWY LĘK DUSZY ZAMIENIA SIĘ W SPOKÓJ
W pierwszych chwilach dusza moja zawsze jest strwożona, ale później, dziwny spokój
i moc napełnia duszę. (Dz 124)
125-126.
OSOBY TRZECIE NIE MOGŁY POJĄĆ ŻĄDANIA PANA JEZUSA ODNOSZĄCE SIĘ DO NAMALOWANIA OBRAZU BOZEGO MIŁSIERDZIA
- Wszystko było jeszcze do zniesienia. Ale kiedy Pan zażądał, abym malowała ten
obraz, już teraz naprawdę zaczynają mówić i patrzeć na mnie, jako na jakąś histeryczkę i
fantastyczkę i już to jest trochę głośniejsze. Jedna z Sióstr przyszła, aby ze mną pomówić w
poufałości. I zaczęła się nade mną litować. Mówi mi: słyszę, że mówią o Siostrze, że jest
fantastyczka, że ma jakieś widzenia. Biedna Siostra, niech się Siostra broni przed tym.
Szczera była ta dusza i co słyszała – powiedziała mi szczerze. Ale podobne rzeczy codziennie
wysłuchiwać musiałam. A jak to mnie męczyło, jeden Bóg tylko wie. Jednak postanowiłam
sobie wszystko znosić w cichości, ani się nie tłumaczyć na zadawane mi pytanie. Jednych
drażniło to moje milczenie, a zwłaszcza więcej ciekawych. Drugie – głębiej myślące – mówił,
że jednak Siostra Faustyna musi być bardzo blisko Boga, że ma siłę znieść tyle cierpień. I
widziałam przed sobą jakby dwie grupy sędziów. Starałam się o ciszę wewnętrzną i
zewnętrzną. Nie mówiłam nic, co się tyczyło mojej osoby, chociaż byłam przez niektóre
Siostry wprost pytana. Zamilkły usta moje. Cierpiałam, jak gołębica, nie skarżąc się. Jednak
niektóre Siostry miła jakoby przyjemność, aby mi w jakikolwiek sposób dokuczyć. Drażniła
je moja cierpliwość, jednak Bóg dawał mi wewnętrznie tyle siły, że znosiłam to ze spokojem.
(Dz 125-126)
127.
ŚW. FAUSTYNA ZACZYNA MODLITWĘ O STAŁEGO SPOWIEDNIKA
- Poznałam, że od nikogo w tych chwilach pomocy mieć nie będę i zaczęłam się
modlić i prosić Pana o spowiednika. Pragnęłam, aby jakiś kapłan powiedział mi to jedno
słowo: bądź spokojna, na dobrej jesteś drodze, albo – odrzuć to wszystko, bo to nie od Boga
pochodzi. Jednak tak stanowczego kapłana nie znajdowałam, który by mi te jasne słowa
wypowiedział w imieniu Pana. A wiec w dalszym ciągu niepewność. O Jezu, jeżeli jest wola
Twoja, abym żyła w takiej niepewności, niech Imię Twoje będzie błogosławione. Proszę Cię,
Panie, kieruj Sam duszą moja i bądź ze mną, bo ja sama z siebie jestem niczym. (Dz 127)
128.
ŚW. FAUSTYNA ZNALAZŁA SIĘ POD USTAWICZNĄ KONTROLĄ SIÓSTR
Otóż już jestem osądzana na wszystkie strony, już nic nie ma, co by we mnie było, a
uszło sądów Sióstr, ale już się niejako wszystko wyczerpało i zaczęli mnie zostawiać w
spokoju. Umęczona dusza moja trochę odpoczęła, ale poznałam, że najbliżej był Pan ze mną
w tych prześladowaniach. Trwało to króciutko. Wybuchła znów silna burza. Teraz dawniejsze
podejrzenia stały się jakoby rzecz pewna i znowu te same pieśni trzeba słuchać. Tak się Panu
podoba to. Ale dziwna rzecz, że nawet na zewnątrz zaczęły mi się różne niepowodzenia. To
ściągało wiele różnych cierpień, Bogu tylko wiadomych. Jednak starałam się jak mogłam, –
aby wszystko czynić w jak najczystszej intencji. Widzę teraz, że jestem jak złodziej strzeżona
wszędzie: w kaplicy, przy obowiązku, w celi. Już teraz wiem, że oprócz obecności Bożej
mam zawsze obecność ludzką, napraw, nieraz bardzo ta obecność ludzka mnie męczyła. Były
chwile, że się zastanawiałam, czy się rozebrać do myci, czy nie. Naprawdę, biedne moje
łóżko, ono także było wiele razy kontrolowane. Śmiech mnie nieraz ogarnął, jak się
dowiedziałam, że nawet łóżka nie zostawia w spokoju. Sama mi jedna z Sióstr powiedziała,
że co dzień wieczorem patrzyła się do mnie do celi, jak się w niej zachowuję.
Jednak Przełożeni zawsze są przełożonymi. I chociaż mnie osobiście upokarzali i
nieraz napełniali różnymi wątpliwościami, to jednak zawsze pozwalali mi na to, co żądał Pan,
chociaż nie tak, jak prosiłam, ale w inny sposób czynili zadość żądaniom Pana i pozwalali mi
na te pokuty i ostrości. (Dz 128)
129.
ŚW. FAUSTYNA WSPOMINA UPOKORZENIE, KTÓRE ZNIOSŁA OD PEWNEJ SIOSTRY
W pewnym dniu, jedna z Matek tak się na mnie nagniewała i tak mnie upokarzała, że
już myślałam, że nie zniosę tego. Mówi mi: dziwaczko, histeryczko, wizjonerko, wynoś mi
się z pokoju, niech nie znam Siostry. – Sypało się na głowę moją wszystko, co się dało. Kiedy
przyszłam do celi, padłam na twarz przed krzyżem i spojrzałam na Jezusa, a nie mogłam już
ani jednego słowa wymówić. A jednak taiłam się przed innymi i udawałam, jakoby nic nie
zaszło pomiędzy nami. Szatan zawsze korzysta z takich chwil, zaczęła mi przychodzić myśli
zniechęcenia – za wierność i szczerość – masz nagrodę. Jak można być szczerą, kiedy się jest
tak niezrozumianą. Jezu, Jezu, już nie mogę. Upadałam znowuż na ziemie pod tym ciężarem i
pot wystąpił na mnie i lęk jakiś zaczął mnie ogarniać. Nie mam się na kim wewnętrznie
oprzeć. W tym usłyszałam głos w duszy: Nie lękaj się, Ja jestem z tobą – i jakieś dziwne
światło oświeciło mój umysł i poznałam, że nie powinnam się poddawać takim smutkom, i
jakaś siła napełniła mnie i wyszłam z celi z nowa odwagą do cierpień. (Dz 128-129)
130-131.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE SWOJE DUCHOWE PRZEŻYCIA, KTÓRYCH DOŚWIADCZYŁA PRZED PIERWSZĄ PROFESJĄ ZAKONNĄ
Jednak zaczęłam się trochę opuszczać. Nie zwracałam uwagi na te wewnętrzne
natchnienia. Starałam się być rozproszona. Jednak pomimo gwaru i rozproszenia, widziałam,
co się w duszy mojej działo. Mowa Boża wymowna jest i nic jej zagłuszyć nie może.
Zaczęłam unikać spotkania się z Panem we własnej duszy, bo nie chciałam być ofiarą
złudzenia. Jednak Pan mnie niejako ściga swymi darami i naprawdę, na przemian
doznawałam męki i radości. O różnych widzeniach i łaskach tutaj nie wspominam, które w
tym czasie Bóg mi udzielił, bo mam to na innym miejscu zanotowane, ale wspomnę to, że już
doszły te różne cierpienia do szczytu i postanowiłam sobie, przed ślubami wieczystymi już
skończyć z tymi wątpliwościami. Przez czas cały próbacji modliłam się o światło dla kapłana,
przed którym miałam się odsłonić – całą dusze na wskroś. I prosiłam Boga, aby mi On Sam w
tym dopomógł i dał mi łaskę, abym mogła wypowiedzieć najtajniejsze rzeczy, jakie są
pomiędzy mną, a Panem, i był tak usposobiona, że jakkolwiek ten kapłan zadecyduje, to będę
uważać, jakoby Samego Jezusa. Mniejsza o to, co za sąd na mnie wyda, ja tylko pragnę
prawdy i stanowczej odpowiedzi na pewne pytania. Zdana jestem zupełnie na Boga i dusza
moja pragnie prawdy. Już dłużej nie mogę żyć w wątpliwościach, chociaż w duszy miałam
tak wielka pewność, że rzeczy te od Boga pochodzą, że oddałabym za nie życie, ale jednak
ponadto wszystko, przełożyłam zdanie spowiednika i postanowiłam sobie tak postępować, jak
on uzna i udzieli mi wskazówek. Te chwilę widzę, która zadecyduje jak mam postępować
przez całe życie. Wiem, że od niej będzie zależeć wszystko. Mniejsza o to, czy mi powie
zgodnie z moimi natchnieniami, czy też całkiem przeciwnie, już to mnie nie obchodzi. Ja
pragnę poznać prawdę i za nią iść.
Jezu, Ty możesz mnie wspomóc. I już od tej chwili zaczęłam. – Taję wszystkie łaski w
duszy i czekam na tego, którego mi Pan przyśle. Nie wątpiąc nic w sercu swoim, jakaś
odwaga weszła w duszę moją. (Dz 130-131)
132.
WEDŁUG ŚW. FAUSTYNY DUCH ŚWIĘTY POSŁUGUJE SIĘ SPOWIEDNIKAMI NAWET BEZ ICH PEŁNEJ ZNAJOMOŚCI DUSZY PENITENTA
Muszę jeszcze wspomnieć, że są niektórzy spowiednicy, że dopomagają duszy i są,
którzy się zdawać mogło ojcami duchownymi, ale dotąd, jak wszystko idzie dobrze, a jak
dusza znajdzie się w większych potrzebach, wtenczas są jakby bezradni i nie mogą, czy też
nie chcą duszy zrozumieć. Starają się jak najprędzej ją pozbyć, ale jeżeli dusza jest pokorna,
to choć trochę zawsze korzysta. Bóg Sam nieraz rzuci snop światła w głąb duszy, za jej
pokorę i wiarę. Powie nieraz spowiednik to, co wcale powiedzieć nie zamierzał i sam nie
zdaje sobie z tego sprawy. O, niechaj dusza wierzy, że są to słowa Samego Pana, chociaż
musimy wierzyć, że każde słowom w konfesjonale jest Boże, ale to, co wspomniałam wyżej,
jest coś wprost od Boga. I dusza to czuje, że kapłan nie jest od siebie zależny – mówi to, co
nie chciał wypowiedzieć. Otóż tak Bóg nagradza wiarę. Odczulam to po wiele razy na sobie.
Pewien kapłan bardzo uczony i wielce podważany – czasami wypadło mi iść do niego do
spowiedzi – zawsze był surowy i sprzeciwiał mi się w tych rzeczach, ale raz odpowiedział mi:
wiedz Siostro, że jeżeli Bóg żąda, abyś tego dokonała, więc nie trzeba się sprzeciwiać. Bóg
chce czasami właśnie w ten sposób być chwalonym. Bądź spokojna, jak Bóg zaczął – to Bóg
dokończy, ale mówię ci, wierność Boga i poora, jeszcze raz pokora. Zapamiętaj to sobie, co ci
dziś powiedziałem. Ucieszyłam się i pomyślałam, że może mnie ten kapłan zrozumiał. Jednak
okoliczności tak się złożyły, że już więcej się u niego nie spowiadałam. (Dz 132)
133.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE UPOKORZENIE DOZNANE ZE STRONY PEWNEJ SIOSTRY
- W pewnej chwili przywołała mnie jedna ze starszych Matek i jakby z jasnego nieba
zaczęły się gromy ogniste, tak, że nawet nie wiedziałam, o co się rozchodzi. Jednak pokrótce
zrozumiałam, że to jest za to, co wcale ode mnie nie zależy. Mówi mi, że niech Siostra sobie
wybije z głowy, żeby Pan Jezus miał z Siostrą tak poufale przestawać, z taką nędzą, a taką
niedoskonałą. Pan Jezus tylko ze świętymi duszami obcuje, zapamiętaj to sobie. Przyznałam,
że ma wielka racje, bo ja jestem nędzna, ale jednak ufam miłosierdziu Bożemu. Kiedy się
spotkałam z Panem, upokarzałam się i mówiłam: Jezu, Ty z takimi nędznymi podobno nie
obcujesz? – Bądź spokojna, córko Moja – właśnie przez taką nędzę chce okazać moc
miłosierdzia Swego. Poznałam, że Matka ta raczej chciała mnie tylko upokorzyć. (Dz 133)
134.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE DOŚWIADCZYŁA WIELE ŁASK W KRÓTKIM CZASIE
- O mój Jezu, wiele mi dałeś w tym krótkim życiu doświadczeń, wiele rzeczy
zrozumiałam, nawet takich, że teraz się dziwię. O, jak dobrze zdać się we wszystkim na Boga
i pozwolić Bogu w całej pełni działać w duszy. (Dz 134)
135-136.
PAN JEZUS PRZYGOTOWUJE ŚW. FAUSTYNĘ NA PRZYJĘCIE JEGO WOLI
W czasie trzeciej próbacji Pan dał mi poznać, żebym Mu się ofiarowała, aby mógł
czynić ze mną to, co Mu się podoba. Mam zawsze stawać przed Nim, jako ofiara. Zlękłam się
w pierwszej chwili czując się nędza bezdenną i znając dobrze siebie. Odpowiedziałam Pan
jeszcze raz: – jestem nędzą samą, jak mogę być zakładniczką? Dziś tego nie rozumiesz.
Jutro dam ci poznać w czasie adoracji. Serce mi drżało i dusza. Słowa mi tak głęboko
utkwiły w duszy. Mowa Boża żywa jest. Kiedy przyszłam na adorację, odczuwałam w duszy,
że weszłam do świątnicy Boga Żywego, którego Majestat wielki i niepojęty. I dal mi Pan
poznać, czym są nawet najczystsze duchy wobec Niego. Chociaż na zewnątrz nic nie
widziałam, obecność Boża przenikała mnie na wskroś. W tej chwili dziwnie mój umysł został
oświecony. Przesunęła się przed oczyma mej duszy wizja, jak u Pana Jezusa w Ogrójcu.
Najpierw cierpienia fizyczne i wszystkie okoliczności, które je powiększą: cierpienia
duchowe w całej rozciągłości i te, o których nikt wiedzieć nie będzie. W tę wizję wchodzi
wszystko: posądzanie niewinne, odebranie dobrej sławy. Napisałam to w streszczeniu, ale to
poznanie było tak jasne, ze to, co później przeżywałam, nic się nie różniło od chwili kiedy
poznałam. Imię moje ma być „ofiara”. Kiedy skończyła się wizja, zimny pot spłynął mi po
czole. Jezus dal mi poznać, że chociaż się nie zgodzę na to, to jednak mogę się zbawić i łask,
których mi udziela, nie zmniejszy i nadal będzie w takiej samej poufałości ze mną, tak, że
chociaż się nie zgodzę na tę ofiarę, to nie zmniejszy przez to hojność Boża. I dal mi Pan
poznać, że cała tajemnica ode mnie zleży, od mojego dobrowolnego zgodzenia się na tę ofiarę
z całą świadomością umysłu. W tym akcie dobrowolnym i świadomym, jest cala moc i
wartość przed Jego Majestatem. Chociażby mnie nic z tego na com się ofiarowała nie
dosięgło, jednak przed Panem jest jakby już wszystko dokonane. W tym momencie poznałam,
że wchodzę w łączność z Majestatem Niepojętym. Czuje, ze Bóg czeka na moje słowo, na
moja zgodę. Wtem, duch mój pogrążył się w Panu i rzekłam: czyń ze mną, co ci się podoba,
poddaje się woli Twojej. Wola Twoja św. od dziś jest mi pokarmem. Wierna będę żądaniom
Twoim, przy pomocy Twojej łaski. Czyń ze mną co Ci się podoba. Błagam Cię, o Panie, bądź
ze mną w każdym momencie życia mojego. (Dz 135-136)
137-138.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY PO WYRAŻENIU ZGODY NA SPEŁNIENIE SIĘ BOŻEJ WOLI W JEJ ŻYCIU
Wtem – kiedy się zgodziłam wola i sercem, na tę ofiarę – obecność Boża przeniknęła
mnie na wskroś. Dusza moja została pogrążona w Bogu i zalana tak wielkim szczęściem, że
ani w części tego napisać nie mogę. Czułam, że Majestat Jego otacza mnie. Dziwnie zostałam
zlana z Bogiem. Widziałam wielkie upodobanie Boże w sobie i nawzajem utonął duch mój w
Nim. Świadoma tego zjednoczenia się z Bogiem, czuję, że jestem szczególnie miłowana i
nawzajem – kocham całą siłą swej duszy. – Tajemnica wielka zaszła na tej adoracji.
Tajemnica między mną, a Panem i zdawało mi się, że skonam z miłości w Jego spojrzeniu.
Choć mówiłam wiele z Panem, jednak bez słowa. I powiedział Pan: jesteś rozkoszą dla
Serca Mojego, od dziś każdy uczynek najdrobniejszy ma w oczach Moich upodobanie,
cokolwiek czynić będziesz. – W tym momencie czułam się przekonsekrowaną. Powłoka
ciała jest ta sama, ale dusza inna, w niej mieszka Bóg z całym Swoim upodobaniem. Nie
uczucie, ale świadoma rzeczywistość, której nic mi przyćmić nie może. Wielka tajemnica
zadzierzgnęła się miedzy mną a Bogiem. Odwaga i moc pozostała w duszy mojej. Kiedy
wyszłam z adoracji, ze spokojem spojrzałam w oczy temu wszystkiemu, czego się przedtem
tak bardzo lękałam. Kiedy wyszłam na korytarz, zaraz mnie spotkało wielkie cierpienie i
upokorzenie przez jedną osobę. Przyjęłam z poddaniem się woli wyższej i głęboko
przytuliłam się do Najśw. Serca Jezusowego Pana, dając poznać, że jestem gotowa do tego,
na co się ofiarowałam. Cierpienie wyrastało jakby spod ziemi, sama Matka Małgorzata
dziwiła się temu. Innym wiele rzeczy ujdzie, bo naprawdę nie warto na to zwracać uwagi, ale
mnie nic nie uchodzi, każde słowo analizowane, każdy krok uważany. Jedna Siostra
powiedziała mi: nich się Siostra przygotuje na przyjęcie krzyżyka, jaki Siostrę czeka od Matki
Przełożonej, tak mi Siostry żal. A ja w duszy cieszę się na to i już od dawna jestem na to
gotowa. Kiedy zauważyła moją odwagę, zdziwiła się temu. Teraz widzę, że dusza z siebie
niewiele może, ale z Bogiem, wszystko może. Oto, co może łaska Boża. Mało jest dusz, które
by zawsze były czujne na natchnienie Boże, a jeszcze mniej jest dusz takich, które by wiernie
szły za natchnieniem Bożym. (Dz 137-138)
139.
ŚW. FAUSTYNA ZALECA, ABY DUSZE NIE DOWIERZAŁY NATCHNIENIOM, AŻ DO CZASU UTWIERDZENIA PRZEZ ŚWIATŁEGO SPOWIEDNIKA
Jednak dusza wierna Bogu nie może sama rozstrzygać swych natchnień, musi je
poddawać pod kontrolę bardzo wykształconego i mądrego kapłana i dopokąd się nie upewni,
niech się trzyma nie dowierzająco. Tym natchnieniom i wszelkim łaskom wyższym, niech nie
dowierza sama, bo się narazić może na wielkie straty.
Chociaż dusza odróżnia zaraz fałszywe natchnienia od Bożego, jednak niech będzie
ostrożna, bo wiele jest rzeczy niepewnych. Bóg lubi i cieszy się, kiedy dusza nie dowierza
Jemu Samemu, dla Niego Samego, dlatego, że Go kocha, to jest ostrożna i pyta się i sama
szuka pomocy, aby stwierdzić, czy to naprawdę Bóg jest, co w niej działa. A utwierdziwszy
się przez światłego spowiednika, niech będzie spokojna i odda się Bogu według Jego
wskazówek, to jest wskazówek spowiednika. (Dz 139)
140.
CZYSTA MIŁOŚĆ ZDOLNA JEST PRZEZWYCIĘŻYĆ WSZELKIE TRUDNOŚCI
Miłość czysta zdolna jest do czynów wielkich i nie łamią jej trudności ani
przeciwności, jak miłość mocna – wielkich trudności – tak też jest wytrwała w szarym,
codziennym, żmudnym życiu. Ona wie, że by się Bogu przypodobać, jednego potrzeba, to
jest, aby najdrobniejsze rzeczy czynić z wielkiej miłości, – miłość i zawsze miłość.
Miłość czysta nie błądzi, ona ma dziwnie dużo światła i nic nie zrobi, co by się Bogu
miało nie podobać. Przemyślna jest w czynieniu tego, co milsze Bogu i nikt jej nie dorówna;
szczęśliwa gdy może się wyniszczać i płonąć, jak czysta ofiara. Im więcej czyni z siebie, tym
jest szczęśliwsza, ale też nikt nie umie wyczuć niebezpieczeństw tak z daleka, jak ona; umie
zdzierać maskę i wie z kim ma do czynienia. (Dz 140)
141.
PAN JEZUS PRZYGOTOWAŁ POMOC ŚW. FAUSTYNIE W OSOBACH DWÓCH KAPŁANÓW
- Ale udręki moje już dobiegają końca. Pan daje mi obiecaną pomoc, widzę ją w
dwóch kapłanach – to jest w Ojcu Andraszu i ks. Sopoćko. W rekolekcjach przed ślubami
wieczystymi pierwszy raz zostałam gruntownie uspokojenia, a później przez ks. Sopoćko w
tym samym kierunku byłam prowadzona – tu się spełniła obietnica Pana. (Dz 141)
142.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE STAN DUSZY PO UZYSKANIU POMOCY SPWIEDNIKA
Kiedy zostałam uspokojona i pouczona jak postępować po tych drogach Bożych, duch
mój rozradował się w Panu i zdawało mi się, że nie idę, ale biegnę, zostały mi rozwiązane
skrzydła do lotu i zaczęłam szybować w sam żar słońca i nie obniżę się, aż spocznę w Tym, w
Którym utonęła dusza moja na wieki. I poddałam się całkowicie wpływowi łaski; wielkie są
zniżenia Boże do duszy mojej. Nie usuwam się ani wymawiam, ale tonę w Nim, jako
Jedynym Skarbie swoim. Jedno jestem z Panem, niejako niknie przepaść między nami.
Stwórca i stworzenie. Przez parę dni dusza moja była jakoby w ustawicznej ekstazie.
Obecność Boża ani na chwilę nie opuszczała mnie. I dusza moja trwała w ustawicznym
miłosnym złączeniu z Panem. Jednak nie przeszkadzało mi to w spełnianiu obowiązków.
Czułam, ze jestem przemieniona w miłość, płonęłam cała, ale bez szkody. Ustawicznie
tonęłam w Bogu, Bóg mnie tak silnie i potężnie pociągał ku Sobie, ze chwilami nie zdałam
sobie sprawy, ze jestem na ziemi. Przez tyle czasu krępowałam łaskę Bożą i lękałam się jej,
teraz Bóg Sam przez tego ojca Andrasza usunął wszelkie trudności. Duch mój został
zwrócony ku słońcu i rozkwitł w Jego promieniach dla Niego Samego, już nie rozu – [urywa i
od nowego wiersza zaczyna inną myśl] (Dz 142)
143.
ŚW. FAUSTYNA WSPOMINA CHWILE, W KTÓRYCH PAN JEZUS USPOKAJAŁ JEJ WĄTPLIWOŚCI
- Wiele marnowałam łaski Bożej, gdyż zawsze się bałam złudzenia. I chociaż Bóg
mnie tak potężnie pociągał ku Sobie, że często nie było w mej mocy opierać się łasce Jego,
gdy nagle zostałam pogrążona w Nim, a w tych chwilach Jezus mnie tak napełniał Swym
pokojem, że później chociaż chciałam się niepokoić, to nie mogłam. I wtem usłyszałam w
duszy, że te słowa: – abyś była spokojna, iż Ja jestem sprawcą tych wszystkich żądań od
ciebie, udzielę ci tak głębokiego spokoju, iż chociażbyś chciała się niepokoić i trwożyć,
dziś nie będzie to w twej mocy, ale miłość zalewać będzie twa duszę, aż do zapomnienia o
sobie. Dz 143)
144.
ŚW. FAUSTYNA WSPOMINA DRUGIEGO KAPŁANA, KTÓRY Z WOLI BOŻEJ POMÓGŁ JEJ WZRASTAĆ DUCHOWO
Później Jezus dał mi drugiego kapłana, przed którym kazał mi odsłonić swoją duszę.
Chociaż w pierwszej chwili czyniłam to trochę z ociąganiem się, ale surowe upomnienie
Jezusa dokonało w duszy mojej głębokiej pokory. Pod jego kierownictwem szybko dusza
moja postępowała w miłości Bożej i wiele życzeń Pańskich zostało na zewnątrz spełnione.
Nieraz zastanawiałam się nad odwagą i głębią pokory jego. (Dz 144)
145.
POSTĘP W ŻYCIU WEWNĘTRZNYM ZALEŻY OD POMOCY STAŁEGO SPWIEDNIKA
O, jak nędzną moja dusza, która tyle łask zmarnowała. Uciekałam przed Bogiem, a On
ścigał Swymi łaskami. Najczęściej doznawałam łask Bożych, kiedy się najmniej tego
spodziewałam. Od chwili, kiedy mi Pan dał kierownika duszy, jestem wierniejsza łasce.
Dzięki kierownikowi, jego czujności nad duszą, ale poznałam, co to jest kierownictwo i jak
Jezus się na to patrzy. Za najmniejsze uchybienie Jezus mnie upominał i zaznaczał mi, że
sprawy, które przedstawiam spowiednikowi, On Sam rozsądza, – a wszelkie uchybienie
przeciw niemu, Mnie Samego dosięga. (Dz 145)
145a.
POD OPIEKĄ SPOWIEDNIKA ŚW. FAUSTYNA DOŚWIADCZYŁA DUCHOWEGO POKOJU
Kiedy dusza moja pod jego kierownictwem zaczęła zażywać głębokiego skupienia i
pokoju, często słyszałam w duszy te słowa: umacniaj się do walki parokrotnie nieraz
powtórzone. (Dz 145)
145b.
DO CZASU POZNANIA SPOWIEDNIKÓW, PAN JEZUS OSOBIŚCIE PROWADZIŁ ŚW. FAUSTYNĘ PO DROGACH DOSKONAŁOŚCI
- Jezus daje mi poznać często, co Mu się w duszy mojej nie podoba i nieraz strofował
mnie za takie na pozór drobiazgi, a jednak w rzeczy samej miały wielkie znaczenie,
przestrzegał mnie i ćwiczył jak Mistrz. Przez wiele lat wychowywał mnie Sam, aż do chwili,
kiedy daŁ mi kierownika duszy. Dawniej Sam mi dawał poznać, czego nie rozumiałam, a
teraz każe mi się pytać wszystkiego spowiednika i często mówi mi tak: a Ja ci odpowiem
przez usta jego, bądź spokojna. Jeszcze mi się nie zdarzyło, abym kiedy otrzymała
sprzeczna odpowiedź z tym, co żądał Pan ode mnie i przedstawiłam kierownikowi. Nieraz
zdarza się, że Jezus mi wpierw niektóre rzeczy poleca i nikt przecież o tym nie wie, a kiedy
się zbliżałam do kratki – to samo mi polecił spowiednik – jednak często nie. (Dz 145)
145c.
PO UMOCNIENI RADĄ SPOWIEDNIKA DUSZA WEZWANA JEST DO CZYNU
- Kiedy przez długi czas dusza otrzymywała wiele światła i natchnień i kiedy
spowiednicy zatwierdzili jej spokój i pochodzenie ich, jeżeli miłość jej jest wielka, teraz Jezus
daje jej poznać, że czas, aby to, co otrzymywała wprowadziła w czyn. Dusza poznaje, że Pan
liczy na nią, a ta wiadomość dodaje jej siły, ona wie, że aby być wierna będzie musiała nieraz
się narazić na różne trudności, ale ona ufa Bogu i dzięki tej ufności dochodzi tam, gdzie ja
Bóg wzywa. Trudności jej nie przerażają, są dla niej jakby chlebem powszednim – wcale jej
nie przerażają, ani zastraszają, jak rycerza, który jest ustawicznie w boju, nie przeraża go huk
armat. Daleka od przerażania się, ale nadsłuchuje, z której strony nieprzyjaciel atakuje, by
odnieść zwycięstwo. Nic na ślepo nie robi, ale bada, zastanawia się głęboko, a nie licząc na
siebie, modli się gorąco i zasięga rady rycerzy doświadczonych i mądrych, a tak postępując,
prawie zawsze zwycięża. (Dz 145)
145d.
W OKRESIE NAGŁYCH ATAKÓW ZŁEGO DUCHA, NALEŻY UCIEC SIĘ DO RANY SERCA JEZUSOWEGO
Bywają zaatakowania, gdzie dusza nie ma czasu ani na zastanowienie, ani zasięgnięcie
rady, ani na nic, wtenczas trzeba walczyć na śmierć i życie, czasami jest dobrze uciec się do
Rany Serca Jezusowego, nie odpowiadając ani jednego słowa – tym samym nieprzyjaciel już
jest zwyciężony. (Dz 145)
145e.
W CZASIE DUCHOWEGO SPOKOJU NALEŻY ĆWICZYC WOLĘ NA CZAS KOLEJNEJ WALKI
W czasie spokoju dusza tak samo robi wysiłki jak i w czasie walki. Musi się ćwiczyć i
to bardzo, bo inaczej nie ma mowy o zwycięstwie. Czas pokoju uważam za czas
przygotowania do zwycięstwa. Musi ustawicznie czuwać – czujność, jeszcze raz czujność.
Dusza, która się zastanawia, otrzymuje wiele światła. Dusza rozproszona, sama siebie naraża
na upadki i niech się nie dziwi, że upada. O Duchu Boży, kierowniku duszy, mądry jest ten,
kogo Ty wyćwiczysz. Ale, aby mógł Duch Boży działać w duszy – trzeba ciszy i skupienia.
(Dz 145)
146.
KAŻDY POWINIEŃ SIĘ MODLIĆ
Modlitwa. Dusza zbroi się przez modlitwę do walki wszelakiej. W jakimkolwiek
dusza jest stanie powinna się modlić. – Musi się modlić dusza czysta i piękna, bo inaczej
utraciłaby swa piękność; modlić się musi dusza dążąca do tej czystości, bo inaczej nie
doszłaby do niej; modlić się musi dusza dopiero co nawrócona, bo inaczej upadłaby z
powrotem; modlić się musi dusza grzeszna, pogrążona w grzechach, aby mogła powstać. I nie
ma duszy, która by nie była obowiązana do modlitwy, bo wszelka łaska spływa przez
modlitwę. (Dz 146)
147.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE NAJWIĘCEJ ŚWIATŁA OTRZYMYWAŁA W CZASIE ADORACJI
Przypominam sobie, że najwięcej światła otrzymałam w adoracji, które odprawiałam
codziennie przez pół godziny przez cały post przed Najświętszym Sakramentem leżąc
krzyżem. W tym czasie poznałam głębiej siebie i Boga. Pomimo, że miałam wiele przeszkód
do odprawienia takiej modlitwy, pomimo, że miałam pozwolenie Przełożonych. Niech dusza
wie, że aby się modlić i wytrwać w modlitwie, musie się uzbroić w cierpliwość i mężnie
pokonywać trudności zewnętrzne i wewnętrzne. Trudności wewnętrzne – zniechęcenie,
oschłość, ociężałość, pokusy; zewnętrzne – wzgląd ludzki i uszanować chwile, które są
przeznaczone na modlitwę. Sama tego doświadczyłam, że jeżeli nie odprawiłam modlitwy w
czasie dla nie przeznaczonym, później już jej nie odprawiłam, bo mi obowiązki nie
pozwoliły, a jeżeli ją odprawiłam, to z wielkim trudem, myśl ucieka do obowiązku. Zdarzała
mi się ta trudność, że jeżeli dusza dobrze odprawiła modlitw i wyszła z niej z wewnętrznym,
głębokim skupieniem, inni sprzeciwiają jej się w tym skupieniu, a więc musi być
cierpliwość, aby wytrwać w modlitwie. Zdarzała mi się rzecz taka niejednokrotnie, że kiedy
dusza moja była głębiej pogrążona w Bogu i większy owoc odniosła z modlitwy i obecność
Boga towarzyszyła w ciągu dnia, a przy pracy było większe skupienie i większa dokładność i
wysiłek w obowiązku, – to jednak zdarzało mi się, że właśnie wtenczas najwięcej miałam
upomnień, że jestem nieobowiązkowa, że jestem obojętna na wszystko, bo dusze mniej
skupiona chcą, aby i inni byli im podobnie, ponieważ są dla nich ustawicznym wyrzutem. (Dz 147)
148.
DUSZA SZLACHETNA WE WSZYSTKIM SZUKA BOGA
Dusza szlachetna i delikatna może być nawet najprostsza, ale o uczuciach delikatnych;
taka dusza we wszystkim upatruje Boga, wszędzie Go znajduje, umie Boga znaleźć nawet
pod najtajniejszymi rzeczami. Wszystko dla niej ma znaczenie, wszystko sobie wysoce ceni,
za wszystko Bogu dziękuje, ze wszystkiego wyciąga korzyści dla duszy, a wszystką chwałę
odnosi do Boga, Jemu ufa i nie miesza się, gdy przyjdzie czas doświadczeń. Ona wie, że Bóg
zawsze jest Ojcem najlepszym, a na wzgląd ludzki niewiele zważa. Za najmniejszym
podmuchem Ducha Świętego idzie wiernie, cieszy się tym Gościem, duchowym i trzyma się
Go jak dziecię matki. Tam, gdzie inne dusze zatrzymują się i trwożą – ona przechodzi bez
lęku i trudności. (Dz 148)
149.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE SAMOTNOŚĆ W SWEJ CHOROBIE
Kiedy Pan Sam chce być przy duszy i prowadzić ja, usunie wszystko, co zewnętrzne.
Kiedy zachorowałam i zostałam przeniesiona do infmirmerii, wiele miałam z tego powodu
przykrości. Dwie chore leżałyśmy w infirmerii. Do Siostry N…. chodziły Siostry, aby ją
odwiedzić, do mnie, nikt nie zajrzał. Prawda, że to jedna infmirmeria, ale każda ma swoją
celę. Długie były zimowe wieczory, światła miała Siostra N…., słuchawki radiowe, a ja nawet
medytacji nie mogłam przygotować a braku światła.
Kiedy tak upłynęło blisko dwa tygodnie, jednego wieczoru żaliłam się Panu, że wiele
mam cierpień, a nawet medytacji nie mogę przygotować, bo nie mam światła – i powiedział
mi Pan, że codziennie wieczorem będzie przychodził i podawał mi punkty do jutrzejszej
medytacji. Punkty były zawsze z Jego bolesnej Męki. Mówił mi: rozważ Moją Mękę przed
Piłatem. – I tak poszczególnie, przez cały tydzień rozważałam Jego Bolesną Mękę. Od tej
chwili wstąpiła w duszę moją radość wielka i już nie pragnęłam ani odwiedzin, ani światłą.
Jezus mi wystarczał za wszystko. Przecież troskliwość Przełożonych była wielka dla chorych,
a jednak Pan tak zrządził, że czułam się opuszczona. Ale Ten Mistrz najlepszy, aby mógł Sam
działać, usunie wszystko, co jest stworzone. Nieraz doznawałam tak różnych prześladowań i
cierpień, że sama Matka M. powiedziała, że na Siostry drodze cierpienia wprost spod ziemi
61
wyrastają. – Powiedziała mi: ja patrzę na Siostrę jak na ukrzyżowaną, jednak zauważyłam, że
Pan Jezus coś w tym ma. Niech Siostra będzie wierna Panu. (Dz 149)
150.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE SEN ZE ŚW. TERESKĄ OD DZIECIĄTKA JEZUS, KTÓRA POTWIERDZIŁA PRZYSZŁĄ CHWAŁĘ FAUSTYNY
- Pragnę zapisać jeden sen, który miałam o św. Teresce od Dzieciątka Jezus. Jeszcze
byłam nowicjuszką i miałam pewne trudności, w których nie mogłam sobie poradzić.
Trudności te były wewnętrzne i połączone z trudnościami zewnętrznymi. Wiele nowenn
odprawiłam do różnych świętych, jednak sytuacja stawała się coraz cięższa. Cierpienia moje z
tego powodu były tak wielkie, że już nie wiedziałam, jak dalej żyć, ale nagle przyszła mi
myśl, żebym się modliła do św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Zaczęłam nowennę do tej
świętej, ponieważ przed wstąpieniem miałam do niej wielkie nabożeństwo. Teraz trochę się w
nim opuściłam, ale w tej potrzebie znowu z całą gorliwością zaczęłam się modlić. W piątym
dniu nowenny śni mi się św. Teresa, ale jakoby była jeszcze na ziemi. Ukryła przede mną
świadomość, że jest święta i zaczęła mnie pocieszać, żebym się tak nie smuciła z powodu tej
sprawy, ale więcej ufała Bogu. Mówi mi, że i ja cierpiałam bardzo wiele, a ja nie
dowierzałam jej, że ona dużo cierpiała i mówiłam jej, że mnie się zdaje, że ty nic nie cierpisz.
Jednak Teresa św. odpowiedziała mi przekonywująco, że wiele cierpiał i powiedziała mi:
Siostro, niech Siostra wie, że na trzeci dzień Siostra tę sprawę załatwi jak najpomyślniej.
Kiedy ja nie bardzo chciałam jej wierzyć, wtem ona daje mi się poznać, że jest święta. W tej
chwili duszę moja napełniła radość i mówię do niej. – Tyś jest święta, a ona mi powiada, że
tak, jestem święta i ufaj, że sprawę tę załatwisz na trzeci dzień. I powiedziałam do niej,
Tereniu święta, powiedz mi, czy będę w niebie? – Odpowiedziała mi, ze będzie Siostra w
niebie. – A czy będę święta? – Odpowiedziała mi, że będzie Siostra święta. Ale, Tereniu, czy
ja będę tak święta, jak Ty, na ołtarzach? A ona mi odpowiedziała – tak, będziesz święta jak i
ja, ale musisz ufać Panu Jezusowi. – Zapytałam się jej, czy ojciec i matka będą w niebie, czy
[niedokończone] – odpowiedziała mi – będą. I zapytałam dalej – a czy siostry i bracia moi
będą w niebie? – Odpowiedziała mi, żebym się modliła za nich bardzo, a nie dała mi pewnej
odpowiedzi. Zrozumiałam, że potrzebują dużo modlitwy.
To jest sen i jak to mówi przysłowie: – sen mara, a Bóg wiara, ale jednak na trzeci
dzień załatwiłam tę trudna sprawę jako mi powiedziała, z tak wielka łatwością. Jak mi
powiedziała dosłownie się spełniło wszystko co do tej sprawy. To jest sen, ale on miał swoje
znaczenie. (Dz 150)
151.
PEWNA SIOSTRA UPOKARZA ŚW. FAUSTYNE KARZĄC JEJ SIEDZIEĆ NA STOLE
- W pewnej chwili, kiedy byłam z Siostrą N. W kuchni i trochę się na mnie
pogniewała i za pokutę kazał mi usiąść na stole, a sam pracowała bardzo, sprzątała i
szorowała, a ja siedziałam na stole. Siostry przychodziły i dziwiły się, że siedzę na stole,
każda co chciała, to powiedziała. Jedna, że jestem próżniak, inna – że co to za dziwak. Byłam
wtedy postulantką. Inne mówiły – co to będzie za Siostra? Jednak zejść nie mogłam, bo ta
Siostra nakazała mi pod posłuszeństwem, żeby siedzieć, aż mi powie kiedy mam zejść.
Naprawdę, ile ja wtedy zrobiłam aktów zaparcia, to jeden tylko Bóg wie. Myślałam, że spłonę
ze wstydu. Bóg nieraz Sam tak dopuszczał dla mojego wewnętrznego wyrobienia, ale
nagrodził mi Pan wielka pociechą za to upokorzenie. W czasie benedykcji ujrzałam Go w
wielkiej piękności, Jezus spojrzał się łaskawie na mnie i rzekł: córko Moja, nie lękaj się
cierpień, Ja jestem z tobą. (Dz 151)
152.
PAN JEZUS UKRYTY W TABERNAKULUM USPOKAJA ŚW. FAUSTYNĘ
Kiedy miałam raz dyżur w nocy, a byłam tak cierpiąca w duszy z powodu tego
malowania tego obrazu, że już nie wiedziałam czego się trzymać, ustawiczne wmawianie, że
to jest złudzenie, to znowuż jeden kapłan powiedział, że może Bóg właśnie chce przez ten
obraz cześć odbierać, więc trzeba się starać o to malowanie. Jednak zmęczona była dusza
moja bardzo. Kiedy weszłam do kapliczki, zbliżyłam głowę swoja do tabernakulum i
zapukałam i rzekłam: Jezus, patrz, jak wielkie trudności mam z powodu tego malowania tego
obrazu i usłyszałam głos z tabernakulum: córko Moja, już niedługo trwać będzie cierpienie
twoje. (Dz 152)
153.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE WIZJE DRÓG WIODĄCYCH DO PIEKŁA I DO NIEBA
W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami,
pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i bawiąc się –
dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na końcu tej drogi była straszna
przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i
wpadały. A była ich wielka liczba, że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a
raczej ścieżkę, bo była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze
łzami w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale zaraz
powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony wszelkim
rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w pierwszym momencie
zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153)
154.
PAN JEZUS PRZYPOMNIAŁ ŚW. FAUSTYNIE OBOWIĄZEK DOPROWADZENIA DO KOŃCA SPRAWY NAMALOWANIA OBRAZU MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
Kiedy była adoracja u Sióstr Rodziniarek, wieczorem poszłam z jedną z naszych
Sióstr na tę adorację. Zaraz kiedy weszłam do kapliczki, obecność Boża ogarnęła moja duszę.
Modliłam się tak, jak w pewnych momentach, bez słowa mówienia. Nagle ujrzałam Pana,
Który mi powiedział: wiedz o tym, że jeżeli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i
całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielka liczbę dusz w dzień sądu. Po tych słowach
Pana jakaś bojaźń wstąpiła w duszę moja i lęk. Nie mogłam się uspokoić sama w sobie.
Brzmiały mi te słowa: tak, to mam nie tylko za siebie odpowiadać w dzień sądów Bożych, ale
i za inne dusze. Te słowa głęboko wyryły mi się w serce moje. Kiedy wróciłam do domu,
weszłam do małego Jezusa, upadłam na twarz przed Najświętszym Sakramentem i
powiedziałam Panu: wszystko uczynię, co będzie w mej mocy, ale Cię proszę, Ty zawsze
bądź ze mną i daj mi moc do spełnienia woli Twojej świetlej, bo Ty wszystko możesz, a ja nic
sama z siebie. (Dz 154)
155.
ŚW. FAUSTYNA OTRZYMAŁA DAR MODLITWY ZA INNYCH
- Zdarza się od jakiegoś czasu, że ja czuje w duszy jak się kto za mnie modli,
odczuwam to natychmiast w duszy i znowuż, jak jakaś dusza prosi mnie o modlitwę, chociaż
mi tego nie mówi, ja także odczuwam w duszy. Czuję to w ten sposób, że doznam
zaniepokojenia, jakoby mnie ktoś wzywał, kiedy się modle, otrzymuję spokój. (Dz 155)
156.
PAN JEZUS POLECA ŚW. FAUSTYNIE, BY NIE OPUSZCZAŁA BEZ POWODU KOMUNII ŚW.
W pewnej chwili pragnęłam przystąpić do Komunii św., ale miałam pewna
wątpliwość i nie przystąpiłam. Cierpiałam z tego powodu strasznie. Zdawało mi się, że mi
serce pęknie z bólu. Kiedy zajęłam się pracą, pełna gorzkości w sercu, nagle stanął Jezus przy
mnie i rzekł mi: córko Moja, nie opuszczaj Komunii św., chyba wtenczas, kiedy wiesz
dobrze, że upadłaś ciężko, poza tym niech cię nie powstrzymują żadne wątpliwości w
łączeniu się ze Mną w Mojej tajemnicy miłości. Drobne twoje usterki znikają w Mojej
miłości, jak źdźbło słomy rzucone na wielki żar. Wiedz o tym, że zasmucasz Mnie
bardzo kiedy Mnie opuszczasz w Komunii św. (Dz 156)
157.
ŚW. FAUSTYNA POZNAJE ZNACZENIE DŁUGIEJ MODLITWY W OKRESIE TRUDNOŚCI
- Wieczorem, kiedy weszłam do małej kapliczki, usłyszałam w duszy te słowa: córko
Moja, rozważ te słowa: a będąc w ciężkości – dłużej się modlił. Kiedy się zaczęłam
zastanawiać głębiej, wiele światła spłynęło na duszę moją. Poznałam, jak bardzo potrzeba
nam wytrwałości w modlitwie i od takiej ciężkiej modlitwy zależy nieraz nasze zbawienie.
(Dz 157)
158.
ŚW. FAUSTYNA ODPOCZYWA NAD JEZIOREM W KIEKRZU K. POZNANIA
- Kiedy byłam w Kiekrzu (k. Poznania), aby zastąpić jedna z Sióstr na krótki czas, w
jednym dniu po południu poszłam przez ogród i stanęłam nad brzegiem jeziora i długą chwilę
zamyśliłam się nad tym żywiołem. Nagle ujrzałam przy sobie Pana Jezusa, Który mi rzekł
łaskawie: to wszystko dla Ciebie stworzyłem, oblubienico Moja, a wiedz o tym, że
wszystkie piękności niczym są w porównaniu z tym, co ci przygotowałem w wieczności.
Dusza moja została zalana tak wielką pociechą, że pozostałam tam do wieczora, a zdało mi
się, że jestem krótką chwilę. Dzień ten miałam wolny i przeznaczony na jednodniowe
rekolekcje, więc miałam zupełną swobodę odda się modlitwie. O, jak Bóg jest nieskończenie
dobry, ściga nas swoja dobrocią. Najczęściej zdarza się, że udziela mi Pan największych łask
wtenczas, kiedy ja się wcale ich nie spodziewam. (Dz 159)
159.
PIEŚŃ DO HOSTII ŚWIĘTEJ
O Hostio święta, Tyś dla mnie w złotym kielichu zamknięta,
bym wśród wielkiej puszczy wygnania –
przeszła czysta, niepokalana, nietknięta,
a niech to sprawi moc Twego kochania.
O Hostio święta, zamieszkaj w mej duszy,
najczystsza Miłości serca mojego,
a jasność Twoja niech ciemności rozproszy –
Ty nie odmówisz łaski dla serca pokornego
O Hostio święta – zachwycie nieba,
choć taisz piękność swą
i przedstawiasz mi się w okruszynie chleba,
lecz wiara silna rozdziera zasłonę tą. (Dz 159)
160 .
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE OKOLICZNOŚCI, W KTÓRYCH HOSTIA UPADŁA NA JEJ RĘCE
- W dniu krucjaty, który jest dzień piąty miesiąca – przypadło to w pierwszy piątek –
dziś jest mój dzień, abym trzymała straż przed Panem Jezusem. W dniu tym moim należy do
mnie wynagradzać Panu Jezusowi za wszystkie zniewagi i nieuszanowania, modlić się, aby
w dniu tym nie popełniło się żadnego świętokradztwo. Duch mój, w dniu tym, był rozpalony
szczególną miłością ku Eucharystii. Zdawało mi się, ze jestem przemieniona w żar. Kiedy się
zbliżałam do Komunii św., kapłan, który mi podawał Pana Jezusa, druga Hostia uczepiła się
rękawa i nie wiedziałam którą przyjąć. Kiedy się tak chwilę namyślałam, kapłan ten
zniecierpliwiony dał ruch ręką, abym przyjęła. Kiedy przyjęłam tę Hostię, która mi podał –
druga upadła mi na ręce. Ksiądz poszedł od końca balustrady komunikować, a ja trzymałam
Pana Jezusa na rękach przez cały ten czas. Kiedy się kapłan zbliżył powtórnie, podałam mu
Hostię, aby zabrał do kielicha, bo w pierwszej chwili kiedy przyjęłam Pana Jezusa, to
przecież nie mogłam mówić, że drugi upadł, dopiero aż spożyłam. Jednak kiedy miałam
Hostię w ręku, odczuwałam taka moc miłości, że przez dzień cały nie mogłam nic ani jeść,
ani wrócić do przytomności. Z Hostii usłyszałam te słowa: pragnąłem spocząć na rękach
twoich, nie tylko w sercu twoim i nagle w tym momencie ujrzałam małego Jezusa. Ale
kiedy zbliżył się kapłan – widziałam z powrotem Hostię. (Dz 160)
161.
PIEŚŃ DO MATKI BOŻEJ
O Maryjo, Niepokalana Dziewico,
Czysty krysztale dla serca mojego,
Tyś mocy moja, o silna kotwico,
Tyś tarczą i obrona dla serca słabego.
O Maryjo, Tyś czysta i niezrównana,
Dziewico i Matko zarazem,
Tyś piękna jak słońce, niczym nie zmazana,
Nic nie pójdzie w porównanie z Twej duszy obrazem.
Twa piękność zachwyciła oko Trzykroć Świętego,
Że zstąpił z Nieba, opuszczając tron wieczystej stolicy,
I przybrał Ciało i Krew z Serca Twego,
I przez dziwić miesięcy tając się w sercu Dziewicy.
O Matko, Dziewicy, nikt ni pojmie tego,
Że Bóg niezmierzony staje się człowiekiem,
To tylko motyw miłości niezgłębionego miłosierdzia Swego,
Przez Ciebie, Matko – dane nam życie z Nim na wieki.
O Maryjo, Matko Dziewico i Bramo niebieska,
Przez ciebie przyszło nam zbawienie,
Wszelka laska przez Twoje ręce dla nas tryska,
A wierne naśladowanie Ciebie, uświęci mniej jedynie.
O Maryjo, Dziewico – Lilio najśliczniejsza,
Serce Twe dla Jezusa było pierwszym tabernakulum na ziemi,
A to dlatego, że poora Twoja była najgłębsza,
I dlatego wyniesiona nad chóry Anielskie i nad Świętymi.
O Maryjo, słodka Matko moja,
Oddaje Ci duszę, ciało i biedne me serce,
Bądź strażniczka życia mego,
A szczególnie w śmierci godzinie, w ostatniej walce. (Dz 160)
162.
ŚW. FAUSTYNA PRZEDSTAWIA SWOJĄ PRACĘ WEWNĘTRZNĄ
J.M.J.
Jezu, ufam Tobie
Rok 1937 mies. I dzień 1
Karta wewnętrznej kontroli duszy. Rachunek szczegółowy – łączyć się z Chrystusem miłosiernym. Praktyka – cisza wewnętrzna, ścisłe zachowanie milczenia.
Dzienniczek św. Faustyny Kowalskiej
(Dz 162)
163.
ŚW. FAUSTYNA MODLI SIĘ O PRZEMIANĘ JEJ OSOBY W MIŁOSIERDZIE
JMJ Rok 1937
- Ile razy pierś ma odetchnie, ile razy serce moje uderzy, ile razy krew moja zapulsuje
w organizmie moim, tyle tysięcy razy pragnę uwielbić miłosierdzie Twoje, o Trójco
Przenajświętsza.
- Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie, o
Panie, niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie
przez serce i duszę moja do bliźnich.
Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie
podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w
duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą.
Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by
uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich.
Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o
bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.
Dopomóż mi, Panie, aby ręce moje były miłosierne i pełne dobrych uczynków, bym
tylko umiała czynić dobrze bliźniemu, na siebie przyjmować cięższe, mozolniejsze prace.
Dopomóż mi – aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze śpieszyła z pomocą
bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpoczniecie jest
w usłużności bliźnim.
Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi
cierpieniami bliźnich. Nikomu nie odmówiła serca swego. Obcować będę szczerze nawet z
tymi, o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej, a sama zamknę się w
Najmiłosierniejszym Sercu Jezusa. O własnych cierpieniach będę milczeć. Niech odpocznie
miłosierdzie Twoje we mnie, o Panie mój. (Dz 163)
163a.
PAN JEZUS DOMAGA SIĘ OD ŚW. FAUSTYNY, ABY PEŁNIŁA MIŁOSIERDZIE W TRZECH STOPNIACH
- Sam mi każesz się ćwiczyć w trzech stopniach miłosierdzia; pierwsze: uczynek
miłosierny – jakiegokolwiek on będzie rodzaju; drugie: słowo miłosierne – jeżeli nie będę
mogła czynem, to słowem; trzecim -,jest modlitwa. Jeżeli nie będę mogła okazać czynem, ani
słowem miłosierdzia, to zawsze mogę modlitwa. Modlitwę rozciągam nawet tam, gdzie nie
mogę dotrzeć fizycznie. O Jezu mój, przemień mnie w Siebie, bo Ty wszystko możesz. (Dz 163)
164.
ŚW. FAUSTYNA DOWIADUJE SIĘ, ŻE POJEDZIE NA PRÓBACJĘ ZAKONNĄ
Kiedy się dowiedziałam, że mam jechać na próbację, radość mi zabiła na widok
niepojętej łaski, jaka jest ślub wieczny. Poszłam przed Najświętszy Sakrament, a kiedy
zatonęłam w modlitwie dziękczynnej, usłyszałam w duszy te słowa: dziecię Moje, tyś
rozkoszą Moja, tyś ochłodą dla Mojego Serca. Udzielam ci tyle łask, ile udźwignąć
zdołasz. Ile razy chcesz Mi sprawić radość – to mów światu o Moim wielkim i
niezgłębionym miłosierdziu. (Dz 164)
165.
PAN JEZUS ZAPEWNIA ŚW. FAUSTYNĘ, ŻE ZŁOŻY WIECZNE ŚLUBY
Parę tygodni przed tym nim miałam ogłoszone, że będę miała próbację, kiedy
weszłam na chwilę do kaplicy, Jezus mi powiedział: w tej chwili Przełożeni ogłaszają, które
Siostry maja mieć śluby wieczyste. Nie wszystkie dostąpią tej łaski, ale same temu winne.
Kto nie korzysta z małych łask – nie otrzymuje wielkich. Ale tobie, dziecię Moje, dana
jest ta łaska. Radosne zdziwienie ogarnęło moja duszę, a to dlatego, że przed paru dniami
jedna z Sióstr powiedziała mi, ze Siostra nie będzie miała trzeciej próbacji. Sama się o to będę
starać, aby Siostrze nie dali ślubów. Nic na to nie odpowiedziałam owej Siostrze, ale bardzo
mi było to przykre, ale starałam się jak mogłam ukryć swój ból.
O Jezu, jak dziwne są sprawy Twoje. Teraz widzę, że ludzie sami z siebie niewiele
mogą – bo miałam próbację tak, jak mi powiedział Jezus. (Dz 165)
166.
ŚW. FAUSTYNA WYZNAJE, ŻE W MODLITWIE ODNAJDUJE POMOC W CHWILACH TRUDNYCH
W modlitwie zawsze znajduję światło i moc ducha, chociaż są nieraz chwile ciężkie i
bardzo przykre, tak, że nieraz nie można pojąć, że to w klasztorze dziać się może. Dziwnie
Bóg dopuszcza, ale to się dzieje zawsze w tym celu, by się okazała w duszy cnota, albo, aby
się wyrobiła. Na to są przykrości. (Dz 166)
167-168.
ŚW. FAUSTYNA PRZJEŻDŻA DO WARSZAWY, PRZED ŚLUBAMI ODPRAWIA REKOLEKCJE W WALENDOWIE
Dziś [listopad 1932 r.] przyjechałam do Warszawy na trzecią próbację. Po serdecznym
przywitaniu się z drogimi Matkami, weszłam na chwilę do malej kapliczki. Nagle obecność
Boża zalała duszę moja i usłyszałam te słowa: córko Moja, pragnę, aby serce twoje było
ukształtowane na wzór miłosiernego Serca Mojego. Miłosierdziem Moim musisz być
przesiąknięta cała.
Kochana Matka Mistrzyni
zaraz mnie zapytała, czy odprawiłam rekolekcje w tym roku, – odpowiedziałam, że nie. A
wiec Siostra musi najpierw odprawić przynajmniej trzy dni rekolekcji.
Dzięki Bogu w Walendowie były ośmiodniowe rekolekcje, a wiec mogłam skorzystać.
Jednak zaczęły się trudności co do wyjazdu na te rekolekcje. Bardzo się sprzeciwiała temu
pewna osoba i już miałam nie jechać. Po obiedzie weszłam na pięciominutową adorację.
Wtem ujrzałam Pana Jezusa, Który mi powiedział: córko Moja, wiele ci przygotowuję łask,
które otrzymasz w tych rekolekcjach, które jutro zaczniesz. Odpowiedziałam: – Jezu,
przecież rekolekcje już się rozpoczęły, a ja mam nie jechać. I powiedział mi – ty się
przygotuj na to, że jutro zaczniesz rekolekcje, a wyjazd twój Ja załatwię z przełożonymi.
I nagle Jezus znikł. Zaczęłam się zastanawiać, jak to będzie. Jednak w jednej chwili
odrzuciłam wszelkie zastanawianie jak to się stanie, a tę chwilę czasu poświeciłam modlitwie
o światło Ducha Świętego, aby mi dał poznać całą nędzę jaka jestem. I po chwili wyszłam z
kapliczki do swego zajęcia. Za niedługą chwilę Matka Generalna wola mnie do siebie ii mówi
mi: Siostro, Siostra dziś jeszcze jedzie z Matką Walerią do Walendowa, żeby jutro od razu już
Siostra mogła rozpocząć rekolekcje, a jakoś się tak dobrze złożyło, że jest Matka Waleria,
więc razem pojedziecie. Za niecałe dwie godziny już byłam w Walendowie. Chwilę weszłam
w siebie i poznałam, że tak sprawy, to tylko Jezus może załatwić.
Kiedy mnie zobaczyła ta osoba, która się tak usilnie sprzeciwiała żebym tych
rekolekcji nie odprawiła – okazała swoje zdziwienie i niezadowolenie. Ja jednak nie zważając
na nie, skłoniłam się jej serdecznie i poszłam do Pana po wskazówki, jak mam postępować w
czasie rekolekcji. (Dz 167-168)
169.
PAN JEZUS OBIECUJE ŚW. FAUSTYNIE, ŻE UTWIERDZI JEJ DUSZĘ W POKOJU
Rozmowa moja z Panem Jezusem przed zaczęciem rekolekcji. Jezus mi powiedział, że
te rekolekcje będą trochę odmienne od innych. Będzie się starać o głęboki spokój w
obcowaniu ze Mną. Usunę wszelkie niepewności pod tym względem. Ja wiem, że teraz
jesteś spokojna, kiedy do ciebie mówię, a z chwilą, kiedy przestanę mówić, zaczniesz
wyszukiwać wątpliwości, ale wiedz o tym, że tak utwierdzę duszę twoją, że chociażbyś
chciała się niepokoić, nie będzie to w mocy twojej, a jako dowód, że Ja mówię do ciebie,
pójdziesz w drugim dniu rekolekcji do spowiedzi do tego, kapłana, który ma rekolekcje
– zaraz pójdziesz do niego, kiedy skończysz konsiderację i przedstaw mu swoje obawy
jakie masz w stosunku do Mnie, a Ja ci odpowiem przez usta jego, a wtenczas ustaną
obawy twoje. W tych rekolekcjach zachowaj tak ścisłe milczenie, jakoby nic wokoło
ciebie nie istniało. Mówić będziesz tylko ze Mną i ze spowiednikiem, przełożonych
będziesz prosić tylko o pokuty. Ucieszyłam się niezmiernie, że Pan Jezus okazał m tyle
Swej życzliwości i tak się zniża do mnie. (Dz 169)
170.
ŚW. FAUSTYNA ROZPOCZYNA REKOLEKCJE MODLITWĄ DO DUCHA ŚWIĘTEGO I MATKI NAJŚWIĘTSZEJ
Pierwszy dzień rekolekcji. Rano starałam się być pierwsza w kaplicy, przed medytacją
miałam jeszcze chwile czasu na modlitwę do Ducha Świętego i Matki Najświętszej. Gorąco
prosiłam Matkę Bożą, aby mi uprosiła laskę wierności w tych natchnieniach wewnętrznych i
abym wiernie spełniła wszelka wolę Bożą. Z dziwną odwagą zaczęłam te rekolekcje. (Dz 170)
171.
ŚW. FAUSTYNA OD POCZĄTKU REKOLEKCJI POSTANAWIA ZACHOWAĆ MILCZENIE
Walka o zachowanie milczenia. Jak zwykle bywa, ze na rekolekcje zjeżdżają się
Siostry z różnych domów. Jedna z Sióstr, z którą się dawno nie widziałam, przyszła do celi i
mówi mi, że ma mi cos powiedzieć. Nic jej nie odpowiedziałam, a ona spostrzegła, że nie
chcę przerwać milczenia. Odpowiedziała mi – nie wiedziałam, że Siostra jest takie dziwadło –
i poszła. Zrozumiałam, że osoba ta nie miała do mnie innego interesu, prócz zaspokojenia
ciekawej miłości własnej. O Boże, utrzymuj mnie w wierności. (Dz 171).
172.
ŚW. FAUSTYNA PRZYBLIŻA POSTAĆ REKOLEKCJONISTY
Ojciec ten, który dawał rekolekcje był z Ameryki. Na krótki czas przyjechał do Polski
i tak się złożyło, że dawał u nas rekolekcje. Odbijało się w tym człowieku wielkie życie
wewnętrzne. Postać jego mówiłam o wielkości ducha, umartwieniu i skupienie cechowały
tego kapłana. Jednak pomimo tych wielkich cnót jakie ten kapłan posiadał, doznałam tam
wielkich trudności, aby odsłonić swoja duszę co do łask – bo co do grzechów, to jest zawsze
łatwo, ale co do łask, to naprawdę muszę sobie wielki wysiłek zadać i to nie wszystko
powiem. (Dz 172)
173-174
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE POKUSY SZATAŃSKIE, KTÓRE WYWOŁUJĄ W JEJ SERCU LĘK, ORAZ PRZEBIEG SPOWIEDZI ŚW.
Pokusy szatana w czasie medytacji. Dziwnie mnie opanował lęk, że kapłan nie
zrozumie, to znów, że nie będzie miał czasu, żebym mogła się ze wszystkiego wypowiedzieć.
Jak ja mu o tym wszystkim powiem? Żeby to jeszcze do Ojca Bukowskiego, to bym to łatwiej
uczyniła, ale tego Jezuitę pierwsze widzę. Tu mi się przypomina rada Ojca Bukowskiego,
którą mi powiedział, że jak odprawiam rekolekcje, to powinnam światła, które mi Bóg zsyła,
chociaż pokrótce zanotować. Mój Boże, półtora dnia przeszło mi tak łatwo – teraz zaczyna się
walka na śmierć i życie. Za pół godziny ma być konferencja, a później mam iść do spowiedzi.
Szatan wmawia we mnie, że jeżeli Przełożeniu powiedzieli, że to życie moje wewnętrzne jest
złudzeniem – po co się jeszcze pytać i męczyć spowiednika? Przecież ci powiedziała M.X., że
z takimi duszami nędznymi to Pan Jezus w ten sposób nie obcuje, to samo ci odpowie i ten
spowiednik. Po co masz o tym mówić, przecież to nie grzechy, a Matka X przecież ci
wyraźnie powiedziała, że to całe obcowanie z Panem Jezusem jest marzycielstwem, czystą
histerią i po cóż masz mówić o tym spowiednikowi temu? Lepiej zrobisz, jeżeli to wszystko
odrzucisz jako złudzenie. Patrz, tyle cię upokorzeń już spotkało i wiele cię jeszcze czeka, a
Siostry wiedza o tym, że jesteś histeryczka. Jezus, zawołałam całą siłą swej duszy. (Dz 174)
W tym Ojciec wyszedł z konferencją. Krótko mówił, jakby się spieszył. Po skończonej
konferencji zasiadł do konfesjonału. Patrzę, żadna z Sióstr ni idzie. Zerwałam się ze swego
klęcznika i już jestem przy kratce. Nie było czasu na żadne namyślanie się. Zamiast
powiedzieć Ojcu o swoich wątpliwościach, których mi narobiono w stosunku do Pana Jezusa,
to ja zaczęłam mówić te wszystkie pokusy, które są wyżej opisane. Jednak spowiednik od
razu spostrzegł całe moje położenie i powiedział: Siostra nie dowierza Panu Jezusowi dlatego,
że tak łaskawie z Siostra postępuje. Cóż, Siostro, niech Siostra będzie najzupełniej spokojna.
Jezus jest Mistrzem Siostry, a obcowanie Siostry z Jezusem ani nie jest histerią, ani
marzycielstwem, ani złudzeniem. Niech Siostra wie, że na dobrej jest drodze. Proszę się
starać o wierność tym łaskom i nie wolno Siostrze się usuwać od nich. Do Przełożonych
Siostra nie potrzebuje mówić o tych łaskach wewnętrznych wcale, tylko na wyraźny rozkaz
Pana Jezusa, i to proszę wpierw porozumieć się ze spowiednikiem. Ale jeżeli Pan Jezus żąda
czegoś co jest na zewnątrz, to po porozumieniu się ze spowiednikiem powinna siostrę to
spełnić co żąda Pan, choćby siostrze nie wiedzieć co kosztować miało. A z drugiej strony
siostra musi o wszystkim mówić spowiednikowi. Absolutnie innej drogi nie ma dla siostry.
Niech się siostra modli o kierownika duchowego, bo inaczej zmarnuje siostra te wielkie dary
Boże. Jeszcze raz powtarzam, że proszę być spokojną – na dobrej drodze siostra jest. Nie
zważać na nic, ale zawsze być wierna Panu Jezusowi, mniejsza o to, co kto o siostrze powie.
Właśnie z takimi nędznymi duszami tak Pan Jezus obcuje, i im się siostra więcej będzie
uniżać, tym Pan Jezus więcej jeszcze będzie się łączył z siostrą. (Dz 173-174)
175.
PO SPOWIEDZI ŚW. FAUSTYNE OGARNĘŁA RADOŚĆ
Kiedy odeszłam od kratki, radość niepojęta zalała duszę moja, tak, ze usunęłam się na
osobne miejsce w ogród, aby się ukryć przed siostrami, a pozwolić sercu na całe wylanie się
ku Bogu. Obecność Boża przeniknęła mnie na wskroś i w jednym momencie cała nicość moja
zatonęła w Bogu i w tym momencie odczuwałam, czyli odróżniałam, mieszkające we mnie
Trzy Boskie Osoby, a spokój miałam w duszy tak wielki, że sama bardzo sobie się dziwiłam –
jak można było się niepokoić. (Dz 175)
176.
ŚW. FAUSTYNA POSTANAWIA DOCHOWYWAĆ WIERNOŚCI NATCHNIENIOM
- Postanowienie: Wierność natchnieniom wewnętrznym, chociażby mnie nie wiedzieć
co kosztować miało. Nic nie czynić sama, bez porozumienia się wpierw ze spowiednikiem. (Dz 176)
177.
PAN JEZUS PROSI ŚW. FAUSTYNĘ, BY ZACHĘCAŁA KAPŁANÓW DO GŁOSZENIA TAJEMNICY MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
- Odnowienie ślubów. Od samego rana kiedy się przebudziłam, zaraz duch mój cały
zatonął w Bogu. W tym oceanie miłości. Czułam, że jestem cała pogrążona w Nim. W czasie
Mszy św. miłość moja ku Niemu doszła do potęgi. Po odnowieniu ślubów i Komunii św.
nagle ujrzałam Pana Jezusa, Który rzekł mi łaskawie: córko Moja, patrz w miłosierne Serce
Moje. Kiedy się wpatrzyłam w to Serce Najświętsze wyszły te same promienie, jakie są w
tym obrazie – jako Krew i Woda i zrozumiałam, jak wielkie jest Miłosierdzie Pańskie. I znów
rzekł Jezus łaskawie: córko Moja, mów kapłanom o tym niepojętym miłosierdziu Moim.
Pala Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylewać na dusze, nie chcą dusze Wierzyc w
Moja dobroć. Nagle Jezus znikł. Jednak dzień cały duch mój był zanurzony w odczuwalnej
obecności Bożej, pomimo gwaru i rozmowy jak zwykle bywa po rekolekcjach. Nic mnie to
nie przeszkadzało. Duch mój był w Bogu, pomimo, ze na zewnątrz brałam udział w
rozmowach, a nawet byłam zwiedzić Derdy. (Dz 177)
178.
ŚW. FAUSTYNY UCZESTNICZY W ROZMOWIE Z MISTRZYNIĄ
Dziś zaczynam trzecia próbację. Zebrałyśmy się całą trojką u M. Małgorzaty, bo inne
Siostry miały w nowicjacie trzecia próbację. Matka Małgorzata rozpoczęła modlitwą i
objaśnieniem, na czym polega trzecia próbacja i wspomniała, jak wielką jest łaska ślubów
wieczystych. Nagle rozpłakałam się w cały głos. W jednej chwili stanęły mi wszystkie łaski
Boże przed oczyma duszy mojej, widząc się tak nędzną i niewdzięczną wobec Boga. Siostry
zaczęły mnie strofować, czego się tak rozpłakała, jednak Matka Mistrzyni obroniła mnie i
powiedziała, że się nie dziwi.
178a.
PAN JEZUS OCZYSZCZA ŚW. FAUSTYNĘ Z WSZELKIEJ NĘDZY
Po skończonej godzinie poszłam przed Najświętszy Sakrament i jako największa
nędza nędza i nicość prosiłam Go o miłosierdzie, aby raczył uleczyć i oczyścił moją biedną
duszę. Wtem usłyszałam te słowa: córko Moja, wszystkie nędze twoje spłonęły w ogniu
Mojej miłości, jakoby jedno źdźbło wrzucone w niepojęty żar. A tym uniżeniem ściągasz
na siebie i inne dusze morze miłosierdzia Mojego. I odpowiedziałam – Jezu, kształtuj moje
biedne serce według Twojego Boskiego upodobania. (Dz 178)
179.
ŚW. FAUSTYNA ROZNOSI WYPRANE UBRANIE WSPÓŁSIOSTROM CIERPLIWIE ZNOSZĄC UPOKORZENIA
Przez cały czas próbacji, moim obowiązkiem było pomagać Siostrze w westiarni.
Obowiązek ten dał mi dużo sposobności do ćwiczenia się w cnotach. Nieraz poszłam ze trzy
razy z bielizną do niektórych Sióstr i to człowiek nie mógł dogodzić. Ale poznałam i wielkie
cnoty niektórych Sióstr, które zawsze prosiły, żeby im dawać co jest najlichsze w całej
westiarni. Podziwiałam tego ducha pokory i umartwienia. (Dz 179)
180.
W ADWENCIE PAN JEZUS POZWALA ŚW. FAUSTYNIE POZNAĆ SWOJE PRZYMIOTY: ŚWIĘTOŚCI, SPRAWIEDLIWOŚCI, MIŁOŚCI I MIŁOSIERDZIA
W czasie Adwentu obudziła się w duszy mojej tak wielka tęsknota za Bogiem. Duch
mój rwał się do Boga całą swą mocą, jaką mam w swoim jestestwie. W tym czasie Pan
udzielił mi wiele światła poznania Jego przymiotów.
Pierwszym przymiotem, jakim Pan dał poznać – to Jego świętość. Świętość ta jest tak
wielka, że drżą przed Nim wszystkie potęgi i moce. Duchy czyste zasłaniają swoje oblicze i
pogrążają się w nieustannej adoracji, a jeden ich tylko wyraz największej czci, to jest –
Święty… Świętość Boga rozlana jest na Kościół Boży i na każdą w nim żyjącą duszę – jednak
nie w równym stopniu. Są dusze na wskroś przebóstwione, a są dusze też zaledwie żyjące.
Drugie poznanie udzielił mi Pan – to jest Jego sprawiedliwość. Sprawiedliwość Jego
jest tak wielka i przenikliwa, że sięga w głąb istotnej rzeczy i wszystko wobec Niego staje w
obnażonej prawdzie i nic się ostać by nie mogło.
Trzecim przymiotem jest Miłość i Miłosierdzie. I zrozumiałam, że największym
przymiotem jest miłość i Miłosierdzie. Ono łączy stworzenie ze Stwórcą. Największą miłość i
przepaść miłosierdzia poznaję we Wcieleniu Słowa w Jego odkupieniu i tu poznałam, że to
przymiot jest największy w Bogu. (Dz 180)
181.
PEWNA SIOSTRA UPOKARZA ŚW. FAUSTYNĘ, KTÓRA SPRZĄTAŁA W JEJ POKOJU
Dziś sprzątałam pokój jednej z Sióstr. Pomimo, że się starałam go sprzątać z
największym staraniem, jednak osoba ta prze cały czas sprzątania chodziła za mną i mówiła –
tu proszek, tam plamka na podłodze. Na każde jej skinienie poprawiałam choć dziesięć razy
to samo, byle ja zadowolić. Nie praca meczy, ale te nieumiarkowane gadania i wymagania.
Nie wystarczyło jej moje całodzienne męczeństwo, ale poszła do Mistrzyni na skargę. –
Proszę Matki, co to za Siostra niedokładna, nie umie się pospieszać. Na drugi dzień poszłam
tę sama robotę robić bez słowa tłumaczenia. Kiedy mnie wzięła w swoje obroty, to
pomyślałam sobie: Jezu, można być cicha męczennicą – nie od pracy sil ubywa, ale tego
męczeństwa. (Dz 181)
182.
ŚW. FAUSTYNA POZNAŁA, ŻE NIEKTÓRE OSOBY MAJĄ ŁATWOŚĆ DOKUCZANIA INNYM
Poznałam, że niektóre dusze mają szczególny dar dokuczania innym. Ćwiczą, jak
mogą. Biedna taka dusza, jak się dostanie pod ich rękę, nic nie pomoże, rzeczy najlepsze są
przenicowane. (Dz 182)
182a.
W CZASIE PASTERKI ŚW. FAUSTYNA WIDZI ŻYWE DZIECIĄTKO JEZUS
- Wigilia Bożego Narodzenia.
Dziś łączyłam się ściśle z Matka Boża, przeżywałam Jej chwile wewnętrznie.
Wieczorem przed łamaniem opłatkiem, weszłam do kaplicy, aby się w duchu podzielić z
osobami drogimi i prosiłam Matkę Boża o łaski dla nich. Duch mój był cały pogrążony w
Bogu. W czasie pasterki ujrzałam małe Dzieciątko Jezus w Hostii, duch mój pogrążył się w
Nim. Choć mała Dziecina, jednak Majestat Jego przenikał moja duszę. Głęboko przeniknęła
mnie ta tajemnica, to wielkie uniżenie się Boga, to niepojęte wyniszczenie Jego. Całe święte
żywo mi to było w duszy. O, my nigdy nie pojmiemy tego wielkiego uniżenia się Boga – nim
więcej to rozważam [myśl urwana]. (Dz 182)
183.
PAN JEZUS SPRAWIA, ŻE ŚW. FAUSTYNA ODWIEDZA CHORYCH RAZEM Z KAPŁANEM NIOSĄCYM KOMUNIĘ ŚW.
W pewnym dniu rano, po Komunii św. usłyszałam taki głos – pragnę abyś Mi
towarzyszyła, jak idę do chorych. – Odpowiedziałam, że dobrze, jednak po chwili, kiedy
rozważyłam, że jak ja to zrobię, przecież Siostry drugiego chóru nie chodzą towarzyszyć
Najświętszemu Sakramentowi, zawsze idą Siostry dyrektorki. Pomyślałam sobie, że Jezus
temu zaradzi. Za niedługą chwilę, przyszła Matka Rafaela po mnie i mówi mi: Siostro, Siostra
będzie chodzić z Panem Jezusem, jak ksiądz idzie do chorych. I przez cały czas, jak byłam na
próbacji, zawsze chodziłam ze światłem, towarzysząc Panu, a jako rycerz Jezusa, starałam się
zawsze osznurować żelaznym paskiem, bo przecież tak zwyczajnie nie pasowałoby iść przy
Kołu. I to umartwienie ofiarowałam za chorych. (Dz 183)
184.
PAN JEZUS UKAZUJE SIĘ ŚW. FAUSTYNIE W CZASIE ADORACJI JAKO MAŁE DZIECIĘ
- Godzina święta. W czasie tej godziny starałam się rozmyślać Mękę Pańską. Jednak
duszę moja zalała radość i nagle ujrzałam małe Dziecię Jezus. Jednak Majestat Jego tak mnie
przeniknął i powiedziałam: – Jezu, Ty jesteś takim malutkim, a ja wiem, że Ty jesteś mój
Stwórca i Pan. – a Jezus mi odpowiedział: – jestem, a dlatego obcuję z tobą jako Dziecię,
aby cię nauczyć pokory i prostoty.
Wszystkie cierpienia i trudności składam jako wiązankę dla Jezusa na dzień naszych
zaślubin wieczystych. Nie było nic mi trudnym, kiedy sobie wspomniałam, że do dla
Oblubieńca mojego, jako dowód mojej miłości ku Niemu. (Dz 184)
185.
ŚW. FAUSTYNA TROSZCZY SIĘ O CISZĘ WEWNĘTRZNĄ
Moja cisza dla Jezusa. – Starałam się o wielką ciszę dla Jezusa. Pośród największego
gwaru, Jezus miał zawsze ciszę w moim sercu, chociaż mnie to nieraz wiele kosztowało. Ale
dla Jezusa cóż może być wielkie, dla Tego, Którego kocham całą siłą mojej duszy? (Dz 185)
186-187.
PAN JEZUS ZAPEWNIA ŚW. FAUSTYNĘ, ŻE POZNA JEGO MIŁOŚĆ DO GRZESZNIKÓW, GDY BĘDZIE ROZWAŻAŁA JEGO MĘKĘ
- Powiedział mi dziś Jezus: – pragnę, abyś głębiej poznała Moja miłość, jaka pała
Moje Serce ku duszom, a zrozumiesz to, kiedy będziesz rozważać Moją Mękę. Wzywaj
Mojego miłosierdzia dla grzeszników, pragnę ich zbawienia. Kiedy odmówisz tę
modlitwę za jakiego grzesznika z sercem skruszonym i wiarą, dam mu łaskę nawrócenia.
Modlitewka ta jest następująca: (Dz 186)
- O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Serca Jezusowego, jako zdrój Miłosierdzia
dla nas – ufam Tobie. (Dz 187)
188.
ŚW. FAUSTYNA WIDZI PANA JEZUSA BICZOWANEGO PRZEZ UCZESTNIKÓW ZABAW KARNAWAŁOWYCH
W ostatnie dni karnawału, kiedy odprawiałam godzinę świętą, ujrzałam Pana Jezusa,
jak cierpiał biczowanie. O, niepojęta to katusza. – Jak strasznie Jezus ucierpiał przy
biczowaniu. O biedni grzesznicy, jak wy się spotkacie w dzień sądu z tym Jezusem, którego
teraz tak katujecie? Krew Jego płynęła na ziemię, a w niektórych miejscach ciało zaczęło
odpadać. I widziałam na plecach parę kości Jego obnażonych z ciała… Jezus cichy wydawał
jęki i westchnienie. (Dz 188)
189.
DUSZA ZACHOWUJĄCA REGUŁĘ JEST MIŁA PANU JEZUSOWI
W pewnej chwili, Jezus dał mi poznać, jak bardzo Mu jest miła dusza, która wiernie
zachowuje regułę. Większą nagrodę otrzyma dusza za zachowanie reguły, aniżeli za pokuty i
wielkie umartwienia. Ale jeżeli one są poza obrębem reguły podejmowane, chociaż i te
ostatnie swoja nagrodę otrzymają – ale nie przewyższą reguły. (Dz 189)
190.
PAN JEZUS ZAŻĄDAŁ OD ŚW. FAUSTYNY, ABY ODDAŁA SIĘ JAKO OFIARA NA PEWNE CIERPIENIE
Podczas jednej adoracji zażądał Pan ode mnie, abym Mu się oddała jako ofiara na
pewne cierpienie, które sprawie Bożej będzie czynić zadość i to nie tylko w ogólności za
grzechy świata, ale w szczególności za uchybienia w tym domu popełnione. W jednej chwili
powiedziałam, ze dobrze, jestem gotowa. Jednak Jezus dal poznać to, co będę cierpieć i w
jednej chwili stanęła mi przed oczyma duszy cala męka i przesuwała się kolejno. – Pierwsze –
intencje moje będę nie uznawane, różne posądzenia i niedowierzania, różnego rodzaju
upokorzenia i przeciwności – nie wszystko tu wymieniam. Wszystko stanęło przed oczyma
mojej duszy, jako ciemna burza, z której maja za chwilę zacząć się sypać pioruny, czekając
tylko na moja zgodę. Chwile zatrwożyła się natura moja. Wtem uderzył dzwonek na obiad.
Wyszłam z kaplicy drżąca i niezdecydowana. Jednak ofiara ta ustawicznie trwa przede mną,
bo ani się nie zdecydowałam na przyjęcie jej, ani też nie odmówiłam Panu. Chciałam się zdać
na Jego wolę. Jeżeli mi ją Jezus Sam nałoży, to już jestem gotowa. Ale Jezus dał mi poznać,
ze ja muszę się sama, dobrowolnie zgodzić i przyjąć z cała świadomością, bo w tym wypadku
inaczej nie miałaby żadnego znaczenia. Całą moc jego zawiera się w dobrowolnym moim
akcie wobec Niego, ale zarazem dał mi pan poznać, że to jest w mojej mocy. Mogę to
uczynić, ale mogę i nie uczynić. I w tej chwili odpowiedziałam – Jezu, przyjmuję wszystko,
cokolwiek chcesz na mnie zesłać, ufam Twojej dobroci. W jednej chwili wyczułam, że przez
ten akt oddalam Bogu wielka chwałę. Jednak uzbroiłam się w cierpliwość. Kiedy wyszłam z
kaplicy, zaraz się spotkałam z rzeczywistością. Nie chcę tego w szczegółach opisywać, ale
było tyle, ile udźwignąć mogłam, więcej ani kropli bym nie poradziła. (Dz 190)
191.
PAN JEZUS POLECA ŚW. FAUSTYNIE POWIADOMIĆ O PEWNEJ SPRAWIE MATKĘ GENERALNĄ
W pewnej chwili rano, usłyszałam w duszy te słowa – idź do Matki Generalnej i
powiedz, że ta rzecz mi się w tym a tym domu nie podoba. Której rzeczy wymienić nie
mogę, ani domu, ale Matce Generalnej powiedziałam, chociaż mnie to bardzo kosztowało. (Dz 191)
192.
ŚW. FAUSTYNA PRZJĘŁA NA SIEBIE POKUSĘ WYCHOWANKI
W pewnej chwili przyjęłam na siebie straszna pokusę, którą cierpiała jedna z naszych
wychowanek w domu warszawskim. Pokusa ta była samobójstwa. Przez siedem dni
cierpiałam, po siedmiu dniach Jezus udzielił jej łaski, a wtenczas i ja cierpieć przestałam. Jest
to wielkie cierpienie. Często biorę udręki naszych wychowanek na siebie. Jezus mi na to
pozwala – i spowiednicy. (Dz 192)
193.
SERCE ŚW. FAUSTYNY JEST MIESZKANIEM PANA JEZUSA
Serce moje jest mieszkaniem dla Jezusa ustawicznym. Poza Jezusem nikt do niego
wstępu nie ma. Z Jezusem czerpię siłę do walki ze wszystkimi trudnościami i sprzeciwami.
Pragnę przejść w Jezusa, abym mogła się doskonale oddawać duszom. Bez Jezusa nie
zbliżyłabym się do dusz, bo wiem, czym jestem sama z siebie. Wchłaniam Boga w siebie, aby
Go oddać duszom. (Dz 193)
194.
ŚW. FAUSTYNA POSTANAWIA POŚWIĘCIĆ SWE ŻYCIE DZIEŁU RATOWANIA DUSZ
- 27.3. Pragnę się wysilać, pracować, wyniszczać za dzieło nasze ratowania dusz
nieśmiertelnych. Mniejsza o to, jeżeli te wysiłki skrócą moje życie, przecież ono już do mnie
nie należy, ale jest własnością Zgromadzenia. Pragnę być pożyteczna całemu Kościołowi
przez wierność Zgromadzeniu. (Dz 194)
195.
DUCHOWE WYZNANIA ŚW. FAUSTYNY
O Jezu, dziś dusza moja jest jakby zamroczona cierpieniem. Ani jednego promienia
światła. Burza szleje, a Jezus śpi. O Mistrzu mój, nie będę Cię budzić, nie przerwę Ci
słodkiego snu. Ja wierzę, że Ty bez wiedzy mojej umacniasz mnie.
Całe godziny są, kiedy adoruję Ciebie – o Chlebie żywy – pośród wielkich posuch
duszy. O Jezu, ilości czysta, nie potrzebuje pociech, karmie się wolą Twoja – o Mocarzu,
Wola Twoja jest celem mojego istnienia. Zdaje mi się, że świat cały mi służył i jest ode mnie
zależny. Ty, Panie, rozumiesz duszę moja we wszystkich jej dążeniach.
Jezu, gdy sama nie mogę śpiewać Ci hymnu miłości, to podziwiam śpiew Serafinów –
tych bardzo umiłowanych przez Ciebie. Pragnę na sposób ich tonąć w Tobie. Takiej miłości
nic nie położy tamy, bo nad nią nie ma siły żadna moc. Ona jest podobna do błyskawicy,
która oświeca ciemności, ale nie pozostaje w niej. O Mistrzu mój, kształtuj Sam duszę moją
według woli Swojej i odwiecznych zamiarów Swoich. (Dz 195)
196.
ŚW. FAUSTYNA OPISUJE ZACHOWANIE PEWNEJ OSOBY, KTÓRA
POSTANOWIŁA JĄ „ĆWICZYĆ” – MUSIAŁA STAĆ 30 MIN. NA KORYTARZU
Pewna osoba wzięła sobie jakoby za zadanie, aby mnie ćwiczyć w cnocie na różne
sposoby. W jednym dniu chwyciła mnie na korytarzu i zaczęła od tego, że nie ma podstaw do
robienia mi uwagi, ale rozkazała, abym przez całe pół godziny stała na korytarzu naprzeciw
małej kapliczki i czekała na M. Przełożoną i jak będzie szła po skończonej rekreacji, to mam
się oskarżać z różnych rzeczy, które mi rozkazała, aby się z nich oskarżyć. Chociaż ja w
duszy o nich pojęcia żadnego nie miałam, jednak byłam posłuszna i czekałam całe pół
godziny na Przełożoną. Każda Siostra przechodząc obok mnie, patrzyła się z uśmiechem.
Kiedy się oskarżyłam Matce Przełożonej, ta mnie odesłała do spowiednika, kiedy
przystąpiłam do spowiedzi, kapłan ten zaraz się spostrzegł, że to jest coś, co nie płynie z
własnej duszy i ja o takich rzeczach zielonego pojęcia nie mam i zdziwił się, że ta osoba
mogła się na takie rozkazy zdobyć. (Dz 196)
197.
ŚW. FAUSTYNA WYRAŻA SWOJE UCZUCIA WOBEC KOŚCIOŁA ŚWIĘTEGO
O Kościele Boży, tyś najlepszą Matka, ty jeden umiesz wychowywać i dawać wzrost
duszy. O, jak wielka nam miłość i cześć dla Kościoła – tej Matki najlepszej. (Dz 197)
198.
DUSZA UFAJĄCA PANU MA WIELKĄ SIŁĘ
W pewnej chwili powiedział mi Pan: – córko Moja, ufność i miłość twoja krępują
sprawiedliwość Moja i nie mogę karać, bo mi przeszkadzasz. o, jak wielka ma siłę dusza
pełna ufności. (Dz 198)
199.
MYŚL O ŚLUBACH WIECZYSTYCH POCHŁANIA ŚW. FAUSTYNĘ DOGŁĘBNIE
Kiedy myślę o ślubach wieczystych i o tym, kto jest Ten, Który się ze mną pragnie
połączyć, to myśl pochłania mi całe godziny myśleniem o Nim; – jak to się stanie, przecież
Tyś Bóg, a ja stworzenie Twoje, Tyś ról nieśmiertelny, a ja żebraczka i nędza sama. Ale już
mi jest teraz wszystko jasne – przecież tę przepaść wyrówna łaska Twoja, Panie, i miłość. Ta
miłość wyrówna przepaść, jaka jest pomiędzy Tobą, Jezu a mną. (Dz 199)
200.
ZARZUT OBŁUDY BARDZO RANI DUSZE SZCZERE
O Jezu, jak to głęboko rani duszę, jeżeli ona stara się zawsze być szczera, a tu jej
zarzucają obłudę i odnoszą się z nieufnością. O Jezu i Tyś był w takim cierpieniu, aby zadość
czynić Ojcu Swemu. (Dz 200)
